Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zwycięstwo Lecha po wielkich cierpieniach

włącz .

Gdyby piłkarze Lecha i Korony zamienili się koszulkami, nikt by nie mógł być zdziwiony przebiegiem spotkania. Drużyna teoretycznie słabsza i nie walcząca o nic zagrała tak, jakby to jej bardziej zależało na zwycięstwie. Futbol okazał się dla niej okrutny. Piłkarze Kolejorza, którzy myślami byli już chyba na Stadionie Narodowym, zgarnęli trzy punkty, które właściwie spadły im z nieba. Gdyby nie Darko Jevtić, piłkarz z innego świata, to nie miałoby prawa się udać.

W finale Pucharu Polski ma bronić Jasmin Burić. Wyszedł na boisko w pierwszym składzie w meczu ligowym, by oswoić się z grą, złapać rytm. Na ławce rezerwowych zasiedli zawodnicy, którzy w innych klubach byliby graczami podstawowymi: Pawłowski, Kownacki, Radut, czy Gajos. Bolesny był szczególnie brak tego ostatniego. Dopiero Korona Kielce pokazała, ile ten zawodnik znaczy dla Lecha. Ani Trałka, ani Tetteh nie potrafią tak dobrze uporządkować gry w środku boiska.

Dużo lepiej w mecz weszła Korona. Nie ma w składzie wybitnych zawodników, ale ma byłych Lechitów i to właśnie oni mocno dali się we znaki gospodarzom. Lech nie mógł złapać właściwego rytmu. W miarę upływu minut okazywało się, że po prostu jest tego dnia słaby, nic mu nie wychodzi. Indywidualne pojedynki z reguły wygrywali goście. Wszystkie stykowe sytuacje wykorzystywali na swoją korzyść, odbite piłki prawie zawsze padały ich łupem. Przejęli mnóstwo podań, zresztą Lech niechlujną grą bardzo im w tym pomagał. Korona górowała agresywnością, zdecydowaniem, szybkością. To nie był normalny Lech. W ten sposób ta drużyna grała w epoce sprzed Bjelicy. Sam trener przyznał potem, że postawa jego podopiecznych negatywnie go zaskoczyła.

To paradoks, że jednak Kolejorz objął prowadzenie. Zadecydowała mądrość dwóch piłkarzy. Przy rzucie rożnym Jevtić podążył za czekającymi na desancie zawodnikami, by uniemożliwić im rozegranie kontry. W pewnym momencie ruszył jednak pod bramkę przeciwnika, otrzymał mierzone podanie od Majewskiego, szybko znalazł się pod polem karnym i plasowanym strzałem pokonał bramkarza gości. Wydawało się, że Lechowi od tej chwili będzie się grało lepiej. Nic z tego. Korona, która i tak miała przewagę, natarła jeszcze mocniej i doprowadziła do wyrównania, gdy mocnym strzałem z dystansu popisał się nie kto inny, jak ekspert w tej specjalności – Mateusz Możdżeń. Burić nic nie mógł zrobić.

Goście nie przyjechali po remis. Chcieli wygrać, więc nie ustawali w ofensywie. Zostali skarceni, gdy idealnym podaniem na dobrą pozycję Jevtić wyprowadził Robaka. Rymaniak faulował go, gdy Marcin zamierzał strzelać, a sędzia Marciniak podyktował rzut karny. Pewnym wykonawcą okazał się poszkodowany i Lech znów prowadził. I znów szybko to stracił, po kolejnym rzucie karnym podyktowanym za faul Trałki. Tak więc Korona podwoiła swój strzelecki dorobek w Poznaniu. Do tej pory strzeliła tu tylko jednego gola. Teraz miała ochotę na więcej – zamierzała odnieść pierwsze zwycięstwo.

Kto się łudził, że po przerwie zobaczy innego Lecha, ten się rozczarował. Przebieg meczu był wciąż taki sam. To Korona miała większe szanse na zwycięstwo. Kilka razy zabrakło jej szczęście i odrobiny precyzji. Lech nijak nie potrafił zmobilizować się do walki. Momentami przykro było patrzyć, jak kandydaci na mistrza Polski dają się fizycznie stłamsić i są łatwo ogrywani. O tym, że nie ma w futbolu sprawiedliwości, Korona przekonała się w końcówce meczu. Znów gola wywalczył Jevtić, który po serii zwodów wpadł w pole karne i zrobił wszystko, by interweniujący Możdżeń nakłonił sędziego do pokazania „wapna”. A potem było to, co zawsze, czyli dopełnienie formalności przez Robaka. To siedemnasta jego bramka w sezonie.

Ostatnie minuty to oblężenie bramki Buricia i nieudane próby wyprowadzenia przez Lecha kontry. „Jasiu” ratował drużynę kilka razy. Miał sporo szczęścia broniąc rękoma, nogami, a nawet głową. Desperacka obrona okazała się skuteczna, po ostatnim gwizdku sędziego kibice, a zwłaszcza piłkarze Lecha poczuli dużą ulgę. Kolejorz był drużyną tego dnia nierówną. Na dobrym poziomie grali Jevtić, Robak, Burić. Inni spisali się dużo gorzej, a niektórzy, jak Makuszewski, wręcz katastrofalnie. Możemy mieć nadzieję – bo i co nam pozostało – że we wtorek, w finale Pucharu Polski, Kolejorz skupi się na tym właśnie meczu, a nie na czekającym go wyjeździe do Niecieczy.

Lech Poznań – Korona Kielce 3:2 (2:2)

Bramki: Jevtić (17), Robak (k. 42 i k. 80) – Możdżeń (21) i Kiełb (k. 44)

Żółte kartki: Tetteh, Kostevych - Grzelak, Rymaniak, Dejmek, Możdżeń.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Abdul Aziz Tetteh (71. Dawid Kownacki), Łukasz Trałka - Maciej Makuszewski (61. Mihai Radut), Radosław Majewski (81. Maciej Gajos), Darko Jevtić - Marcin Robak.

Korona:  Milan Borjan - Rafał Grzelak, Bartosz Rymaniak, Radek Dejmek, Ken Kallaste - Jakub Żubrowski, Mateusz Możdżeń - Miguel Palanca, Nabil Aankour (84. Marcin Cebula), Serhij Pylypchuk (57. Dani Abalo) - Jabek Kiełb.

Widzów: 11 tys.