Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Niedosyt w Krakowie. Lech tylko zremisował

włącz .

Była seria zwycięstw po 3:0, a teraz Lech upodobał sobie wyniki bezbramkowe. Wciąż imponuje szczelną defensywą, nie pozwala sobie strzelać goli, ale zatracił umiejętność ich zdobywania. W Krakowie był drużyną lepszą, miał sporo okazji bramkowych, tym razem brakowało mu jakości w ataku, dobrego rozegrania, celnego strzelania. Mierzył się z groźnym i mocnym na własnym boisku rywalem, który jednak przy odrobinie zimnej krwi i przy większym zdecydowaniu w ofensywie był do ogrania.

Trener Bjelica nie przejął się tym, że jego młodzi obrońcy, Tomasz Kędziora i Jan Bednarek, w ostatnim tygodniu rozegrali po dwa mecze. Obu wystawił od pierwszej minuty i z pewnością tego nie żałował. Pierwszy raz od kilku spotkań w wyjściowym składzie znalazł się Marcin Robak, co wynikało z absencji Dawida Kownackiego. Zgodnie z przewidywaniami Łukasza Trałkę zastąpił Abdul Aziz Tetteh, a na skrzydle nie zagrał od początku Szymon Pawłowski lecz Maciej Makuszewski. Nie wiemy, jak wypadłby Szymon. Z Macieja korzyści było niewiele.

Od pierwszych minut mecz był zacięty, ale nerwowy, bez finezyjnych zagrań, a ciekawych akcji w pierwszej połowie było tylko kilka. Gospodarze zaczęli odważniej i agresywniej, jak należało się tego spodziewać szli do przodu, starali się często wymieniać piłki w ataku. Lechowi natomiast trudno było przeprowadzać płynne akcje z wieloma podaniami. Stosowali długie podania, a w nielicznych przypadkach, gdy piłka trafiała do adresata, ten szukał partnera, by rozegrać szybki atak. Raz udało się w ten sposób wymanewrować obronę Wisły, gdy z pierwszej piłki zagrał Robak, a Jevtić starał się wrzucić piłkę w pole karne, ale jedyną tego korzyścią był rzut rożny.

To nie był porywający mecz. Wisła częściej atakowała, a Lech bronił się wybijaniem piłki z własnego pola karnego, do przodu lub na rzut rożny, więc stałe fragmenty gry mnożyły się. Pierwszy strzał w meczu udało się oddać Lechowi, właściwie był to rykoszet, po którym piłka znalazła się w rękach Załuski. Potem po rzucie rożnym groźnie głową uderzył Robak. Gdyby nawet bramkarz tego strzału nie wybronił, to gola by nie było, bo wcześniej rozległ się gwizdek, po starciu Kędziory i Brożka. Sędzia uznał, że to poznaniak faulował. Po chwili było groźnie pod bramką Lecha, a atak gospodarzy wywołał Makuszewski bez sensu wchodząc w drybling z kilkoma przeciwnikami.

Obie drużyny niechętnie prowadziły akcje środkiem boiska, słusznie obawiając się, że strata piłki w tej strefie boiska może być niebezpieczna. Gra toczyła się więc głównie na skrzydłach, ale niewiele z tego wychodziło. Lech tracił głowę mając piłkę pod polem karnym Wisły, brakowało zimnej krwi, spokojnego rozegrania. Kilka akcji z pierwszej piłki mogły się jednak podobać. Szkoda, że było ich tak mało, bo Wisła w takich sytuacjach gubiła się. Niewidoczny był Majewski, bardziej aktywny, ale chaotyczny był Makuszewski, Jevtić pokazywał się tylko przy stałych fragmentach.

Druga połowa zaczęła się lepiej dla Lecha, bo zaczął wreszcie grać szybciej i agresywniej. Już w pierwszej akcji mógł wyjść na prowadzenie, gdy świetny rajd przeprowadził Kostewycz, dobrze dośrodkował, ale Gajos nie potrafił zamknąć akcji. Podobnych ataków był jeszcze kilka w krótkich odstępach czasu, niestety za każdym razem nie udawało się oddać celnego strzału. Potem szczęścia spróbowała Wisła, ale Lech odebrał jej piłkę i błyskawicznie skontrował. I tym razem nic z tego nie wyszło, bo Makuszewski, który popędził na bramkę, nie potrafił celnie podać koledze. Ten fragment meczu zdecydowanie należał do gości, bardziej agresywnych, szybko odbierających piłkę rywalom. Bramki zdobyć się nie udawało, także z powodu przyzwyczajeń Majewskiego wolącego uderzyć w kierunku bramki niż szukać lepiej ustawionego kolegi.

Wisła otrząsnęła się z przewagi Lecha, potrafiła go nawet zamykać na jego połowie, oddawała strzały, po których jednak Putnocky się nie napracował, bo były one niecelne. Natomiast bramkarz Wisły kilka razy musiał się wykazać, choćby po sytuacyjnym uderzeniu z dystansu Tetteha. W drugiej połowie rozegrał się Jevtić, dowiódł swej wyższości nad podobnie w Wiśle grającym Stiliciem, natomiast Majewski i Makuszewski niczego ciekawego już nie pokazali, aż zostali zmienieni przez Raduta i Pawłowskiego. Wszedł też na boisko, zastępując Robaka, Nicki Bille. O jego grze można powiedzieć tylko tyle, że bardzo się starał. Energią napakowany był aż za bardzo, umiejętnościami piłkarskimi za to błysnąć nie potrafił.

Wisła Kraków - Lech Poznań 0:0

Żółta kartka: Gajos.

Wisła:  Łukasz Załuska - Tomasz Cywka, Arkadiusz Głowacki, Ivan Gonzales, Maciej Sadlok - Krzysztof Mączyński, Petard Brlek - Rafał Boguski (84. Jakub Bartosz), Semir Stilić (70. Pol Llonch), Patryk Małecki - Paweł Brożek (61. Zdenek Ondrasek).

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Jan Bednarek, Volodymyr Kostevych - Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos, Radosław Majewski (66. Mihai Radut) - Maciej Makuszewski (79. Szymon Pawłowski), Marcin Robak (69. Nicki Bille), Darko Jevtić.

Widzów: 30.128.