Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Obrona Lecha przestała istnieć. Ataku też już właściwie nie ma

włącz .

Maciej Wilusz to piłkarz cudownie ocalony dla Lecha, ale potem stracony. Od początku nowego sezonu będzie grał w Rosji. Być może z Lechem pożegna się Jan Bednarek, wiele dobrych klubów chciałoby mieć go w składzie. Bardzo prawdopodobne jest odejście Tomasza Kędziory. Ze środkowych obrońców pozostaliby tylko Lasse Nielsen i Dariusz Dudka, który piłkarzem Lecha jest tylko teoretycznie.

Władze Lecha dawno nie stały przed równie poważnymi problemami, które trzeba rozwiązać w bardzo krótkim czasie. Do tej pory ceniły sobie święty spokój, stroniły od podejmowania trudnych decyzji. Pozostawiały w klubie przegrywających trenerów, a nawet godziły się, by sprowadzali oni sobie takie gwiazdy, jak Sisi. Nowi piłkarze najczęściej trafiali do Lecha pod koniec okienka transferowego, a wielu z nich potraktowało poznański klub jako lecznicę lub ośrodek wypoczynkowo-rehabilitacyjny. Teraz takie postępowanie byłoby samobójstwem.

Pod koniec rozgrywek wyszło na jaw, że drużyna sprawiająca wrażenie sprawnie działającej, czyli wygrywającej maszyny, jest chora. Od dawna targają nią konflikty, a poza szatnię wyszły tylko te ostatnie. Teraz wiemy, że fatalna postawa Kolejorza w wielu meczach, poddawanie ich bez walki, nie brały się znikąd. Symbolem „świetnej” atmosfery w zespole Bjelicy było gorszące zachowanie Marcina Robaka, oburzonego tym, że trener ośmielił się zdjąć go z boiska już w 87 minucie meczu, w którym nie pokazał niczego ciekawego oprócz zmarnowania znakomitej okazji bramkowej. W krytycznych sytuacjach piłkarzy ponoszą nerwy, ale najczęściej potem przepraszają oni trenera i kibiców. Robak nie odpuścił trenerowi. Nie kryje, że go nie lubi.

Nie ulega wątpliwości, że przyczyną takiego zachowania nie jest ostatni mecz, ale te poprzednie, gdy najgroźniejszy dla rywali napastnik, walczący zresztą o tytuł króla strzelców, zasiadał na ławce, a na boisko wychodził Dawid Kownacki. Tak było choćby w obu wiosennych meczach z Legią, co zresztą źle się kończyło i dla Lecha, i dla „Kownasia”, który pokazywał się skautom dobrych klubów jako piłkarz, z którym można sobie poradzić dziecinnie łatwo. Bjelica podejmował złe decyzje, ale to on jest szefem. Wszczynając awanturę Robak właściwie sam wypisał się z klubu, ale nie będzie się długo martwił. Maciej Skorża marzy po nocach o sprowadzeniu do Pogoni jego i Szymona Pawłowskiego. Być może obaj tam odżyją, podobnie jak niegdyś Murawski, a jedynym problemem jest forma rozwiązania obecnych kontraktów. W grze o obu zawodników jest też Zagłębie Lubin.

Po fatalnej jesieni wydawało się, że dni Macieja Wilusza w Lechu są policzone. Uchodził za wielkiego pechowca, człowieka rozchwianego emocjonalnie, elektrycznego, popełniającego w każdym meczu brzemienne w skutki błędy. Chęć sprowadzenia go wyrażała Wisła Kraków. Piłkarz, któremu latem kończył się kontrakt, zdecydował się zostać w Lechu i bardzo na tym skorzystał. Przeszedł zadziwiającą metamorfozę, nie tylko stał się pewnym punktem drużyny, ale wzbudził sobą duże zainteresowanie, tym większe, że posługuje się lewą nogą i potrafi grać na bocznej obronie. Mógł zostać w klubie, ale wybrał rozwiązanie pozwalające mu zarobić dużo większe pieniądze. Przenosi się na pogranicze rosyjsko-ukraińskie, nad Don, skąd blisko do terenów objętych działaniami wojennymi, ale piłkarzy opłacają sowicie, pozwalają też pokazać się w Europie.

W ten sposób Lechowi powoli wykruszają się polscy obrońcy. Pozostaną wprawdzie Puchacz i Wasielewski, z wypożyczenia wróci Gumny, ale żaden z nich Lecha nie zbawi. Jeszcze nie teraz. Nie wiemy, czy klub przedłuży półroczną umowę z Kokaloviciem, jednym z licznych graczy sprowadzonych tu na leczenie przewlekłych urazów. Do drużyny już dołączył Emir Dilaver, znajomy trenera. Nie wyczerpuje on listy graczy, z którymi Bjelica miał do czynienia, więc możliwy jest duży bałkański zaciąg. Nie jest to zjawisko pożądane. Jak powiedział jeden z moich kolegów – woli, by szatnią trzęśli Trałka z Robakiem niż ludzie z nazwiskami kończącymi się na „ić”.

Opinie na temat pozostania w Lechu Trałki i Robaka są podzielone. Większość kibiców ceni sobie boiskową postawę i zaangażowanie Trałki. Nie byłoby problemów, gdyby był on liderem zespołu nie w szatni, lecz podczas meczów. Robaka klub pozostawić po prostu nie może, choć wolałyby dla świętego sposobu „przykładnie” go ukarać i nakazać pogodzenie się z panem trenerem. W tej sytuacji Bjelicy pozostaną w ataku tylko Nicki Bille oraz Paweł Tomczyk, człowiek z wielkimi perspektywami, ale jeszcze nie na ten sezon. „Kownaś” raczej odejdzie do lepszej ligi. Ciekawe, kto nam wybierze nowego napastnika. Czy będzie to ta sama osoba, która wcześniej dostrzegła potencjał u Vojo Ubiparipa, Denisa Thomalli, Nicki’ego Bille?

Już 19 czerwca drużyna rozpoczyna przygotowania do nowego sezonu. Te kilkanaście dni to stanowczo za mało, by wyczyścić głowy, pozbyć się złych emocji. Potem będzie kolejnych kilkanaście dni na stworzenie drużyny, która nie skompromituje się w pucharowych kwalifikacjach. Biorąc pod uwagę, jak wielu piłkarzy opuści Poznań, tym razem nie można sobie pozwolić na cierpliwe czekanie na koniec okienka transferowego, by sięgnąć po tych piłkarzy, na usługi których nie było zapotrzebowania. Trener mówił o sześciu-siedmiu nowych zawodnikach. Nawet jeśli tylu otrzyma już na powitanie okresu przygotowawczego, to może mu zabraknąć czasu na zrobienie z nich drużyny, choćby i bałkańskiej.

Józef Djaczenko