Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zasłużona porażka Lecha w Warszawie

włącz .

Powtarzalność i żelazna konsekwencja to w futbolu wartościowe cechy. W przypadku Lecha lepiej byłoby je sobie darować. Kolejny raz okazał się bezradny w meczu z Legią. Nie wyciągnął żadnych wniosków z meczów przegranych z drużynami ligowej czołówki. Legia tym razem ograła go nadspodziewanie łatwo. Kolejorz dobrze gra tylko ze słabeuszami, a najlepiej czuje się na pustych stadionach. Szanse na tytuł bardzo się oddaliły, choć jeszcze nie przepadły.

Po kwietniowym, poznańskim meczu tych drużyn można było mieć niedosyt z powodu braku w podstawowym składzie będącego w wysokiej formie Marcina Robaka. Kiedy w drugiej połowie zastąpił Dawida Kownackiego, można było kierować długie piłki do ataku z nadzieją, że ktoś silny fizycznie je przejmie, uruchomi kolegów. Z napastnikiem potrafiącym grać tyłem do bramki Lech stał się drużyną groźniejszą. W Warszawie Nenad Bjelica znów posłał Robaka, grającego od początku w kilku poprzednich spotkaniach, na ławkę stawiając tym razem na „Kownasia”. Jeszcze raz pozbawił swą drużynę ważnego atutu. Taka konsekwencja nam się nie podoba.

Lech przystąpił do meczu z nastawieniem na solidność w grze obronnej całej drużyny. Piłkarze Legii atakowani byli już na swojej połowie, a nawet pod bramką. Kilka razy udawało się przechwycić piłkę, ale nic z tego nie wynikało, bo brakowało rozsądnego rozegrania, celnego podania. Jedynym pomysłem na wyprowadzenie piłki spod własnej bramki do ataku były dalekie podania. Za każdym razem była to strata piłki.

Jak należy stosować taki element, pokazali gospodarze. Po sześciu minutach nijakiej gry Dąbrowski posłał piłkę z obrony do przodu, z dużą precyzją. Tam przejął ją Odjidja Ofoe i szybko wyszedł sam na sam gubiąc ślamazarnych Kędziorę i Bednarka, w pełnym biegu uderzył nie dając szans bramkarzowi Lecha. Teraz już nie było wyjścia, należało brać się za atakowanie. Brakowało jednak pomysłu, jak tego dokonać, akcje ofensywne rwały się, Legia nie musiała się wysilać, by te anemiczne próby powstrzymać. Sama nie szarżowała, grała ostrożnie czekając na przechwyty i szybkie wyjścia z obrony. Pierwsza niezła, płynna akcja ofensywna gości nastąpiła dopiero w 17 minucie.

Im dłużej trwał mecz, tym bardziej widoczna była ofensywna bezradność Lecha. Nie było przyspieszenia. Wprost przeciwnie, im bliżej bramki Legii, tym bardziej akcje zwalniały. Wyglądało na to, że Legia zaprasza go pod własne pole karne wiedząc, że nic jej nie grozi, za to po przejęciu piłki może zaatakować tak, jak Lech tego dnia nie potrafi – szybko. W pierwszej połowie Kolejorz nie oddał żadnego celnego strzału. Była tylko jednak kontrowersyjna sytuacja, gdy Kownacki domagał się rzutu karnego po powietrznym pojedynku z Dąbrowskim. Sędzia nie zareagował.

Po przerwie Lech zmienił taktykę. Próbował utrzymywać się przy piłce, stosować atak pozycyjny. Osiągnął przewagę, przebywał na połowie Legii, mnożyły się dośrodkowania z obu stron. Nie miał kto ich wykorzystać, więc nadal brakowało strzałów. Trener to zauważył, więc już po kwadransie dokonał zmiany – Majewskiego zastąpił Robak. Szkoda, że tak późno. Dopiero teraz miał kto walczyć z obrońcami jak równy z równym, przejmować dalekie podania. Chwilę później w zespole przeciwnika pokazał się Hamalainen. Legia atakował rzadziej, ale groźniej, bo miała pomysł na sforsowanie obrony Lecha. Ten natomiast wymieniał podania w środku pola, ale gdy trzeba było pomyśleć o stworzeniu zagrożenia, gubił koncept.

Bezradność Lecha w ofensywie i trafna taktyka Legii przyniosła jej drugiego gola. Znów zastosowała podanie z głębi pola, a tym razem obrońców Kolejorza zgubił Kucharczyk, który kilka minut wcześniej wszedł na boisko. Wyszedł sam na sam, przerzucił piłkę nad Putnockym i stało się oczywiste, że Lech wróci z Warszawy bez punktów. Nic nie dało wpuszczenie na boisko młodego Pawła Tomczyka. Lech do samego końca był nieporadny, nie potrafił wyrządzić przeciwnikowi najmniejszej krzywdy. W samej końcówce oddał jedyny celny strzał w meczu. Niegroźnie uderzył Makuszewski. W piłce tak już jest, że wygrywa ten, kto stosuje mądrą taktykę i ma w drużynie indywidualności. O Lechu nie można było tego powiedzieć.

Legia Warszawa – Lech Poznań 2:0 (1:0).

Bramki: Odjidja Ofoe (7), Kucharczyk (83)

Kartki: Guilherme, Radović, Odjidja Ofoe – Trałka, Tetteh.

Legia: Arkadiusz Malarz - Artur Jędrzejczyk, Maciej Dąbrowski, Michał Pazdan, Adam Hlousek - Tomasz Pazdan, Thibault Moulin - Guilherme (74. Michał Kucharczyk), Vadis Odidja-Ofoe, Dominik Nagy (64. Kasper Hamalainen) - Miroslav Radović (87. Michał Kopczyński)

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Łukasz Trałka, Maciej Gajos (87. Abdul Aziz Tetteh), Radosław Majewski (60. Marcin Robak) - Maciej Makuszewski, Dawid Kownacki, Mihai Radut (84. Paweł Tomczyk).