Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Paweł Tomczyk: Szybkość to mój atut

włącz .

Czy rezerwy Lecha awansują w tym sezonie do II ligi?

– Zrobimy, co tylko możliwe, by awansować, choć to dla nas nie jest cel numer jeden. Najbardziej liczy się indywidualny rozwój każdego z zawodników. W każdym meczu będziemy jednak walczyć o ten awans.

Ostatnio znów pokazałeś się jako niesamowity snajper. Cztery bramki w jednym meczu to nie byle jaki wyczyn. Wcześniej popisałeś się trzema golami w meczu pucharowym. Czy to efekt treningów z pierwszym zespołem?

– Myślę, że ma to jakiś wpływ, choć bramki strzelam od dawna, zanim zacząłem trenować w pierwszym zespole Lecha. Jestem napastnikiem i w miarę dobrze mi to wychodzi. Przypuszczam, że bramki bym zdobywał nawet bez pracy w pierwszym Kolejorzu, ale nie jestem pewny, że tak często, jak ostatnio. Nie mam wątpliwości, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Imponujesz niesamowitym przygotowaniem fizycznym, dynamiką, szybkością. Niewielu piłkarzy ma takie możliwości. To masz wrodzone. Wydaje się, że powinieneś skupiać się przede wszystkim na pracy nad techniką

 – Kiedy jeszcze grałem w drużynie juniorów, moja technika z pewnością stała na niższym poziomie niż ostatnio. Postęp jest niewątpliwy.

Kiedyś właściwie nie zdarzało ci się strzelać bramki głową. Ostatnio masz z tym mniej problemów.

– Rzeczywiście, nie wychodziło mi to, ale praca u trenera Djurdjevicia w rezerwach, czy ostatnio u trenera Bjelicy pierwszej drużynie przynosi efekty. Doskonalę ten aspekt, poprawiam także inne. Zdaję sobie sprawę, że mam nad czym pracować. Staram się robić wszystko, co możliwe, by być lepszym piłkarzem.

Stawiasz sobie jakieś konkretne cele, takie jak stała obecność w pierwszym zespole, częsta gra w ekstraklasie?

– Oczywiście, że tak, każdy ma jakieś cele. Zachowam je jednak w tajemnicy, żeby nie narzucać sobie dodatkowej presji.

Masz i szczęście, i pecha. Możesz trenować w drużynie ocenianej jako najlepiej obecnie grająca w Polsce. Ma ona jednak w składzie świetnych, regularnie zdobywających gole napastników, trudno z nimi rywalizować.

– To prawda, ale taka rywalizacja dobrze mnie przygotuje do starań o miejsce w podstawowym składzie. Nie mam wątpliwości, że kiedyś to sobie wywalczę, ale łatwo nie będzie.

Tym bardziej, że jest jeszcze Nicki Bille, który nie może się doczekać powrotu do ekstraklasy.

– Niezależnie od tego wszystkiego, muszę być gotowy do walki w każdym wariancie, z kimkolwiek bym nie rywalizował. Łatwe to nie jest, ale staram się stanąć na wysokości zadania pod względem piłkarskim, a także mentalnie. Mam teraz więcej czasu na podpatrywanie bardziej doświadczonych kolegów. To są napastnicy lepsi na tym etapie ode mnie, mogę wyciągać wnioski z pracy z nimi, nie popełniać ich błędów, a przejmować te aspekty, które bardzo dobrze wykonują.

Jak ci się grało mając obok siebie na boisku Nicki’ego Bille?

– Kiedy, bo sobie nie przypominam?

W sparingu, gdy pierwsza drużyna zmierzyła się z rezerwami.

– Aha, racja. Normalnie mi się z nim grało, jak z każdym innym zawodnikiem. Stara się wrócić do drużyny po długiej kontuzji. Widać po nim duże doświadczenie. To inny typ napastnika niż ja. Szkoda, że długo zmagał się z kontuzją, która przerwała jego rozwój. Oby wrócił do pełnej dyspozycji.

Nie jesteś typową „dziewiątką”, czyli napastnikiem czyhającym pod bramką na możliwość zdobycia gola. Twój atut to szybkie wyjście z piłką z głębi pola, rozegranie jej na pełnej prędkości.

– Tak jest. Kiedy jestem w biegu, trudniej mnie zatrzymać, wyprzedzić, odebrać mi piłkę. To mój atut, muszę go wykorzystywać.