Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jasmin Burić: Naszym kibicom należy się to trofeum

włącz .

Skład Lecha na finał Pucharu Polski z pewnością będzie najmocniejszy z możliwych, jest to bowiem mecz niepowtarzalny, tylko zwycięstwo zapewni trofeum. Zestawienie piłkarzy krystalizuje się, choć trener niczego nie zdradza. Nie kryje tylko jednego: w bramce zagra Jasmin Burić. – Wiem o tym, takie mam zapewnienie – potwierdza zawodnik, który od niedawna jest pełnoprawnym Polakiem, a w poniedziałek odebrał polski dowód osobisty.

To będzie dla Lecha trzeci kolejny finał na Stadionie Narodowym, a piąty od momentu, gdy Jasmin Burić gra w Poznaniu. Pochodzący z Bośni zawodnik zagrał tylko w jednym z tych spotkań: rok temu. W 2009 roku w Chorzowie bronił Ivan Turina. W 2011 roku w Bydgoszczy w bramce stał Krzysztof Kotorowski. W pierwszym finale Lecha na Stadionie Narodowym bronił Maciej Gostomski, a rok później „Jasiu”. 2 maja nie będzie więc debiutantem, zna już smak występowania na tym obiekcie.

– Wszyscy mówią, że jesteśmy faworytami tego meczu. Być może tak jest, ale tylko na papierze. Dopiero na boisku musimy potwierdzić, że rzeczywiście jesteśmy lepszą drużyną. Mamy duży szacunek do Arki Gdynia, która przecież znalazła się w finale, a to nigdy nie jest łatwe. Mamy zamiar skupić się tylko na sobie. Mam nadzieję, że zgramy najlepiej, jak umiemy i zdobędziemy ten Puchar. Zrobimy to dla siebie i dla kibiców. Wiemy, że porażki w ostatnich finałach ich bolały. Teraz to się odwróci i po meczu wspólnie będziemy się cieszyć – mówi bramkarz Kolejorza.

W tym roku broni rzadko. Nie boi się, że w najważniejszym występie zabraknie mu rytmu meczowego, pewności siebie? Zagra przecież po długiej przerwie i od razu w tak ważnym spotkaniu. – Nie boję się, zapewniam. Cieszę się, że mogę zagrać. Nie każdy ma okazję wystąpić na tym stadionie, w meczu o trofeum. Mam 30 lat i wiele spotkań za sobą. Nie ma obawy, że presja mnie przerośnie – zapewnia Jasmin Burić.

Nie będzie mu łatwo zachować koncentrację, nic bowiem nie wskazuje, by spotkanie toczyło się pod dyktando Arki. Wątpliwe, by mocno nacierała, oddawała wiele strzałów, więc bramkarz Lecha nie będzie miał wiele interwencji. Pełna koncentracja będzie więc konieczna. – Nie wiemy, jak Arka zagra i jak ten mecz będzie się układał. Jesteśmy faworytami, ale to nie znaczy, że nie będę miał dużo pracy. Trzeba się skoncentrować na swojej grze. Mamy wielu dobrych zawodników i trzeba to wykorzystać. Nieważne, jak często będę musiał interweniować. Ważne, żeby wszystko dla nas dobrze się skończyło – podkreśla „Jasiu”.

Matus Putnocky jest w wysokiej formie, uchodzi za czołowego ligowego bramkarza, prawie w ogólne nie wpuszcza goli. Nie wystąpi jednak w tak ważnym meczu. – Nie wiem, czy rozmawiał z trenerem na ten temat. Jego sytuacja jest podobna do mojej. Też mogę powiedzieć, że chciałbym grać w lidze. Między nami nie ma żadnego konfliktu. Cieszę się, że tak dobrze mu idzie i go wspieram. Teraz on jest pierwszym bramkarzem w lidze, ale piłka jest nieprzewidywalna i to się szybko może zmienić. Mam nadzieję, że utrzyma wysoką formę. Liczy się tylko Lech. Czy ja bronię, czy on – nieważne, byle były zwycięstwa. Myślę, że on nie ma żalu o ten finał. To jest spokojny gość – mówi bramkarz Kolejorza.

Perypetie związane z uzyskaniem obywatelstwa ma za sobą, mógł odetchnąć z ulgą. – Jestem teraz Polakiem. Moja głowa została bośniacka, bośniacki mam też charakter, ale tu jestem już prawie 8 lat i naprawdę bardzo fajnie czuję się w Polsce i w Poznaniu. Obywatelstwo bardzo mi pomogło w piłce i w sprawach prywatnych. Długo na to czekałem, ale było warto - uśmiecha się bramkarz Lecha.