Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Niewiele brakowało, by wszystko stracili. Zremisowali i zagrają w Europie

włącz .

Zaczęło się wspaniale, Lech objął prowadzenie, a potem je podwyższył i można było mieć nadzieję, że Legia, która nie potrafiła strzelić gola Lechii, sama go straci oddając Lechowi tytuł. W drugiej połowie Kolejorz w swoim stylu stracił kontrolę nad meczem, tylko się bronił, nie potrafił dowieźć zwycięstwa do końca i niewiele brakowało, by przegrał sezon z kretesem. Dobrze, że już się skończył. Potrzebujemy drużyny mocnej, nie ulegającej własnym słabościom.

Nie było niespodzianek w składzie. Trener Bjelica postawił na układ sprawdzony, od początku wykorzystał swych najlepszych piłkarzy. Nie miał dylematu z obsadzeniem pozycji napastnika, bo Kownacki, odczuwający problemy mięśniowe, w ogóle do Białegostoku nie przyjechał. Były kapitan Łukasz Trałka zastąpił kontuzjowanego Gajosa i jak się miało okazać, nie zawiódł, a ambitną i twardą grę przypłacił kontuzją. Kilku zawodników wychodziło na boisko w koszulce Lecha z podejrzeniem, że robią to po raz ostatni.

Nerwowo zachowywał się Lech w pierwszych fragmentach meczu. Jagiellonia szybko przejęła inicjatywę, zamykała go w polu karnym. Na szczęście obrona Kolejorza była dobrze zorganizowana, jeśli nie liczyć niepewnej postawy Putnocky’ego w kilku momentach, niepotrzebnego, ale zakończonego szczęśliwe wyjścia poza pole karne. Goście nie próbowali rozgrywać piłki. Kierowali ją do przodu długimi podaniami, z reguły niecelnymi. Średnia z pierwszej połowy – tylko 66 proc. skutecznych zagrań. To wynik fatalny.

Aż przyszła 11 minuta, gdy kipiący emocjami i wielkimi nadziejami stadion zamarł. Kędziora wypuścił skrzydłem Makuszewskiego, ten świetnie obsłużył Majewskiego i Kolejorz objął prowadzenie. To była błyskawiczna akcja, gospodarze zostali zgubieni serią zagrań z pierwszej piłki. Popsuło im to szyki, nie mogli już czekać na Lecha na swojej połowie, skazani zostali na atak. Lech grał czujnie w obronie. Wilusz trzymał się blisko najgroźniejszego w obozie rywali Sheridana, większą swobodę miał Vassiljev, który celnie podawał i niewiele mu brakowało do szczęścia po rzucie wolnym, gdy uderzał z prawie 40 metrów. Prowadzenie Lecha  powinno było wyższe. Robak przejął piłkę po nieudanej próbie złapania go na pozycji spalonej. Był sam przed bramką, mógł zrobić wszystko. Strzelił szybko, ale beznadziejnie.

Co nie udało się Robakowi, kilka minut przed przerwą powiodło się najbardziej krytykowanemu przez kibiców zawodnikowi Lecha – Łukaszowi Trałce. „Jaga” prowadziła grę, miała swoje szanse, a Lech czekał na okazję szybkiego wyjścia z piłką do przodu. Udało mu się wreszcie szybkimi podaniami rozmontować obronę gospodarzy, co było zasługą głównie Jevticia. Do jego prostopadłej piłki wybiegł Trałka, którego obrońcy nie spodziewali się w tym miejscu i mimo iż bramkarz dotknął piłki po strzale pomocnika Lecha, nie potrafił jej zatrzymać.

Jak można było się spodziewać, Jagiellonia w drugiej połowie zrobiła wszystko, by wrócić do gry, uratować sezon, w którym przez długi czas liderowała w tabeli. W równolegle odbywającym się meczu w Warszawie był remis, a to spychało „Jagę” na dopiero czwarte miejsce. Zaatakowała więc ze zdwojoną siłą i zepchnęła Lecha do obrony. Pod bramką Putnocky’ego było groźnie, kilka razy dopisało mu duże szczęście, gdy nie miał szans na obronę, ale piłka mijała bramkę.

Lech niewiele robił, by sobie pomóc, nie potrafił się zmusić do wyprowadzenia choćby jednej groźnej kontry. Dobrą okazją był rzut wolny w wykonaniu Jevticia, po którym niewiele brakowało, by piłkę przejął Trałka. Nie udało mu się, a w dodatku doznał groźnie wyglądającej kontuzji stawu skokowego i musiał opuścić boisko. Kilka minut później plac gry opuścił Makuszewski, którego zastąpił Pawłowski. To był wyraz desperacji ze strony trenera, któremu skończyli się zdrowi zawodnicy. Znów się zawiódł na tym piłkarzu. Notorycznie tracił piłkę narażając drużynę na niebezpieczeństwo.

Przewaga Jagiellonii zrobiła się miażdżąca, nie opuszczała pola karnego Lecha, który tylko się bronił, nie podejmował walki. Szczęście nie mogło mu dopisywać w nieskończoność. Stracił wreszcie gola, a Jagiellonia poczuła krew – ten mecz, czyli cały sezon, można jeszcze było ocalić wykorzystując to, że z Lecha powietrze uchodziło niczym z dziurawej dętki. Wiara w mistrzostwo dla niej lub dla Lechii osłabła, gdy z Warszawy przyszła wiadomość o osłabieniu drużyny z Gdańska. Czerwoną kartkę, przekreślającą grę drużyny w pucharach zobaczył nie kto inny, jak sam Sławomir Peszko.

Im bliżej końca meczu, tym bardziej Lech tracił kontrolę nad przebiegiem wydarzeń. Jagiellonia atakowała z pasją, a Lech desperacko się bronił i szybko się przekonał, że taka postawa jest bardzo ryzykowna. Po kilku minutach był już remis. Gola zdobył Novikovas, który z powodzeniem zastąpił gwiazdę drużyny – Vassiljeva. To nie był koniec nieszczęść – ostry wślizg Jevticia wyceniony został przez sędziego na czerwoną kartkę. Co ciekawe, ten sam arbiter tydzień wcześniej tolerował równie groźne ataki graczy Wisły na zawodników Lecha. Rozpędzona Jagiellonia miała słabnącego, pozbawionego konceptu, do tego grającego w dziesiątkę Lecha na widelcu. W dodatku mecz został przedłużony aż o 10 minut, wskutek kontuzji piłkarzy i zasypania boiska serpentynami.

Ostatnie minuty to istne oblężenie bramki Lecha i tylko jedna okazja na odgryzienie się – gdy sam na sam szarżował Nicki Bille, zmiennik Robaka. Został sfaulowany, a sędzia pokazał winowajcy tylko żółtą kartkę, ku wściekłości Duńczyka, za którą i on zobaczył kartkę. Potem jeszcze sędzia ukarał brumkarza Lecha za ostetntacyjną, prowincjonalną kradzież czasu. Mecz w Warszawie dobiegł końca, więc teraz tylko od Jagiellonii zależało, kto będzie mistrzem Polski. Nie strzeliła zwycięskiej bramki, przez co tytuł ma Legia, Lech gra w Lidze Europy, a Lechia obeszła się smakiem.

Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 2:2 (0:2)

Bramki: Góralski (78), Novikovas (88) – Majewski (11), Trałka (39)

Żółte kartki: Tomasik, Guti, Runje - Robak, Tetteh, Nicki Bille, Putnocky

Czerwona Kartka: Jevtić.

Gagiellonia: Marian Kelemen – Łukasz Burliga (68. Dmytro Chomczenowski), Ivan Runje, Gutieri Tomelin, Piotr Tomasik – Jacek Góralski, Taras Romanczuk – Przemysław Frankowski, Konstantin Vassiljev (54. Arvydas Novikovas), Fiodor Cernych (73. Karol Świderski) – Cillian Sheridan

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Abdul Aziz Tetteh, Łukasz Trałka (64. Mihai Radut), Radosław Majewski - Maciej Makuszewski (74. Szymon Pawłowski), Marcin Robak (86. Nicki Bille), Darko Jevtić.