Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Tradycji stało się zadość. Znów 3:0 dla Lecha!

włącz .

Niczym zaprogramowana maszyna gra wiosną Lech. Czwarty raz w tym roku pokonał przeciwnika 3:0. Co najważniejsze, szczególnie w przypadku Pucharu Polski, nie traci bramek, niezależnie od tego, kto stoi między słupkami. Pogoń została w Poznaniu ośmieszona. Można było odnieść wrażenie, że Lech nie chce jej zdemolować, bo musiałby przerwać serię zwycięstw po 3:0. Wydaje się przesądzone, że Kolejorz zagra w finale Pucharu Polski, trzeci rok z rzędu.

Pokonana w piątek u siebie Pogoń bardzo liczyła na rewanż w Pucharze Polski. Klub ten, skupiający na sobie uwagę całego regionu, nigdy jeszcze nie zdobył żadnego trofeum. W tym roku dojście do finału wydawało się bliskie, jednak półfinałowe losowanie okazało się fatalne. Lech to teraz jedna z najlepszych w Polsce drużyn. Kto wie, czy nie najlepsza. Szybko okazało się, że Pogoń nie potrafi nawiązać równorzędnej walki. Owszem, próbowała atakować wykorzystując swych skrzydłowych. W pierwszej połowie Gyurcso zmusił Buricia do wysiłku celnie uderzając z dystansu, ale to było jedyne zagrożenie.

Techniczna i taktyczna wyższość Lecha nie budziła wątpliwości. Ze spokojem rozgrywał swoje akcje, z zachowaniem bezpieczeństwa, by nie dopuścić do straty gola. Pogoń nic nie mogła wskórać, bo nie miała swobody, była atakowana natychmiast po przejściu piłki, na własnej połowie i na połowie Lecha. W tej części gry udało się zdobyć tylko jedną bramkę. Błysnął Szymon Pawłowski, który wcześniej popsuł kilka akcji, wdawał się w nieudane dryblingi. Wystarczyło jednak, że wpadł z piłką w pole karne, zmylił defensywę i celnie uderzył lewą nogą.

Po przerwie Pogoń, w przeciwieństwie do meczu szczecińskiego, nie rzuciła się do odrabiania strat. Grała swoje, licząc na zdobycie bramki stwarzającej jej nadzieję w rewanżu. Im dłużej trwał mecz, tym swobodniej grał jednak Lech. Mnożyły się zagrania z pierwszej piłki, udane wyjścia na pozycje, dośrodkowania. Nie było huraganowych ataków, ale narastająca przewaga zespołu przekonanego o swojej wyższości. Szybko padł drugi gol, znów będący zasługą Pawłowskiego, który przedarł się przez obronę, podał do czekającego na piłkę Kownackiego. Młody napastnik zachował się jak rutyniarz – strzelił spokojnie i pewnie, przy słupku.

Tylko temu, że Lechowi nie zależało na zdobyciu wielu bramek Pogoń zawdzięcza powrót do Szczecina bez pogromu. Kilku zawodników Kolejorza miało szanse wpisać się na listę strzelców, a dokonał tego tylko obrońca Lasse Nielsen. Trafił głową z wyczuciem, piłka długo leciała mijając obrońców zanim znalazła się w siatce. Potem już Lech nie wysilał się, choć miał dalsze okazje bramkowe. Pogoń w drugiej połowie tylko raz była groźna, gdy wynik był rozstrzygnięty. Kibice Lecha wywiesili transparent z chorwackim napisem popierającym Nenada Bjelicę. Trener Lecha, pytany na konferencji prasowej, ile Lechowi brakuje do Austrii Wiedeń, którą wprowadził do Ligi Mistrzów odpowiedział, że Kolejorz nie jest od niej słabszy i poradziłby sobie w tych rozgrywkach. Usłyszał brawa od dziennikarzy.

Lech Poznań – Pogoń Szczecin 3:0 (1:0)

Bramki: Pawłowski (33), Kownacki (53), Nielsen (66).

Żółta kartka: Murawski.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Jan Bednarek, Volodymyr Kostevych - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski (67. Maciej Makuszewski) - Darko Jevtić, Dawid Kownacki (72. Marcin Robak), Szymon Pawłowski (82. Mihai Radut).

Pogoń: Jakub Słowik - Cornel Rapa, Jarosław Fojut, Mateusz Matras, Ricardo Nunes - Mate Cincadze (66. Sebastian Rudol), Radał Murawski - Spas Delew (82. Marcin Listkowski), Nadir Cifti (67. Drygas), Adam Gyurcso - Adam Frączczak.

Widzów: 14,5 tys.