Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Derby Polski nie wyłonią mistrza ale zwycięzcy będzie potem łatwiej

włącz .

To jeszcze nie będzie decydujące starcie. Kibice pasjonują się meczem między Lechem a Legią, liczą na sukces Kolejorza, bilety rozkupili w okamgnieniu, co dowodzi wielkiego zapotrzebowania na emocje i sukces Kolejorza. Łatwo sobie wyobrazić, co będzie się tu działo, gdy te same drużyny zmierzą się w meczu o mistrzostwo. Wtedy już nie będzie takiej kalkulacji, jak dziś, gdy nikt nie pójdzie na całość. Dobrze będzie wygrać, ale piłkarze nastawią się głównie na to, by nie przegrać.

Lech fantastycznie rozpoczął 2017 rok, wygrywał z każdym niezależnie od tego, gdzie i z kim toczył się mecz, zmiażdżył Pogoń w półfinale Pucharu Polski. Przyszła jednak lekka zadyszka, czyli dwa kolejne mecze bezbramkowe. Przerwa w wygrywaniu zaniepokoiła kibiców. Są jednak oni świadomi, że nie ma na świecie drużyny, która mając do rozegrania 20 spotkań w cztery miesiące nie zwolniłaby tempa choćby na chwilę. Ważne, by potem wróciła dobra passa, bo wysoka forma najbardziej jest potrzebna w końcowej, decydującej fazie sezonu.

Na potknięcia Legii można było liczyć w okresie, kiedy grała w Europie. Żadnej polskiej drużynie walka na dwóch frontach nie wychodzi na dobre, żadna nie jest wystarczająco mocna, by nie odpuścić w lidze. Kiedy Ajax Amsterdam ujawnił słabości Legii i wyrzucił ją z pucharów, zaczęła serię ligowych zwycięstw. Do Poznania przyjeżdża po czterech kolejnych. Udało jej się wygrać w Gdańsku, gdzie przegrywa prawie każdy, na Bułgarskiej będzie jednak znacznie trudniej. Przede wszystkim dlatego, że pokonanie bramkarza Lecha to w tym roku zadanie wyjątkowo trudno. Udało się to tylko Arce Gdynia.

Mając świadomość swej defensywnej solidności Lech z pewnością nie rzuci się na Legię. Postawi na ostrożność, wszak trener Nenad Bjelica podkreśla, że ten mecz to tylko krok w kierunku końcowego sukcesu, a nie decydująca batalia. Można się więc spodziewać spotkania zaciętego, pełnego walki o każdy metr boiska, ale toczącej się głównie w środku boiska. Wątpliwe, by Legia zdecydowanie zaatakowała, raczej pójdzie w ślady Lecha. Będzie chciała utrzymywać się jak najczęściej przy piłce, ale nie zapomni o zabezpieczeniu tyłów, by nie nadziać się na szybki atak Lecha.

Poprzedni mecz w Poznaniu Lech przegrał z Legią, która była przez trenera Czerczesowa dobrze przygotowana fizycznie. Goście górowali siłą pozwalającą rozstrzygać na swoją korzyść indywidualne pojedynki. Obecnemu Lechowi nie można zarzucać fizycznej słabości, będzie to więc inny mecz. Pierwsze spotkania Kolejorz wygrywał dzięki umiejętnie stosowanemu pressingowi. Także Legia dobrze sobie radzi z tym elementem taktyki, więc i to przemawia za tym, że można się spodziewać meczu walki. Wątpliwe jednak, by toczyła się ona pod bramkami.

Z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć skład Lecha. Trener prawdopodobnie wróci do ustawienia, które najczęściej pozwalało wygrywać: Putnocky – Kędziora, Bednarek, Nielsen, Kostewycz – Trałka, Gajos – Makuszewski, Majewski, Jevtić – Kownacki. W każdej chwili będzie można wzmocnić siłę ofensywną drużyny wykorzystując Pawłowskiego, Raduta, Robaka. Nie można wykluczyć, że któryś z nich zagra od początku, na przykład w miejsce Makuszewskiego.

Lechowi dotychczas najlepiej mecze się układały, gdy wcześnie zdobywał bramkę. Zwykle szybko strzelał kolejne i mecze wygrywał wysoko. Przy odrobinie szczęścia i dobrej gry najważniejszych ofensywnych piłkarzy można powtórzyć ten scenariusz, choć łatwe to nie będzie. Mecz byłby wówczas widowiskiem pasjonującym. Bardziej prawdopodobne jest wzajemne szachowanie się i liczenie na akcję dającą zwycięstwo. Będzie ono ważne, bo może ustalić gospodarza spotkania decydującego o rywalizacji. Niezależnie od niedzielnego wyniku nikt nie będzie na tyle naiwny, by 9 meczów przed końcem rozgrywek wskazywać przyszłego mistrza Polski.