Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech znów jest wielki!

włącz .

Na powrót wysoko zwyciężającego Lecha trochę trzeba było poczekać, ale znów mamy powody do radości i optymizmu. Zapewnił swoim kibicom piękną Wielkanoc. Na szpetnym i przestarzałym stadionie w Płocku nie dał dobrze grającej ostatnio Wiśle żadnych szans. Zdobył trzy gole, a mogło ich być nawet więcej, przede wszystkim jednak pokazał zaangażowanie i dużą klasę. Wciąż jest w grze o najwyższe cele. Niebawem trzeba będzie pokazać wyższość także w meczach z zespołami z ligowej czołówki.

Po meczu z Legią wielu kibiców twierdziło, że trener Lecha podjął złą decyzję wystawiając w ataku w pierwszym składzie nie utrzymującego się w wysokiej formie, doświadczonego Marcina Robaka, ale Dawida Kownackiego, któremu przyszło się zmagać z silnymi fizycznie obrońcami. W meczu przeciwko Wiśle Płock ponownie stanął przed trudnym wyborem i wszystkich zaskoczył: do boju posłał obu napastników. „Kownaś” częściej operował z boku boiska i dowiódł, że rola skrzydłowego mu odpowiada. Zaliczył dwie asysty, natomiast Robak zdobył dwa gole. Odczuwającego jeszcze skutki urazu Darko Jevticia trener pozostawił za to na ławce rezerwowych, a Pawłowski do gry zdolny nie był wcale.

Wisła odważnie rozpoczęła mecz, atakowała z rozmachem, więc widowisko, mimo padającego deszczu, było ciekawe i otwarte. Gospodarze potwierdzili, że stanowią dobrą, zgraną drużynę, z zawodnikami w większości mało znanymi, ale doświadczonymi. Lech musiał się namęczyć, by przejąć inicjatywę. Kilka razy przedostał się pod bramkę przeciwnika, zawsze jednak brakowało precyzji w rozegraniu, a Majewski tradycyjnie niecelnie strzelał. Niedokładnie zagrywana piłka często trafiała w nogi zawodników z Płocka.

Mokre boisko sprzyjało szybkiemu rozgrywaniu akcji. Po jednej z nich w dobrej sytuacji znalazł się Robak, zbyt daleko jednak wysunął sobie piłkę i szansa przepadła. Gdy Wisła próbowała strzelać, Putnocky nie musiał interweniować, bo wyręczali go obrońcy. Lech natomiast pierwszy raz celnie strzelił dopiero w 25 minucie, ale od razu przyniosło to gola. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Majewskiego lot piłki przedłużył Bednarek, aż spadła ona wprost na nogę Robaka. Ten już wiedział, co z nią zrobić.

Wisła znana jest z umiejętności odrabiania strat, więc ten gol o niczym jeszcze nie przesądzał. Jednak po pięciu minutach to nie gospodarze, lecz Kolejorz stanął przed bardzo dobrą okazją pokonania bramkarza. Po dobrym zwodzie Majewskiego zakotłowało się na jego przedpolu. Jedno uderzenie wybronił, drugie już było niecelne. W odpowiedzi po strzale Merebashvili’ego Lecha musiał ratować Putnocky. Mecz wciąż był żywy, piłka szybko przenosiła się spod jednej bramki pod drugą, ale to Lech był bardziej zdecydowany i ma lepszych piłkarzy. Kownacki spod linii bocznej zagrał do Robaka, a ten bez najmniejszych problemów głową podwyższył prowadzenie.

Dopiero wtedy Wisła ruszyła do mocnego ataku i zamykała Lecha na jego połowie. Krzywdy mu nie zrobiła, choć oddała kilka niebezpiecznych strzałów, miała też stałe fragmenty gry. Ale to Lech ciągle był bardziej niebezpieczny. Niewiele mu brakowało do zdobycia trzeciego gola. Przed najlepszą okazją stanął Kędziora, którego koledzy wyprowadzili na znakomitą pozycję. Uderzył bardzo niecelnie. Bardzo dobre spotkanie rozgrywał Jan Bednarek. Meczu niestety nie dokończył. Po ostrym wejściu rywala przemęczył się z bólem do przerwy, a w drugiej połowie zastąpił go Lasse Nielsen.

Radek Majewski to jeden z najczęściej strzelających zawodników w lidze. Bywa krytykowany za nadmierny optymizm w podejmowaniu decyzji o uderzeniu na bramkę, bo prawie zawsze się myli. 6 minut po rozpoczęciu drugiej połowy dobrze ocenił swoje szanse. Trafił idealnie, piłka w locie zmieniła jeszcze kierunek, bramkarz nie miał żadnych szans, odprowadził ją tylko wzrokiem. To był filmowy gol potwierdzający wysoką w tym roku formę rozgrywającego Kolejorza. Po tym wydarzeniu Wisła nie miała już tak dużej motywacji do ataku jak na początku, wciąż jednak próbowała.

Mniej więcej w połowie drugiej połowy swobodnie grający Lech uzyskał dużą przewagę. Umiejętnie operował piłką w środku boiska i na własnej połowie, od czasu do czasu próbował wyprowadzić kolejny atak. Akurat wtedy gospodarze byli najbliżej zdobycia bramki. Przechwycili bowiem piłkę, ruszyli z nią do przodu, kilkakrotnie po faulach wykonywali rzuty wolne, po których kotłowało się przed bramką Putnocky’ego, a wszystko to w ciągu kilku zaledwie minut. Brakowało im tylko celnych strzałów. Po tym zrywie gospodarzy Lech znów przejął inicjatywę, miał kolejne okazje bramkowe. Do pełni szczęścia brakowało celnych dośrodkowań. Wszystkie padały łupem obrońców lub bramkarza.

Wisła Płock – Lech Poznań 0:3 (0:2)

Bramki: Robak (25, 35), Majewski (52).

Żółta kartka: Furman

Wisła: Seweryn Kiełpin - Cezary Stefańczyk, Damian Byrtek, Przemysław Szymiński, Patryk Stępiński - Piotr Wlazło, Dominik Furman, Dominik Kun (55. Arkadiusz Reca), Giorgi Merebashvili - Sergiej Kriwiec (38. Dimitar Iliev) - Mateusz Piątkowski (61. Jose Kante).

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek (46. Lasse Nielsen), Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Radosław Majewski (84. Mihai Radut) - Maciej Makuszewski, Marcin Robak, Dawid Kownacki (72. Darko Jevtić).