Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trzej nowi piłkarze w Lechu. Być może to nie koniec

włącz .

Nasi młodzieżowcy na polskim Euro 2017 furory nie zrobią – to już wiemy na pewno. Co prawda obrońcy Lecha w przegranej inauguracji ze Słowacją na tle kolegów nie wypadli najgorzej, ale trudno się spodziewać gigantycznego wzrostu ich rynkowej wartości. Chory regulamin wykluczył z gry w tym spotkaniu Kownackiego, wątpliwe jednak, by spisał się dużo lepiej lub dużo gorzej od kolegów. Mimo tego i on, i Tomek Kędziora prawie na pewno zmienią ligę. Dziś już wiemy, że będzie miał kto ich zastąpić.

Wydawało się, że trener Lecha stanie przed wyjątkowo trudnym zadaniem budowy drużyny z piłkarzy, którzy w klubie pozostali i z tych wracających z wypożyczenia. Klub sprowadził tylko bocznego obrońcę, w sprawie kolejnych ruchów transferowych panowała niepokojąca cisza, aż nastąpił desant testowanych piłkarzy. Żaden z nich nie sprawia wrażenia sprowadzonego tylko po to, by naprędce łatał dziurę w składzie. Wydaje się, że to realne wzmocnienia. Tego samego dnia Lech dogadał się z Lechią w sprawie Makuszewskiego i z wielu kibicowskich piersi wydobyło się westchnienie ulgi.

Wszyscy nowi piłkarze zostaną zaklepani na rok, co świadczy o dużej ostrożności, czyli wyciąganiu wniosków z przeszłości. Szkoda, że klub podobnej formy zatrudniania zawodników nie stosował wcześniej, nie wpakowałby się w problemy, oszczędziłby sporą kasę. Dotychczasowe ruchy transferowe nie wymagały dużych nakładów finansowych. Wyglądają na zaplanowane wcześniej, czyli niezależne od tego, czy klub zarobi na piłkarzach odchodzących.

Trener Lecha mówił o prawdopodobieństwie pozyskania sześciu-siedmiu zawodników. Jest więc możliwe, że jeżeli Lech porozumie się z klubami zainteresowanymi jego młodymi graczami, sprowadzi kolejnych piłkarzy, być może nawet lepszych od tych, których zaprosił na testy. Nie ma co jednak marzyć, by w grę wchodził na przykład król strzelców ligi austriackiej, a do takiej transakcji podobno przymierza się Legia, która jeszcze kilka lat temu miała budżet na zbliżonym poziomie, ale potem zmieniła priorytety i nastawiła się na sukces, a nie na spokojne prowadzenie biznesu. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, by pomyśleć o nabytkach, dzięki którym drużyna wzniesie się na wyższy poziom. Takich graczy za darmo się nie pozyska.

Kiedyś Lech miał dużo lepszych piłkarzy niż Legia. Nie dlatego, że na ich sprowadzenie wydał krocie. Głównie dlatego, że zatrudniał osoby potrafiące znaleźć i przekonać do gry w Poznaniu Ivana Djurdjevicia, Semira Stilicia, Roberta Lewandowskiego, Sławomira Peszkę, Manuela Arboledę, Tomasza Bandrowskiego i kilku innych. Zdarzały się i nieudane transfery, ale te, które się powiodły przeobraziły drużynę prawie z dnia na dzień. Przy umiejętnym jej prowadzeniu, unikaniu ryzykownych zmian w zarządzaniu klubem, można było kontynuować budowę solidnej ekipy, wykorzystać potencjał regionu, odpowiedzieć na gigantyczne zapotrzebowanie na sportowy sukces. Lech byłby dziś w zupełnie innym miejscu. Straconych lat nikt nam nie zwróci. Teraz pozostaje już tylko próbować nie dać się zgubić tym, co wykorzystali słabości Lecha. Trwające obecnie ruchy transferowe powinny w tym pomóc.

Nie znamy możliwości De Marco ani Situma, ale z pewnością nie są to słabi piłkarze, powinni dużo dać drużynie. Więcej wiemy o Rakelsie. W Lubinie i Katowicach niczym wielkim się nie wyróżnił, dopiero po przejściu do Cracovii zaczął strzelać gola za golem. Gdy zainteresował się nim Reading, skorzystał z okazji i zmienił ligę. W Anglii, na drugim froncie, nieźle mu się wiodło, aż fatalna kontuzja wszystko przerwała. Potem już nie odzyskał pozycji w klubie, ale teraz podobno znów jest w formie. Nie jest lepszym piłkarzem niż Marcin Robak, jest za to prawie o dekadę młodszy.

W futbolu nie ma niczego pewnego, dlatego tak dużo zależy od wyczucia, doświadczenia w obcowaniu z piłkarzami, wiedzy zdobywanej latami, a tak łatwo o kosztowne pomyłki. Wydaje się, że tym razem takich nie będzie i nowi piłkarze dobrze się odnajdą w nowym środowisku.

Zdjęcie: lechpoznan.pl/fot. Marcin Rajczak