Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Taki młody, a taki doświadczony

włącz .

Wszystko w życiu Dawida Kownackiego przebiega błyskawicznie. Jako nastolatek ma za sobą to, czego większość ludzi nie doświadczy przez całe życie. Wydaje się, że nauczył się wyciągać wnioski z tego, co złe. Wie, dokąd zmierza, czego chce i jak to osiągnąć. W ostatnich latach zmężniał, urósł, ale dojrzał nie tylko fizycznie. Twierdzi, że gdyby w Lechu nie było Nenada Bjelicy, trudniej by mu było stanąć na nogi. Chce grać w dobrej lidze, w klasowym klubie, ale nie natychmiast i nie za wszelką cenę.

Ledwo skończył 15 lat, było o nim głośno – gdy w juniorskiej reprezentacji strzelił kilka goli faworyzowanym Niemcom. Mówiło się, że młody napastnik Lecha, pochodzący z Gorzowa Wielkopolskiego Dawid Kownacki to ogromny talent, co najmniej na miarę „Lewego”, że szybko zawojuje polską ligę i wyfrunie w świat. Bardzo wcześnie debiutował w ekstraklasie, jako szesnastolatek, w grudniu 2013 roku. Kilka miesięcy później strzelił pierwszego gola.

Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, nie było jednak harmonijnego rozwoju. Młody piłkarz walczył z częstymi kontuzjami, z własnymi słabościami. Mówiło się, że wpadł w złe towarzystwo, że nie prowadzi się tak, jak powinien, że nadmierną uwagę poświęca temu, co mu w piłkarskiej karierze nie pomoże. Coraz rzadziej pojawiał się na boisku, nie potrafił sobie z tym radzić. Bardzo chciał, ale nie bardzo mu wychodziło, nie sprzyjało mu także to, że trenerzy wystawiali na różnych pozycjach. Na jego szczęście do Lecha przyszedł Nenad Bjelica. – Miał duży wpływ na to, że znów jestem w grze. Pomógł mi zdobyć pewność siebie. Dawał sygnały, że jestem ważnym zawodnikiem, że prędzej lub później będę grał w pierwszym składzie. Zanim tu przyszedł, byłem podłamany, a dzięki niemu w siebie uwierzyłem. Zaufał mi. Dostałem szansę i ją wykorzystałem – podkreśla napastnik.

Początek roku jest dla niego udany. Znów zagrał w pierwszym składzie, zdobył gola z pewnie wykonanego rzutu karnego, podyktowanego za faul właśnie na nim. Rzadko się zdarza, by najmłodszy gracz na boisku był egzekutorem „jedenastek”. – Wziąłem piłkę, bo byłem przekonany, że umiem strzelać, więc karnego wykorzystam. Nawet gdyby się nie udało, to bym się tym nie załamał. Byłem zresztą wyznaczony jako jeden z dwóch zawodników, powiedziałem Darko Jevticiowi, że czuję się na siłach i uderzę. Czuję teraz pewność siebie, to pomaga. Ostatni raz karnego spudłowałem w drużynie juniorskiej, gdy graliśmy w Berlinie – wspomina Dawid.

Chce być mistrzem rzutów karnych, bo wie, że to mu się przyda i może przesądzić o wyniku niejednego meczu. Zostaje po treningach z bramkarzem Matusem Putnockym, jeden ćwiczy strzały, drugi obrony, a każdy w swojej dziedzinie uchodzi już za fachowca. Zakładają się o czekoladę – strzelec musi trzykrotnie trafić, bramkarz co najmniej jednego karnego obronić. Obaj znają swoje możliwości, ich pojedynki kończą się zwykle remisem.

O miejsce w składzie rywalizuje z nie byle kim, bo z napastnikiem, który lada chwila zostanie liderem klasyfikacji ligowych strzelców. – To, że właśnie na mnie stawia trener daje mi dodatkowego kopa, ale między nami jest zdrowa rywalizacja. Gole strzelamy obaj, pomagamy drużynie na zmianę. Robimy to, czego się od nas wymaga – podkreśla młody piłkarz. Zdaje sobie sprawę, że jest pilnie obserwowany przez wysłanników różnych klubów. – Nie zawracam sobie tym głowy. Wiem, że zawsze już będę obserwowany i oceniany, cokolwiek by się nie działo. Przyzwyczajam się do tego. Skupiam się na walce o mistrzostwo i Puchar Polski, to jest moja robota – zapewnia.

Twierdzi, że teraz inaczej podchodzi do swej gry – z większym spokojem. Nie czuje presji przed każdym wejściem na boisku. Wcześniej bał się, że coś pójdzie nie tak, że pojawi się załamanie, nadmiernie będzie się przejmować. Dzięki trenerowi wie, że jeżeli raz, czy drugi coś pójdzie nie tak, to szybko będzie miał okazję do rehabilitacji. Czuje się piłkarzem bardziej dojrzałym. – Potrzebowałem do tego czasu. Dużo musiałem zrozumieć. Robiłem rzeczy złe, ale dzięki nim wiem, że trzeba postępować inaczej. Nauczyłem się na własnych błędach. Cieszę się, że tak się stało. Te błędy prędzej lub później bym popełnił, a teraz przynajmniej mam je za sobą – mówi Dawid.

Karierę piłkarską dopiero zaczyna, a tak wiele już za nim. Ma szczęście – gra w klubie dającym szanse takim zawodnikom, jak on, Tomek Kędziora, Janek Bednarek. Jeszcze nie ma 20 lat, a lada chwila będzie miał na liczniku to, co nie udaje się wszystkim piłkarzom – rozegranych sto meczów w ekstraklasie. Jest więc właściwie juniorem, ale już doświadczonym zawodnikiem. Czuje się dobrze fizycznie, chce potwierdzić wysoką formę dobrą i skuteczną grą. W perspektywie ma młodzieżowe mistrzostwa Europy, które rozgrywane będą w Polsce. – Zagrać u siebie to będzie coś wspaniałego. Jest motywacja, by ciężko pracować. Taka impreza to okno wystawowe, można się pokazać. Najbliższe miesiące mogą dużo zmienić. Wszystko zależy ode mnie – mówi z przekonaniem Dawid Kownacki.