Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Koniec pięknej serii. Lech ograny w Białymstoku

włącz .

Wszyscy w tej kolejce grali dla Lecha, tylko nie sam Lech. Wystarczyło wygrać w Białymstoku, by wskoczyć aż na trzecie miejsce w tabeli. Niestety, klątwa Jagielloni trwa. Wygrała piąty raz z rzędu i znów nie można powiedzieć, że wynik ten jest niesprawiedliwy. W zimowych warunkach czuła się lepiej, a trener Bjelica powinien rozważyć, czy intensywnie ostatnio grający piłkarze nie zasługują na odpoczynek. Nie może już mówić, że zwycięskiej drużyny się nie zmienia.

Wiemy już, którzy piłkarze są dla Nenada Bjelicy pierwszym wyborem. Mając różne możliwości postawił na skład sprawdzony, taki jak w poprzednich, zwycięskich potyczkach ligowych. W meczu pucharowym dokonał wymuszonych lub zaplanowanych zmian, teraz przywrócił „żelazną” jedenastkę. W bramce znów stanął Putnocky, na obronie zagrał Arajuuri, na „szóstce” Trałka, a w ataku Kownacki. Kiedyś trudno było sobie wyobrazić Lecha bez Pawłowskiego w składzie. Wyleczył już uraz, ale mecz rozpoczął na ławce, podobnie jak czołowy ligowy strzelec Robak.

W mrozie, na oblodzonym boisku przyszło rozgrywać ten mecz. Od początku był wyrównany, obie drużyny grały twardo, nieustępliwie i do przodu, dużo więc się działo. Już w jednej z pierwszych akcji ofensywnych mogła paść bramka dla Lecha, po dośrodkowaniu Kędziory na drugą stronę pola karnego. Do piłki doszedł Jevtić i mocno uderzył, minimalnie się jednak pomylił trafiając w boczną siatkę. Jagiellonia próbowała długich podań do szybkich skrzydłowych i raz przynioslo to jej sukces. Makuszewski złapał nie pierwszy w tym meczu poślizg umożliwiając błyskawiczne wyjście z piłką Świderskiemu. Putnocky wybiegł z bramki, został jednak minięty i piłka wylądowała w pustej bramce Lecha.

O dziwo Lechowi nie udało się opanować sytuacji, dążyć do szybkiego wyrównania. Jagiellonia uzyskała przewagę, bo lepiej sobie radziła na lodzie, celniej podawała, grała szybciej. Kolejorz nie stosował tego, co dotychczas było jego mocną stroną – podań na wolne pole, gry z pierwszej piłki. Za dużo było nonszalancji i niechlujności. Dokładność i szybkość były po stronie Jagiellonii i decydowały o przebiegu spotkania. Na domiar złego Putnocky popełniał kolejne błędy. Udała mu się jednak interwencja pod koniec pierwszej połowy, piękną paradą zapobiegł stracie gola. Jeszcze w pierwszej połowie Jóźwiak zastąpił Makuszewskiego. Podczas jednego z upadków skrzydłowy doznał urazu barku.

W najmniej oczekiwanym momencie, w kontrowersyjnych okolicznościach padło wyrównanie. Mimo protestów publiczności sędzia podyktował rzut wolny dla Lecha w bocznej strefie boiska. Jevtić posłał piłkę w pole karne, tam głową trącił ją Arajuuri, a bramkarz Kelemen złapał nie tylko ją, ale i poślizg przekraczając linię bramkową. Klasyczny gol do szatni, bo sędzia od razu ogłosił przerwę. Lech otrzymał nowe życie, ale o jego postawę można się było obawiać, bo nie czuł się tego dnia najlepiej, a drugie połowy są ostatnio w jego wykonaniu słabsze.

To drugie życie szybko się skończyło. Jagiellonia wciąż grała szybciej, bezpośrednio, bez zabawy w długie podawanie, więc łatwiej jej było przedostać się pod bramkę Putnocky’ego. Lech do tego potrzebował wielu podań, a w tym czasie gospodarze zawsze zdążyli wrócić w okolice bramki i trzeba było się bezproduktywnie męczyć w ataku pozycyjnym. Po kilkunastu minutach gospodarze wykorzystali stały fragment. Daleka wrzutka, zamieszanie w polu karnym, Bednarek i Kownacki nie poradzili sobie z Cernychem, który zmieścił piłkę między reagującym z opóźnieniem Putnockym a słupkiem. Nie było takich, którzy wierzyliby, że Lech potrafi coś jeszcze zdziałać. Nie tego dnia.

Nie można powiedzieć, że Lech się poddał i nie próbował wyrównać. Atakował całą drużyną, osiągnął przewagę, tworzył zagrożenie, brakowało mu jednak jakości i dokładności. Kelemen uratował Jagiellonię po strzale Majewskiego, a idealne podanie Pawłowskiego do Robaka, którzy weszli na boisko w ostatnim fragmencie, też zakończyło się fiaskiem. Napastnik zwlekał ze strzałem ułatwiając interwencję obrońcy. To nie był jego wieczór, w dodatku po każdej kontrze Jagiellonii można było się bać trzeciego gola. Obrona nie grała pewnie, Bednarek raz po raz popełniał błędy. Po serii doskonałych Lechowi zdarzyl się słabszy mecz. Kiedyś musiało się to zdarzyć.

Jagiellonia Białystok – Lech Poznań 2:1 (1:1)

Bramki: Świderski (16), Cernych (63) – Arajuuri (45).

Żółte kartki: Romańczuk, Świderski – Kadar, Arajuuri.

Jagiellonia: Marian Kelemen - Rafał Grzyb, Ivan Rundje, Guti - Przemysław Frankowski, Dmytro Chomczenowski, Jacek Góralski, Taras Romańczuk, Piotr Tomasik - Karol Świderski (77. Patryk Klimala), Fiodor Cernych.

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Łukasz Trałka, Maciej Gajos - Maciej Makuszewski (38. Kamil Jóźwiak), Radosław Majewski (80. Szymon Pawłowski), Darko Jevtić - Dawid Kownacki (69. Marcin Robak).

Widzów: 10 tys.