Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nicki Bille. Reaktywacja

włącz .

Wreszcie jest zdrowy, choć twierdzi, że jego mięśniom trochę jeszcze brakuje do pełnej sprawności. Marzy jednak, by zagrać w niedzielę przeciwko Termalice i przeżyć deja vu. Niemal dokładnie rok temu debiutował w Lechu w meczu z tym samym przeciwnikiem zdobywając gola. W piłkę nie grał prawie pół roku, ciężko to znosi. Poczuł, że znalazł się na zakręcie. We wtorek skończył 29 lat.

– Występ w piątek po tak długiej przerwie, w meczu z tą samą drużyną, przeciwko której pierwszy raz zagrałem w polskiej lidze, byłby dla mnie spełnieniem marzeń – mówi Duńczyk. – Czuję się już dobrze, gram w piłkę na treningach, kontuzjowane mięśnie nie dają znać o sobie. Fizycznie jestem w pełni sił. Przez ostatnie tygodnie dużo biegałem. Czuję jednak ból w mięśniach, których w ostatnich miesiącach nie używałem. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, by wszystko wróciło do normy, ale w piątek będę gotowy wyjść na boisko.

W okresie, w którym leczył kontuzjowane mięśnie, pracował znacznie ciężej niż podczas normalnych treningów. Po porannym treningu udawał się do Rehasportu, gdzie przechodził zabiegi rehabilitacyjne, potem miał jeszcze zajęcia z trenerem. To był okres dużego wysiłku nie tylko fizycznego. Miał też zajęcia z psychologiem, bo źle znosił sytuację, w jakiej się znalazł. Nigdy jeszcze nie miał tak długiego rozbratu z futbolem z powodu kontuzji. – Teraz wszystko, co złe, chyba jest za mną. Na pierwszy występ na boisku czekam jak dziecko na Boże Narodzenie – porównuje Nicki.

Czuje wdzięczność do klubu za opiekę, z jaką się spotkał w okresie, gdy musial się leczyć. – Wiele osób starało się, żebym mógł wrócić na boisko. Teraz chcę im się za to odpłacić – zapewnia. Uczucia ma jednak mieszane, bo z jednej strony cieszy się, że liga kończy wreszcie zimową przerwę, ale z drugiej chciałby, żeby potrwała ona tydzień dłużej. Dobrze by mu to zrobiło, pozwoliłoby w większym stopniu dojść do siebie, ale i teraz nie powinno być źle. Mocno trenował w ostatnim czasie, w sparingu miał szansę na krótko pokazać się na boisku. – Najważniejsze, że zespół dobrze wygląda, jest gotowy zagrać w piątek i wygrać – mówi napastnik Kolejorza.

Ostatnie miesiące ocenia jako najgorsze w całej jego dotychczasowej karierze. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – teraz inaczej patrzy na siebie, na swoje piłkarskie życie. Jak mówi – zdał sobie sprawę z upływu czasu. Nie ma już organizmu 20-latka. – Przed nami wiele ważnych meczów, mamy dużo do ugrania. Jesteśmy w półfinale Pucharu Polski i w grze o mistrzostwo. Wierzę, że mogę pomóc drużynie – podsumowuje Nicki.