Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trójka do zera… Znów!

włącz .

Na trzecim miejscu zakończył zasadniczą fazę rozgrywek Lech wyprzedzając na finiszu Lechię Gdańsk. Niespodziewanie Ruch Chorzów postawił się w Poznaniu, zaczął mecz bardzo dobrze i niewiele mu brakowało do objęcia prowadzenia. Lech opanował na szczęście sytuację i kolejny raz zwyciężył swoim ulubionym wynikiem. W piątek wieczorem w pierwszym spotkaniu fazy dodatkowej zmierzy się u siebie z Koroną Kielce. A potem wielki finał Pucharu Polski.

Pogrążony w głębokim kryzysie organizacyjnym Ruch nie przyjechał do Poznania, by się bronić. Postawił Lechowi trudne warunki. Grał odważnie, atakował dużą liczbą zawodników, więc na przedpolu Putnocky’ego kilka razy doszło do dużego zamieszania. W idealnej sytuacji znalazł się młody Jarosław Niezgoda, skierował jednak piłkę ponad bramkę. Lech miał problemy ze złapaniem meczowego rytmu, źle grał w defensywie pozwalając gościom na zdecydowanie zbyt wiele.

Kiedy wydawało się, że taka postawa musi się źle skończyć, z pomocą pospieszył… Ruch. Tomasz Kędziora otrzymał piłkę na prawej stronie boiska, skierował ją pod bramkę. Dośrodkowanie przejął na głowę Łukasz Surma i zamierzał wybić piłkę na rzut rożny. Pomylił się jednak i strzelił filmowego gola, na swoje nieszczęście samobójczego. Można złośliwie powiedzieć, że podanie było tak dobre, iż piłkarz Ruchu nie miał prawa tego nie wykorzystać. Lech zaczął grać lepiej, ale przez cały czas musiał zachowywać czujność w defensywie, bo Ruch dążył do wyrównania i wiedział, jak tworzyć dobre okazje bramkowe. Celu nie osiągnął, w dodatku stracił drugą bramkę, piękną zresztą, pokazującą kunszt piłkarzy Lecha. Dobrej sytuacji nie wykorzystał Robak, piłka trafiła na skrzydło, a akcję świetnym strzałem z woleja zamknął Gajos.

Druga połowa zaczęła się kolejnymi próbami ataku chorzowian, jednak Lech grał teraz dużo lepiej niż w przed przerwą i całkowicie opanował sytuację. Wyższość Kolejorza nie podległa dyskusji. Świetną partię rozgrywał Łukasz Trałka, król środka boiska. Pięknymi zwodami i rajdami popisywał się najlepszy piłkarz na boisku – Darko Jevtić. Kilka razy próbował zdobyć gola, a udało mu się to dopiero po rozegraniu piłki przez Radosława Majewskiego. Ta i kilka innych groźnych akcji Lecha wynikała ze szkolnych, niewymuszonych błędów piłkarzy Ruchu. Gospodarze zastosowali pressing i przejmowali wiele podań, zdarzało się też, że nie musieli nic robić, bo kopnięta przez przeciwnika piłka spadała im na głowę lub na nogę.

Trener Bjelica, który zachęcony meczem w Płocku wystawił od początku Kownackiego i Robaka, mógł w drugiej płowy obu zdjąć i dać szansę Nicki’emu Bille. Duńczykowi nie brakowało serca do gry, lecz piłkarskich walorów. Jeszcze słabiej zagrał inny zmiennik – Makuszewski. Całe szczęście, że Lech wysoko prowadził. Gdyby tak nie było, koledzy mieliby do niego żal. Wychodzili na dobre pozycje, czekali na podanie, a skrzydłowy za każdym razem wikłał się w dryblingi, zwalniał akcje. Władze klubu zastanawiające się nad wykupieniem tego gracza mają o czym myśleć. Dobrym zmiennikiem okazał się Radut, piłkarz o dużych umiejętnościach. Rumun w Lechu czuje się coraz lepiej.

Lech Poznań – Ruch Chorzów 3:0 (2:0)

Bramki: Łukasz Surma (7 – samobójcza), Maciej Gajos (42), Darko Jevtić (62)

Lech:  Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Łukasz Trałka, Radosław Majewski (63. Mihai Radut), Maciej Gajos - Darko Jevtić, Marcin Robak (75. Nicki Bille), Dawid Kownacki (70. Maciej Makuszewski).

Ruch: Libor Hrdlicka - Martin Konczkowski, Michał Helik, Marcin Kowalczyk, Paweł Oleksy - Miłosz Przybecki (80. Miłosz Trojak), Łukasz Surma, Maciej Urbańczyk, Łukasz Moneta - Bartosz Nowak(66. Milan Gamakov) - Jarosław Niezgoda (60. Jakub Arak).

Widzów: 20 tys.