Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bezradność, marazm, zniechęcenie. Lech już nie wierzy?

włącz .

Tylko jeden celny strzał oddał Lech w środę. W niedzielę nastąpił postęp – celnych uderzeń było „aż” trzy. To za mało, by pokonać Lechię, która zresztą ani razu nie trafiła w bramkę. Wygląda na to, że Lech stracił wiarę, że może w tym sezonie osiągnąć cokolwiek. Tak nie gra drużyna, której zależy na czymkolwiek oprócz dotrwania do końca rozgrywek. Trudno będzie choćby o kwalifikację do europejskich pucharów.

Pierwsza połowa w wykonaniu Lecha wyglądała tak, jakby ciągle przebywał na Łazienkowskiej. Nie było widać jakiegokolwiek pomysłu na akcje ofensywne. Przegrywał bezpośrednie pojedynki z Lechią, która na wyżyny się nie wzniosła, ale grała lepiej, solidniej, a przede wszystkim szybciej. Już po 20 minutach na widowni rozległy się pierwsze gwizdy kwitujące kolejne nieudane akcje. Nie miał kto kreować gry. Słabiutko grał Makuszewki, a Majewski zamiast rozgrywać raz po raz tracił piłkę.

Lech miał kilka stałych fragmentów gry, szczególnie z prawej strony boiska. Majewski dośrodkowywał tak nieudolnie, że piłka zatrzymywała się już na pierwszym obrońcy. Potem zastąpił go Radut i było trochę lepiej. Tylko raz udało się stworzyć groźną akcję, gdy Majewski uderzył wprost w bramkarza. Zabrakło piłkarzy, którzy przejęliby instynktownie odbitą piłkę. Robak brał się za dryblingi i raz po raz przegrywał z obrońcami. Chaotycznie grał Gajos. Trałka starał się być wszędzie, ale kiedy odzyskał piłkę zwykle podawał do najbliższego kolegi albo do obrońcy.

Po przerwie Lech zagrał trochę odważniej i energiczniej, niewiele jednak z tego wynikało. Lechia za to starała się przede wszystkim przetrwać. Gospodarze uzyskali przewagę. Ich akcje niestety kończyły się niecelnymi dośrodkowaniami albo stratami piłki. Niewiele poprawiła wymiana Robaka na Kownackiego i wejście na boisko Jevticia, choć „Kownaś” był jedynym piłkarzem, który mógł wpłynąć na wynik. Poszedł na przebój, minął obrońcę i bardzo dobrze obsłużył Gajosa. Ten mógł dać drużynie zwycięstwo, ale po jego uderzeniu piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką.

Końcowe minuty to niemrawe próby ataku Lecha i prowincjonalna gra na czas w wykonaniu bramkarza Kuciaka. Zobaczył za to tylko jedną żółtą kartkę, a powinien dwie. Jedyne emocje na boisku było widać tuż przed końcem meczu, gdy piłkarze obu drużyn uczestniczyli w wielkiej bijatyce. Gdy wydawało się, że posypią się czerwone kartki, sędzia Tomasz Musiał pokazał tylko po żółtej graczowi Lecha i Lechii. Wniosków z poprzedniego meczu nie wyciągnął Peszko. Miał szczęście, że trafił na tolerancyjnego arbitra, który udawał, że nie dostrzega jego prowokacji. Po końcowym gwizdku piłkarze Lechii padali sobie w ramiona, jakby odnieśli życiowy sukces. Gdyby zagrali odważniej, mogli pokonać słabego Lecha redukując jego szanse na miejsce na podium.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 0:0

Żółte kartki: Kostewycz, Kędziora – Peszko, Mak, Vitoria, Stolarski

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostewycz - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski - Maciej Makuszewski, Marcin Robak (72. Dawid Kownacki), Mihai Radut (73. Darko Jevtić).

Lechia: Dusan Kuciak - Joao Nunes, Mario Maloca, Steven Vitoria, Jakub Wawrzyniak (30. Paweł Stolarski) - Ariel Borysiuk - Sławomir Peszko, Milos Krasić (77. Grzegorz Kuświk), Simoen Sławczew (72. Michał Mak), Rafał Wolski - Marco Paixao.

Widzów: 20 tys.