Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pogoń mistrzowsko wypunktowana. Znów 3:0 dla Kolejorza!

włącz .

Dwie różne połowy meczu Lecha w Szczecinie. Wcale nie był drużyną dużo lepszą, a to, co pokazał po przerwie, chwały mu nie przynosi. Był za to niesamowicie, wręcz zabójczo skuteczny, potrafił wykorzystać błędy Pogoni. Wygrał trzeci wiosenny mecz, trzeci wynikiem 3:0. Chcąc myśleć o sukcesie na koniec sezonu, musi jednak poprawić niedociągnięcia w grze. Aż nie chce się przy takim wyniku wierzyć, że było ich tak wiele.

Przyzwyczaił się do swych ulubionych piłkarzy trener Lecha. W niemal każdym spotkaniu wystawia, z niewielkimi odstępstwami, tę samą drużynę. Na mecz ligowy, zgodnie z przewidywaniami, wrócił do bramki Matus Putnocky, natomiast w środę, w meczu pucharowym, zamieni się on miejscem z Jasminem Buriciem. W Szczecinie odpoczywał Łukasz Trałka, a na boisko wybiegł Aziz Tetteh, co także odwróci się za kilka dni. Poza tym zagrali ci sami piłkarze, którzy wygrali pierwsze spotkania. Nawet zdrowy już Jan Bednarek musi czekać na swoją szansę.

Jeszcze mecz na dobre się nie zaczął, a Lech już prowadził. Pogoń zaczęła odważnie, starała się prowadzić grę. Nie zbliżyła się jednak do pola karnego gości, w dodatku popełniła błąd przy wyprowadzeniu piłki. Jevtić zaatakował pressingiem bocznego obrońcę, odbita przez niego piłka trafiła do Kownackiego, który posłał ją do siatki między nogami bramkarza. Dużo było w tym przypadku, ale brawo za wykorzystanie błędu rywala. Przez kilka minut Lech panował na boisku. Gdyby nie nonszalancja w rozegraniu piłki mógł poważnie zagrozić Pogoni, której powrót do psychicznej równowagi zabrał trochę czasu.

W kolejnych minutach Lech stopniowo gasł. Nie udawały mu się ataki, bo Majewski zbyt często próbował szczęścia w indywidualnych pojedynkach, mnożyły się też niecelne podania, bezładne wybicia. Zachęcona takim obrotem sprawy Pogoń otrząsnęła się, wyprowadziła kilka groźnych akcji. Po błędzie Wilusza, któremu odbita od murawy piłka przeleciała nad głową, dobry strzał oddał Delew. Putnocky musiał się mocno wysilić, by zapobiec bramce. Lech grał nerwowo, stosował długie podania, brakowało mu dokładności, więc zawodnicy Pogoni coraz częściej wędrowali na przedpole gości mających duże problemy z wyprowadzeniem piłki.

Na pokaz klasy Lecha trzeba było czekać prawie pół godziny, gdy udało się fantastycznie rozegrać rzut wolny. Piłka wędrowała między zawodnikami, aż mocny strzał z dystansu oddał Gajos. Wydawało się, że gol jest nieuchronny, bramkarz Pogoni pokazał jednak niesamowity refleks i sparował piłkę na róg. Na bramkę poczekaliśmy kilka minut. O ile pierwsze trafienie „Kownasia” było rezultatem błędu gospodarzy, to drugie wynikło z pięknej, szybkiej akcji. Piłkę na lewą stronę boiska do Jevticia podał Kostewycz. Trafiła ona potem do rozpędzającego się Majewskiego, ten miał po prawej stronie Kownackiego. Świetne przyjęcie w biegu, pewny strzał obok bramkarza i młody napastnik dowiódł, że dobrze czuje się na boisku, na którym strzelił pierwszego w życiu gola w ekstraklasie. Aż nie chce się wierzyć, że było to trzy lata temu.

Duże emocje czekały na widzów od początku drugiej połowy, głównie za sprawą Pogoni, znanej z dobrej gry po przerwie, umiejętności odwracania wyniku. Lech tylko raz jej zagroził, gdy celny strzał z 40 metrów oddał Majewski, zmuszając bramkarza do desperackiej obrony. Poza tą jedną sytuacją grali przede wszystkim gospodarze, wykorzystujący błędy i nieporozumienia graczy Lecha. Piłka raz po raz wracała w pole karne Putnocky’ego, który fantastycznymi paradami zapobiegał stratom. Obrońcy Lecha byli bezradni przy prostopadłych podaniach i szybkich rajdach skrzydłowych. Kiedy udawało się na chwilę wyprowadzić piłkę z własnej połowy, szybko wracała ona po prostych błędach. To było oblężenie bramki Lecha i desperacka obrona. Od niepamiętnych czasów Kolejorz nie był w takich opałach.

Niemoc Lecha była zastanawiająca, wręcz bulwersująca. Klasowa drużyna nie pozwala sobie na taką „obronę Częstochowy”, a inaczej nie można było nazwać gry bezładnej, ograniczającej się do prostego wybijania piłek. Trener Bjelica próbował ratować sytuację wpuszczając na boisko, w miejsce Kownackiego, Robaka, który miał odciążyć obrońców i pomocników trzymaniem piłki na połowie rywala. Potem jeszcze dał szansę Radutowi, wreszcie Trałce, specjaliście od ryglowania dostępu do własnej bramki. Przewaga Pogoni stała się trochę mniejsza, ale i tak mecz był ciągle jednostronny.

Piłka potrafi być okrutna, o czym dużo lepsza w drugiej połowie Pogoń przekonała się w 83 minucie. Mogła strzelić kilka bramek, a straciła jeszcze jedną. To była zasługa Putnocky’ego. Wybił piłkę na połowę przeciwnika tak, że mógł do niej dojść będący na granicy pozycji spalonej Robak. Napastnik zachował się tak, jak przystało na jokera. Pobiegł sam na sam z bramkarzem i umiejętnie go pokonał ustalając wynik. Jest on wysoki, piękny sen Kolejorza trwa, ale po szczecińskim meczu trener Nenad Bjelica ma o czym myśleć.

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 0:3

Bramki: Kownacki (3 i 36), Robak (83).

Żółte kartki: Rapa i Kostewycz.

Pogoń: Jakub Słowik - Cornel Rapa, Sebastian Rudol, Mateusz Matras, Ricardo Nunes - Mate Cincadze (73. Kamil Drygas), Radał Murawski - Spas Delew (88. Marcin Listkowski), Nadir Cifti, Adam Gyurcso - Adam Frączczak.

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Maciej Wilusz, Volodymyr Kostevych - Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos, Radosław Majewski (80. Łukasz Trałka) - Maciej Makuszewski, Dawid Kownacki (69. Marcin Robak), Darko Jevtić (77. Mihai Radut).

Widzów: 8,5 tys.