Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Gdańsk zdobyty!

włącz .

Początek meczu tego nie zapowiadał, ale Lech rozniósł na wyjeździe Lechię 4:1. Gospodarze prowadzili w tym meczu, potem jednak nie mieli niczego do powiedzenia. Łukasz Teodorczyk popisał się dwoma golami i piękną asystą. Co ciekawe, Kolejorz wcale nie zagrał porywająco, nie zdominował gospodarzy. Pokazał się jako drużyna wyrachowana, potrafiąca wykorzystać swoje atuty.

Trener Mariusz Rumak zaskoczył ustawieniem obrony. Do Gdańska nie mógł pojechać nie do końca wyleczony Hubert Wołąkiewicz, więc można się było spodziewać powrotu na boisko Manuela Arboledy. Trener uznał jednak, że lepszym od niego środkowym obrońcą jest Kebba Ceesay, a lepszym bocznym obrońcą od Ceesaya jest Mateusz Możdżeń. Wynik meczu broni tej decyzji.

Początek w wykonaniu Lecha był zły. Przez długie minuty nie potrafił rozegrać ani jednej płynnej akcji, wykonać choćby trzech kolejnych podań. Przegrywał też walkę w środku boiska, łatwo tracił piłkę, pozwolił Lechii ją rozgrywać. W tej sytuacji uzyskanie przez gospodarzy prowadzenia nie może dziwić. Zaskoczeniem był tylko strzał Deleu, po którym piłka odbiła się od poprzeczki i minimalnie przekroczyła linię bramkową.

Gra Lecha w dalszym ciągu się nie kleiła. Wykonał jednak dobry atak, choć mający kłopoty ze wzrokiem boczny sędzia uznał, że Lovrencsics wyjechał z piłką poza linię końcową. Następna akcja była już udana. Douglas idealnie zagrał z lewej strony do Teodorczyka. Ten, będąc na granicy spalonego, wykorzystał gapiostwo obrońców. Przyjął piłkę na klatkę piersiową, po czym oddał pewny strzał obok bramkarza. Już po kilku minutach drugiej połowy Lech wyszedł na prowadzenie, gdy znów nie popisała się obrona Lechii, a Lovrencsics udanie przepchnął się z piłką na dobrą pozycję i oddał celny strzał.

Piłkarze Lechii wyglądali wtedy jak bokser słaniający się na nogach po zainkasowaniu kombinacji ciosów na głowę i na tułów. Byli kompletnie bezradni, ale niespodziewanie sytuacja zrobiła się dla Lecha groźna. Piłkarze w niebieskich strojach raz po raz dochodzili do idealnych sytuacji bramkowych i koncertowo pudłowali. Mecz mogli zakończyć Murawski i Hamalainen, po ich strzałach wszyscy widzieli już piłkę w siatce, ale w niezwykły sposób udawało im się bramkę ominąć. W poprzednich meczach taki brak skuteczności zawsze się mścił i zamiast pewnego zwycięstwa Kolejorz przegrywał lub remisował.

Nie tym razem. Groźnych sytuacji przybywało, bo Lechowi udało się wreszcie opanować środek boiska i rządzić tam niepodzielnie. Padły też kolejne bramki. Po udanej akcji ofensywnej Teodorczyk piętą odegrał piłkę do Hamalainena, a ten lekkim strzałem posłał ją do siatki. Potem udało się wreszcie wykorzystać stały fragment gry, ale tylko dzięki fatalnej postawie obrońców. Z rzutu rożnego podawał Lovrencsics, piłka spadła na głowę Teodorczyk, który miał dużo czasu i miejsca, by złożyć się do strzału głową. Bramkarz był bez szans.

I było po meczu. Lechia próbowała jeszcze atakować, Lech przetrzymywał piłkę pod własną bramką albo w środku boiska i nie próbował już zdobywać goli, jakby Mariusz Rumak nie chciał załamywać swego byłego kolegi z pracy Michała Probierza. Kilka minut przed końcem szastający kartkami pan Paweł Gil z Lublina wyrzucił z boiska Mateusza Możdżenia. Prawdopodobnie sobie obiecał, że w krótkim czasie pokaże mu dwie żółte i jako człowiek solidny musiał się z tego wywiązać.

Na początku trener Mariusz Rumak wyglądał na człowieka, który liczył na zupełnie inny obraz sytuacji. Czuł zawód, chyba spodziewał się najgorszego. Po kolejnych bramkach wpadał w euforię, spłynęło z niego całe napięcie. Nawet nie krył szczęścia, podobnie jak tysięczna grupa kibiców z Poznania.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 1:4 (1:1)

Bramki: 1:0 Deleu (24), 1:1 Tedoorczyk (35), 1:2 Lovrencsics (50), 1:3 Hamalainen (69), 1:4 Teodorczyk (83)
Widzów: 14900 (w tym 1150 kiboli Kolejorza)
Sędzia: Paweł Gil (Lublin)
Żółte kartki: Deleu, Janicki, Grzelczak - Trałka, Douglas, Możdżeń, Murawski
Czerwona kartka: Możdżeń (85-za dwie żółte)
Lechia: Sebastian Małkowski - Rafał Janicki, Jarosław Bieniuk, Maciej Kostrzewa (52. Piotr Grzelczak), Adam Pazio - Paweł Dawidowicz, Wojciech Zyska (71. Adam Duda) - Deleu, Daisuke Matsui, Przemysław Frankowski - Paweł Buzała (61. Paweł Tuszyński)
Lech: Maciej Gostomski - Mateusz Możdżeń, Kebba Ceesay, Marcin Kamiński, Barry Douglas - Karol Linetty (46. Rafał Murawski), Łukasz Trałka (81. Szymon Drewniak) - Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen, Daylon Claasen (62. Szymon Pawłowski) - Łukasz Teodorczyk