Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech ograł Pogoń. Jak zwykle

włącz .

Piąty mecz, piąte zwycięstwo, stosunek goli 12:1 – taki jest bilans spotkań Lecha i Pogoni Szczecin w tym sezonie. Rywal nie gra już o nic i przyjechał do Poznania bez Frączczaka, Fojuta i Delewa, czyli swych czołowych zawodników, ale nie poddał się bez walki. Lech tym razem zwyciężył „tylko” 2:0, co dowcipni kibice, przywykli do „trójek” Kolejorza, określili jako poważny niedosyt. Rzeczywiście, goli mogło być znacznie więcej.

Długo trwało, zanim Lech wstrzelił się w bramkę Pogoni. Atakował z rozmachem, tworzył dobre okazji, ale nie udawało mu się postawić kropki nad „i’”. Dobre okazje bramkowe mieli nawet obrońcy. Niewiele do szczęścia zabrakło Wiluszowi, którego uderzenie odbił obrońca, a Trałka trafił w poprzeczkę. Gola, po 35 minutach, zdobyć udało się dopiero Robakowi. Ten napastnik dał się poznać jako kat Lecha, a po zmianie barw klubowych został katem Pogoni.

Goście, nieśmiało wspierani przez grupkę swoich kibiców, nie nastawili się na żelazną obronę. Próbowali prowadzić otwartą grę nie zważając, że dla wielu drużyn fatalnie taka taktyka się kończyła. Przewagę z liczbie oddawanych strzałów, i to zdecydowaną miał Lech, ale Pogoń też próbowała pokonać Putnocky’ego, choć nie można powiedzieć, że Słowak mocno się napracował, by zaliczył jeszcze jedno w tym sezonie spotkanie bez wpuszczonej bramki. Zapowiada się bramkarski rekord.

Po przerwie Pogoń starała się opanować sytuację. Rozpoczęła grę ze środka boiska i przez cztery pierwsze minuty nie oddawała piłki gospodarzom. Nic z tego nie wynikało, bo posiadanie piłki nie przekładało się na stwarzanie okazji bramkowych. Dzięki takiej taktyce gości mecz był ciekawym widowiskiem, a Lech mógł się sprawdzić w wyprowadzaniu szybkich ataków. Najczęściej na bramkę Pogoni szarżował Majewski. Umiejętnie przejmując dalekie podania próbował rozgrywać, a niekiedy, niestety, strzelać.

Jednak właśnie on miał największe szanse trafić do bramki, po rzucie wolnym sprzed pola karnego. Była to dobra sytuacja dla zawodnika z lepszą lewą nogą. Kiedy wydawało się, że będzie uderzać Kostewycz, uprzedził go „Maja” i zrobił to świetnie – bramkarz z wielkim trudem sparował piłkę na słupek. Ukrainiec nie mógł żałować, że to nie on strzelał. W pierwszej połowie zbierał zresztą od publiczności oklaski, a nawet owacje, za piękne rajdy i zwody, którymi ośmieszał przeciwników. W drugiej połowie natomiast Lech częściej szarżował prawym skrzydłem, bo tym razem dużą chęć do gry przejawiał Makuszewski. Oddał w tym meczu wiele strzałów, a niektóre z nich sprawiły bramkarzowi mnóstwo kłopotów. Miał też udział w zdobyciu drugiej bramki.

Była to piękna i błyskawiczna akcja Lecha. Na lewej stronie boiska piłkę miał Majewski. Dostrzegł samotnie stojącego po drugiej stronie Makuszewskiego, więc celnie podał na kilkadziesiąt metrów. Wydawało się, że skrzydłowy wykona kolejny rajd, ale on idealnie obsłużył rozpędzającego się Kędziorę. Podanie pod bramkę i strzał Trałki z bliskiej odległości pozwolił Lechowi wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Pogoń nie mogła już mieć nadziei na wywiezienie dobrego rezultatu z Poznania, ale nadal próbowała iść do przodu, a Lech to wykorzystywał próbując kontrować. Kilka razy był bliski celu. Odniesione zwycięstwo pozwoliło umocnić się w czołówce, choć najtrudniejsze dopiero przed Kolejorzem.

Lech Poznań – Pogoń Szczecin 2:0 (1:0)

Bramki: Robak (35), Trałka (64)

Żółte kartki: Kędziora – Nunes

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski (86. Paweł Tomczyk) - Maciej Makuszewski (80. Abdul Aziz Tetteh), Marcin Robak (75. Dawid Kownacki), Mihai Radut.

Pogoń: Jakub Słowik - David Niepsuj, Cornel Rapa, Sebastian Rudol, Hubert Matynia (76. Sebastian Kowalczyk) - Rafał Murawski (80. Mate Cincadze), Mateusz Matras - Adam Gyurcso, Dawid Kort, Ricardo Nunes - Marcin Listkowski (64. Seyia Kitano).

Widzów: 15 tys.