Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bolesna cena nieskuteczności - tylko remis Lecha w Krakowie

włącz .

Powtórzyła się sytuacja sprzed dwóch tygodni, gdy wszyscy pomagali Lechowi, tylko nie on sam. Czołowe drużyny przegrały, można było zmniejszyć dystans do nich do 5 punktów. Pokonanie Cracovii przekroczyło jednak możliwości Lecha. Był lepszy, zwłaszcza w drugiej połowie, miał wiele okazji bramkowych, wszystkie fatalnie zmarnował. Lechowi brakuje piłkarzy potrafiących zdobywać gole. Bez nich wysiłek całej drużyny idzie na marne, a mecz kończący 2016 rok był najlepszą tego ilustracją.

Zgodnie z przewidywaniami, Dawid Kownacki, który zapewnił Lechowi zwycięstwo w poprzednim meczu wchodząc na boisko z ławki rezerwowych, spotkanie z Cracovią zaczął w wyjściowym składzie. Trener Bjelica nie przepada za częstymi zmianami, stara się unikać roszad w zwycięskiej drużynie, dokonał więc jeszcze tylko jednej, wymuszonej korekty – leczącego skręconą kostkę Trałkę zastąpił Tetteh. Arajuuri już tydzień temu zakończył występy w Lechu. Zastępuje go Nielsen, jak się miało okazać – strzelec gola.

Można było bawić się w przewidywanie, jak obie drużyny zagrają w tym meczu, niewielu jednak spodziewało się taktyki zastosowanej przez Lecha. Atakował inaczej niż w poprzednich meczach. Nie rywalizował w tym, w czym Cracovia dobrze się czuje – w długim rozgrywaniu piłki, stosowaniu wielu podań. Stosował prostszą metodę – długie podania za plecy obrońców. Wprowadziło to zamieszanie w szeregi gospodarzy, pozwalało gubić obronę. Za każdym razem jednak czegoś brakowało i jedyną korzyścią były rzuty rożne. Jevtić i Majewski egzekwowali je niestety źle.

Niewiele brakowało, by Lech szybko objął prowadzenie. Stałoby się to, gdyby nie największy egoista na boisku – Radosław Majewski. Umiejętnie przyjął piłkę po prostopadłym podaniu, znalazł się w dobrej sytuacji, miał przed sobą tylko bramkarza, ale i dwóch świetnie ustawionych kolegów. Koniecznie chciał strzelić bramkę, Sandomierski temu zapobiegł. Piłkarze Lecha mieli do Majewskiego słuszne pretensje. Także w innych momentach nie dostrzegał partnerów, decydował się na uderzenia, z reguły niecelne.

W pierwszej połowie Lech kontrolował mecz, łatwo gubił obronę. Po prostu był lepszy, co jednak na wynik się nie przekładało. Oddał mnóstwo strzałów, prawie wszystkie były niecelne. Bliski zaskoczenia bramkarza pięknym i mocnym uderzeniem z dystansu był Gajos. W innych sytuacjach pudłował, podobnie jak Majewski i Pawłowski, który zresztą niefrasobliwymi zagraniami zepsuł wiele dobrze zapowiadających się akcji. Kara za wielką nieskuteczność Lecha była bolesna. Cracovia spróbowała tylko raz, a dobrze. Budziński przymierzył z prawie 40 metrów zaskakując Putnocky’ego i strzelając gola „do szatni”. To była bramka kolejki.

Po przerwie pokrzepiona prowadzeniem Cracovia nie pozwalała się już tak łatwo ogrywać. Mecz się wyrównał, Lech nie miał wielu okazji bramkowych. Niewiele brakowało, by szybko stracił drugą bramkę. Bednarek doznał bolesnego urazu, długo potem nie mógł dojść do siebie. Zagapił się podając do bramkarza, piłkę przejął Szczepaniak. Na szczęście dla Lecha fatalnie spudłował. Po kwadransie boisko opuścił bezproduktywny Pawłowski, a Lech od tego momentu miał w składzie dwóch napastników – Pawłowskiego wsparł Robak. Potem było ich trzech. Z żadnego nie było korzyści.

Gdy do końca meczu brakował kwadrans, bohaterem dwóch akcji został Nielsen. Najpierw uratował Lecha przed stratą bramki wybijając piłkę spod nóg piłkarza Cracovii, na pograniczu rzutu karnego. Po chwili Lech miał rzut wolny. Majewski posłał piłkę pod bramkę, tam trącił ją Duńczyk myląc bramkarza, strzelając wyrównującego gola. Trener Bjelica nie miał tego dnia dużego wyboru, więc dokonując zmian, które miały przynieść zwycięstwo, wprowadził na boisko młodzież – najpierw Formellę, potem 18-letniego Pawła Tomczyka. Jego ligowy debiut to jedyny sukces Lecha w Krakowie.

Można się było spodziewać, że lepsza drużyna, jaką jest Lech, przyciśnie w końcówce, powalczy o zwycięstwo. Taki sam plan miała jednak Cracovia, obie drużyny próbowały szczęścia. Najbliższy zdobycia gola był Majewski, któremu piłka w doliczonym czasie idealnie spadła na nogę. Wydawało się, że zrehabilituje się za wcześniejsze pudła. Niestety, rok 2016 zakończył jeszcze jednym beznadziejnym uderzeniem. Rzadko się zdarza, by jeden pilkarz oddał w meczu tak wiele niecelnych strzałów. Ten remis pokazuje, że jeżeli w Lechu nie nastąpią solidne wzmocnienia, nie ma mowy o skutecznym ściganiu ligowej czołówki.

Cracovia – Lech 1:1 (1:0)

Bramki: Budziński (44) – Nielsen (77)

Żółte kartki – Piątek, Nielsen

Cracovia: Grzegorz Sandomierski - Deleu, Piotr Polczak, Hubert Wołąkiewicz (48. Robert Litauszki), Tomasz Brzyski - Jakub Wójcicki (72. Paweł Jaroszyński), Marcin Budziński, Miroslav Covilo, Erik Jendrisek (46. Sebastian Steblecki) - Krzysztof Piątek, Mateusz Szczepaniak.

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Lasse Nielsen, Tamas Kadar - Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos (74. Dariusz Formella) - Darko Jevtić, Radosław Majewski, Szymon Pawłowski (63. Marcin Robak) - Dawid Kownacki (83. Paweł Tomczyk).

Widzów: 8.117