Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trzeba wygrać, ale czy Lech choć raz wytrzyma presję?

włącz .

O mistrzostwie Polski trudno już nawet marzyć. Szanse były, ale Lech je zmarnował. Teraz musiałby się zdarzyć cud w Kielcach, by nadzieje wróciły. Trzeba byłoby jednak wygrać dwa ostatnie spotkania, co dla rozchwianej emocjonalnie drużyny nie jest proste. Nie ma żadnej pewności, że w niedzielę da radę nie walczącej już o nic, osłabionej Wiśle. Trener Nenad Bjelica zapowiada pełną koncentrację i walkę, ale dokładnie to samo mówił przed finałem Pucharu Polski, przed spotkaniem z Legią…

Wisła przyjedzie do Poznania bez Cywki, Sadloka, Mączyńskiego. Sezon dla niej właściwie się skończył, więc można byłoby uznać Lecha, dla którego zwycięstwo jest bezcenne, jako zdecydowanego faworyta. Przekonaliśmy się jednak, że na tę drużynę trudno stawiać ostatnie pieniądze, bo największym jej przeciwnikiem jest… ona sama. Potrafi ogrywać rywali tylko wtedy, gdy są oni słabi, a stawka meczu nie jest wysoka. Jeszcze niedawno wszystko miała w swoich rękach. Teraz musi oglądać się na innych. Nie wiadomo, czy nawet wywalczenie miejsca europejskich pucharach nie okaże się dla Lecha zbyt trudne.

Układ w ostatnich meczach jest taki, że z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, iż pokonanie Wisły zagwarantuje start w pucharach, czyli na zachowanie przewagi nad czwartą w tabeli Lechią. Ma ona wprawdzie słabiutkiego przeciwnika (Pogoń Szczecin), ale w ostatniej kolejce jedzie do Warszawy, gdzie nie będzie mieć wielkich szans na jakąkolwiek zdobycz pozwalającą wyprzedzić grającego w Białymstoku Lecha. Jeżeli nie uda mu się teraz ograć Wisły, to spotkanie z Jagiellonią stanie się walką o być albo nie być w pucharach, a dobrze wiemy, że z tak trudnych psychicznie sytuacji Lech nie potrafi wychodzić obronną ręką. Ma skład niezły jak na polską ligę, potrafi grać dobrze, ale brakuje mu siły mentalnej pozwalającej podjąć wyzwanie. Każdy mecz może przegrać jeszcze przed opuszczeniem szatni.

– Gdy nie mamy wpływu na inne wyniki, możemy zrobić tylko jedno: wygrać własny mecz – mówi przed spotkaniem z Wisłą trener Kolejorza. – I na tym się koncentrujemy. Mamy 95 minut na odniesienie zwycięstwa. Uda się, jeżeli zrobimy wszystko, by to osiągnąć. Wtedy będzie jeszcze nadzieja, że ostatnia kolejka może zadecydować o naszym sukcesie. Nie będzie łatwo, bo Wisła to bardzo mocna drużyna. Grała dobrze przeciwko Legii i przeciwko Jagiellonii. Ma liderów w osobach Małeckiego, Głowackiego, Brożka, Gonzalesa. Zagrają z nami o zwycięstwo, więc czeka nas ciężki mecz.

Trener Bjelica zapowiada, że jego drużyna gotowa jest zagrać z intensywnością, jakiej brakowało w poprzednich, rozgrywanych co kilka dni spotkaniach. Stać ją na walkę z pasją. Wszyscy zawodnicy są zdrowi. Dla kilku z nich być może będzie to pożegnanie z poznańską publicznością. Z pewnością spotkanie to będzie szczególne dla Matusa Putnocky’ego, któremu tylko jednego meczu brakuje do wyrównania ligowego rekordu Łukasza Fabiańskiego – rozegrania 19 spotkań w sezonie bez wpuszczenia gola. – To był dla mnie dobry sezon, ale od rekordu ważniejsze jest zwycięstwo drużyny. Mamy o co walczyć, nawet jeżeli nie wszystko już od nas zależy i musimy liczyć, że Korona odbierze jakieś punkty Legii – mówi słowacki bramkarz.

Zapowiada się słoneczna niedziela. Przed meczem odbędą się ciekawe imprezy dla dzieci, warto więc zjawić się na Bułgarskiej. Gdyby Lech walczył o tytuł i nie zawodził w najważniejszych momentach, można byłoby się spodziewać bardzo wysokiej frekwencji. Atmosfera siadła, kibice są mocno zawiedzeni, więc prawdopodobnie na trybunach zasiądzie ich mniej więcej tylu, co tydzień temu, czyli ok. 20 tysięcy.