Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nieudane urodziny. Mecz sam nie chciał się wygrać

włącz .

Tym razem piłkarze Lecha nie stanęli na wysokości zadania. Wyszli na boisko w meczu przeciwko ostatniemu w tabeli Górnikowi Łęczna z przekonaniem, że nie trzeba walczyć, bo punkty przypadną im za dotychczasowe zasługi i za nazwiska, które z podziwem wymienia ostatnio piłkarska Polska. Skutek był taki, że z trudem zremisowali, a pierwsza połowa w ich wykonaniu była najgorsza od czasu, gdy Kolejorz ma nowego trenera.

Ponad 40 tysięcy kibiców zasiadło na trybunach w urodziny Lecha Poznań. Aż 17 tysięcy to uczniowie w zorganizowanych grupach, przywiezieni autokarami pod sam stadion, czego skutkiem były potężne zatory przed meczem i po meczu. Wyłączanie z ruchu głównej, przylegającej do stadionu arterii, by zamienić ją w parking, to niezbyt mądry pomysł. Urodzinowy nastrój panował przy Bułgarskiej przed meczem, ale wystarczyło kilka minut gry piłkarzy Lecha, by zrobiło się smutno. Od początku było widać, że Kolejorz ma słaby dzień. Grał w stylu, jakiego tu dawno nie widzieliśmy w jego wykonaniu.

Trenowany przez Franciszka Smudę Górnik Łęczna podszedł do Lecha z respektem, ale już po kilku minutach goście przekonali się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Gospodarze grali jakby od niechcenia, bez agresji i wielkiego zaangażowania, a pressing, którym zamęczali dotychczasowych przeciwników, pozostał wspomnieniem. Za to podopieczni Smudy grali ofensywnie, twardo, wykorzystywali każdą okazję do atakowania i już w pierwszej połowie dwukrotnie stanęli przed szansą wyjścia na prowadzenie. Lech też miał swoje okazje. Majewski strzelił źle, bramkarz z Łęcznej nie dał się pokonać. Pawłowski wpadł w pole karne i zamiast strzelać, bawił się w dryblingi, przekładanie piłki na gorszą, lewą nogę. Słabiutko spisywał się Jevtić, cieniem siebie był Kownacki.

Wydawało się, że po przerwie Lech zagra wreszcie tak, jak przyzwyczaił kibiców. Nic z tego, nadal by ospały i źle zorganizowany. Jego akcje do złudzenia przypominał te, jakimi nie mógł sobie kilka dni wcześniej poradzić w sparingu z zespołem rezerw. Wydaje się, że piłkarzom brakuje siły i świeżości. Wpadli w fizyczny dołek, którego można było się spodziewać po imponujących zwycięstwach na początku wiosennych rozgrywek. Dopiero w ostatnich 20 minutach starał się przyspieszyć, zamykał Górnika w polu karnym. Nie miał niestety kto strzelić gola, mimo iż pod koniec spotkania na boisku przebywało dwóch napastników. Kownacki dobrze uwolnił się od obrońców, ale strzału nie oddał. Piłkarz domagał się rzutu karnego, sytuacja była kontrowersyjna. Piłkarze z Łęcznej odgryzali się, byli bliscy sprawienia jeszcze większej sensacji, gdy Śpiączka wyszedł nawet sam na sam z Putnockym. Przegrał z nim jednak pojedynek.

Końcowy gwizdek kilkanaście tysięcy uczniów powitało z dużym rozczarowaniem, pierwszy raz od pół roku na stadionie słychać było gwizdy. – Pracujemy dalej – zapowiedział Nenad Bjelica. Wydaje się, że znalazł się w trudnym momencie. Trenerską klasę najlepiej widać, gdy drużyna musi wyjść z kryzysu. Przed nią dwa tygodnie przerwy w rozgrywkach.

Lech Poznań – Górnik Łęczna 0:0

Żółte kartki: Trałka, Gajos, Kownacki

Lech: Matus Putnocky – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych – Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Radosław Majewski (68. Mihai Radut) – Darko Jevtić (74. Maciej Makuszewski), Dawid Kownacki, Szymon Pawłowski (80. Marcin Robak).

Górnik:  Sergiusz Prusak - Gabriel Matei, Aleksander Komor, Przemysław Pitry, Leandro - Łukasz Tymiński, Paweł Sasin - Grzegorz Bonin, Javi Hernandez, Nika Dzalamidze (87. Vojo Ubiparip) - Bartosz Śpiączka (90. Piotr Grzelczak).

Widzów: 40,3 tys.