Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nowi piłkarze w drodze do Poznania?

włącz .

Piłkarzom Lecha pozostał tydzień wypoczynku przed przygotowaniami do nowego sezonu. Będą one ekspresowe, a trener wierzy, że przystąpi do nich ze skompletowaną drużyną. Liczy na pozyskanie nowych piłkarzy. Do tej pory Lech sprowadził tylko bośniacko-austriackiego obrońcę – Dilavera, dlatego można się spodziewać, że w najbliższym tygodniu transfer będzie gonił transfer. Alternatywą jest rezygnacja z zakupów, postawienie na wracającą z wypożyczenia młodzież.

Takiej sytuacji jeszcze w Poznaniu nie było. Zwykle o tej porze roku media ścigają się w wymienianiu nazwisk piłkarzy, którzy mają trafić do Lecha, a zdecydowana większość tych przewidywań nie sprawdza się. Teraz sytuacja jest odwrotna – media ścigają się w wymienianiu nazwisk zawodników odchodzących z Kolejorza. Te informacje, dla odmiany, potwierdzą się. Tak masowego opuszczania klubu jeszcze nie oglądaliśmy. Być może Lech ustanowi swój rekord w przychodach z transferów.

Kwoty, jakie rzekomo chcą wydać solidne kluby na piłkarzy Kolejorza rzucają na kolana. Przy sprzyjających okolicznościach Lech, jeśli zechce pożegnać się z Janem Bednarkiem, Dawidem Kownackim, Tomaszem Kędziorą może zarobić kilkanaście milionów euro. Jak na warunki polskiej ligi, kwota jest olbrzymia. Nie ma oczywiście mowy, by jednorazowo wpłynęła na klubowe konto, ale i tak byłoby za co sprowadzać nowych piłkarzy. W tej sytuacji można nie tyle zaszaleć, bo tego przy Bułgarskiej nigdy się nie doczekamy, co postarać się o wzmocnienia autentyczne, a nie o uzupełnienie składu piłkarzami, za których nikomu nie trzeba płacić, bo nie ma chętnych na ich zatrudnienie, lub zmagają się z urazami.

Wydawałoby się, że klub o takim potencjale, jak Lech, funkcjonujący na takim rynku, jak stolica Wielkopolski, skazany jest na stałe podnoszenie wartości drużyny, na grę o coraz wyższe cele. Jak dobrze wiemy, różnie z tym bywało, bo w ostatnich latach głównym celem stało się równoważenie budżetu. Na tę politykę nakładały się złe, krótkowzroczne decyzje dotyczące trenerów i piłkarzy, więc zamiast rozwoju obserwowaliśmy regres, kibice zniechęcali się do klubu. Teraz, gdy słuszna polityka stawiania na szkolenie wychowanków zaczyna przynosić wymierne korzyści, jest okazja do autentycznego podniesienia wartości zespołu, czyli pozyskania piłkarzy lepszych od tych, którzy już przy Bułgarskiej trenują.

Pech polega na tym, że okres przerwy między sezonami jest krótki, że nie ma gwarancji, którzy z piłkarzy otrzymają konkretne oferty i jak wiele z nich zostanie zaakceptowanych. Nie obejdzie się bez odrobiny intuicji, czyli przewidzenia, jak zmieni się wartość młodzieżowych reprezentantów Polski po Euro 2017. Lech sprzedał kiedyś Andrzej Juskowiaka Sportingowi Lizbona, za godziwe pieniądze. Potem piłkarz ten został królem strzelców turnieju olimpijskiego i jego wartość radykalnie wzrosła, więc można było zarobić dużo więcej. Wstrzymując się z decyzjami można zyskać, ale i stracić, a co ciekawe, z tego samego założenia wychodzą też potencjalni nabywcy piłkarzy Lecha.

Gdyby nawet jakimś cudem trzej młodzieżowi reprezentanci mieli pozostać w Poznaniu, to i tak na początku eliminacji do Ligi Europy nie byliby do dyspozycji trenera. W dodatku z klubem pożegnał się Maciej Wilusz. O sprowadzonym zimą Kokaloviciu wstyd w ogóle wspominać. Niepewna jest sytuacja Szymona Pawłowskiego, być może niebawem zmieni on klub. Marzy o tym Marcin Robak, któremu zrobiło się nie po drodze z Nenadem Bjelicą. Klub nie puści go łatwo, ale gdyby go nawet zatrzymał na siłę, przyniosłoby to więcej problemów niż korzyści. Nie wiemy, co z Maciejem Makuszewskim, który od lipca znów będzie zawodnikiem Lechii Gdańsk. Zatrzymanie go w Poznaniu wymaga wydania setek tysięcy euro. Alternatywą jest postawienie na kogoś innego.

Wypada zatem wierzyć trenerowi zapowiadającemu nawet sześć letnich transferów i domagającego się przeprowadzenia ich przed wyjazdem na krótkie zgrupowanie do Opalenicy. Wątpliwe, by klub podjął aż tak trudne wyzwanie. Raczej zachowa charakterystyczną dla siebie wstrzemięźliwość w szastaniu pieniędzmi, co może przynieść oszczędności, ale i sprowadzić na klub nieszczęście w postaci jeszcze jednej pucharowej kompromitacji. Lech może podjąć szaleńcze ryzyko i nie zdecydować się na przeprowadzanie transferów już w czerwcu, stawiając na piłkarzy wracających z wypożyczenia. Niektórzy z nich dobrze rokują, ale nie wydaje się, by mieli zbawić Lecha już tego lata.

Owi piłkarze to Jakub Serafin, Szymon Drewniak, Kamil Jóźwiak, Dariusz Formella i Robert Gumny. W ostatnim sezonie tylko Drewniak i Formella grali w ekstraklasie, w klubach bijących się do ostatniej kolejki o uratowanie się przed degradacją. Górnik Łęczna Drewniaka spadł do I ligi, ale piłkarz Lecha nie zawiódł. Trzeba przywołać przykład Jana Bednarka, którego talent eksplodował po powrocie z Łęcznej, a obecny trener ma dar zamieniania piłkarzy niezłych na bardzo dobrych. Powracająca do Poznania młodzież przyda się przynajmniej na początku lata, ale to nie zwolni klubu z przeprowadzania zagranicznych transferów. Najbliższe dni mogą być ciekawsze niż pełnia ligowego sezonu.