Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wystarczyła akcja Robaka. Lech w finale!

włącz .

To będzie trzeci z rzędu finał Pucharu Polski z udziałem Kolejorza. Oby wreszcie zwycięski. W Szczecinie, mając zapas trzech bramek z Poznania nie wysilił się. To nie było porywające widowisko, Lech rozegrał najsłabszy mecz w tym roku, ale z czystym sumieniem możemy go rozgrzeszyć. Wywalczył to, czego chciał, znów nie stracił gola, a przy tym się nie przemęczył, co ma znaczenie przed niedzielnym starciem z Legią. Wtedy powinniśmy zobaczyć o wiele ładniejszą twarz Lecha niż tę, którą – mimo zwycięstwa – pokazał w Szczecinie.

Trener Lecha ma duży wybór, więc uznał, że stać go na posadzenie w Szczecinie na ławce takich zawodników, jak Wołodymyr Kostewycz, Maciej Gajos, Darko Jevtić, Dawid Kownacki. W Poznaniu został Radosław Majewski, co można potraktować jako spełnienie żartobliwej zapowiedzi Nenada Bjelicy, że nie zagra, bo w programie telewizyjnym próbował sprawdzić, jak chorwacki trener wymawia trudne polskie słowa. Zmiany te nie oznaczały teoretycznie wielkiego osłabienia, bo przecież Abdul Aziz Tetteh, Łukasz Trałka, Mihai Radut, Szymon Pawłowski, czy Marcin Robak to zawodnicy wcale nie gorsi od tych nieobecnych na boisku.

Lech jednak bardzo źle wszedł w ten mecz, na co skład chyba wpływu nie miał. Natychmiast dał się Pogoni zdominować. Skupił się na obronie, ale bardzo słabej, chaotycznej, popełniającej błędy. Po jednym z nich młody Listkowski mógł szybko wyprowadzić Pogoń na prowadzenie. Potem, przy rzucie rożnym fatalnie z piłką minął się Burić i trzeba było się ratować wybijaniem z pustej bramki. Pogoń była dużo bardziej ruchliwa, lepiej ustawiona, więc przejmowała piłkę raz po raz, a Lechici mnożąc niecelnie podania bardzo jej w tym pomagali. Dopiero po kwadransie Kolejorz złapał oddech i przeprowadził bardziej śmiały, choć nieudany atak. Nie zdarzało się, by w szczecińskim polu karnym przebywało więcej niż trzech na niebiesko ubranych zawodników.

Lech zagrał z dwoma defensywnymi pomocnikami w składzie, ale nie pociągnęło to za sobą opanowania środka boiska. Wprost przeciwnie, goście nawet nie próbował nawiązywać walki w tej strefie. Ograniczali się do prób przeszkadzania, przedzierania się skrzydłami, wybijania piłki na oślep w sytuacjach większego lub mniejszego zagrożenia. W meczu przeciwko lepszemu przeciwnikowi taka gra szybko by się zemściła. Pogoń miała przewagę, a kiedy wydawało się, musi w końcu zdobyć gola, błędy defensywy naprawiał Burić.

Dotrwanie do przerwy bez strat wydawało się dla Lecha zadaniem ponad siły. Futbol jest jednak przewrotny i bardzo niesprawiedliwy. Wystarczyło jedno długie podanie do Robaka, który wyprzedził jednego obrońcę, drugiego minął zwodem i lewą nogą oddał mocny, mierzony strzał, pozbawiając złudzeń swoją byłą drużynę. Lech nie tylko wyszedł w ten sposób na prowadzenie. Sprawił też, że marząc o awansie, gospodarze muszą strzelić pięć bramek, co byłoby zadaniem niewykonalnym dla drużyn dużo lepszych niż Pogoń. Za sprawą stworzenia przewagi na boisku i posiadania inicjatywy nikt jeszcze niczego nie wygrał.

Jeszcze na początku drugiej połowy piłkarzom Pogoni nie brakowało animuszu. Grali tak, jakby wciąż interesował ich awans. Ze skutecznością wciąż jednak mieli problemy, mimo iż defensywie Lecha zdarzały się błędy, a i po Buriciu widać było brak pewności świadczący o zgubieniu rytmu meczowego. Bramkarz, który w tym roku zagrał tylko kilka razy piąstkował, gdy łatwo mógł złapać piłkę, tracił zimną krew, miał zawahania, które w innym meczu mogłyby się skończyć źle. Potem z gospodarzy zeszło powietrze, Lech mógł grać swobodniej i dłużej utrzymywać się przy piłce. To nie znaczy, że osiągnął przewagę. Wszystko można o nim powiedzieć, tylko nie to, że rzucił się do ataku. Wygrał, mimo iż oddał tylko jeden celny strzał.

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 0:1 (0:1)

Bramka: Robak (41)

Żółte kartki: Rapa, Listkowski, Nunes.

Pogoń: Jakub Słowik - Cornel Rapa (60. David Niepsuj), Sebastian Rudol, Jarosław Fojut, Ricardo Nunes - Marcin Listkowski, Mateusz Matras, Kamil Drygas, Adam Gyurscio - Dawid Kort (76. Sebastian Kowalczyk) - Adam Frączczak (60. Nadir Ciftci).

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Lasse Nielsen, Maciej Wilusz - Abdul Aziz Tetteh, Łukasz Trałka - Maciej Makuszewski (73. Marcin Wasielewski), Szymon Pawłowski (71. Darko Jevtić), Mihai Radut - Marcin Robak (57. Nicki Bille).

Widzów: 4,5 tys.