Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trudne decyzje trenera Bjelicy

włącz .

Z trzech ciężkich meczów wyjazdowych, jakie Lech musi rozegrać w tydzień, dwa już zaliczone. Wyższość Lecha nad przeciwnikami, których nie zalicza się do słabeuszy, nie podlegała dyskusji. Najbliższy jest jeszcze mocniejszy, w dodatku od dawna ma sposób na Lecha. Trener Nenad Bjelica musi podjąć kilka trudnych ale ważnych decyzji. W tym fachu nie wystarczy znać się na futbolu. Trzeba jeszcze znać się na ludziach.

W kilku meczach rundy jesiennej Lecha prześladował pech. Dwie ważne wyjazdowe porażki, z drużynami, z którymi będzie rywalizował o czołowe miejsca w lidze, poniósł tracąc dziwne bramki w ostatnich sekundach. W Gdańsku rywalom pomogło przypadkowe odbicie się piłki od Wilusza, w Warszawie sędzia uznał gola zdobytego z pozycji spalonej. Potem karta się odwróciła i to Lechowi sprzyja szczęście. Wysoko wygrał ze Śląskiem, mimo iż przeciwnik też miał okazje bramkowe i mógł co najmniej zremisować. Do bólu skuteczny był też w Lubinie, gdzie gospodarzom nie wychodziło nic, a jemu prawie wszystko. W Krakowie mógł (zdaniem wielu – powinien) szybko stracić Buricia, a wtedy mecz prawdopodobnie ułożyłby się inaczej.

Nie można powiedzieć, że zwycięstwa Lecha były przypadkowe. W każdym z nich oddawał strzały, przeprowadzał dobre akcje ofensywne, potrafił przyspieszyć grę gubiąc rywala. Obywa mecze wyjazdowe miały podobny przebieg: wysokie prowadzenie do przerwy, dużo słabsza druga połowa, gdy przeciwnik brał się do roboty. Przed trenerem trudne zadanie: trafić do piłkarzy, przekonać ich, że muszą zachować koncentrację do końca, bo drużyna mocniejsza niż Zagłębie i grająca w pełnym składzie potrafi wykorzystać słabość Lecha. Tym bardziej, że tak chwalona, prawie nie tracąca bramek obrona popełnia większe lub drobniejsze błędy w każdym meczu. Przeciwnik ich nie wykorzystuje, co jest kolejnym przejawem szczęścia dopisującego ostatnio Lechowi.

Właśnie zestawienie obrony na mecz w Białymstoku wymaga znajomości rzeczy i dużego wyczucia. Bednarek zrobił furorę, ale zdradza objawy zmęczenia, głównie psychicznego. Mecz w Krakowie mu nie wyszedł. To sukces, że zawalił tylko dwie bramki, bo błędów popełnił więcej. Co z nim zrobić? Konsekwentnie stawiać na niego licząc, że wróci do równowagi? Dać mu odpocząć? Trzeba pamiętać, że ten młody zawodnik gra na wyjątkowo odpowiedzialnej pozycji. Jednym kiksem, czy złym ustawieniem można zniweczyć wysiłek kolegów. Z drugiej strony to będzie tylko jeden mecz, a przymusowa przerwa w grze może źle wpłynąć na rozwój piłkarza. Lepiej więc zmusić go, by poradził sobie ze słabościami, czy postawić na skandynawski środek obrony?

Mecz w Krakowie pokazał, że dwaj równorzędni bramkarze Lecha to mit. Przerwa w występach źle wpłynęła na Buricia. Nie popełniał drastycznych błędów, ale nie możemy mu zarzucić pewności siebie i trzymania w ryzach defensywy. Wprost przeciwnie. Koledzy bali się do niego zbliżyć z obawy przed porażeniem prądem, którym był naładowany. O mało nie wyleciał z boiska na samym początku meczu. Do tego te fatalne wykopnięcia… Powróciły koszmary z epoki Rumaka lub czasów Urbana, gdy Lech rozgrywając piłkę w środku boiska stopniowo wycofywał się pod własną bramkę, aż następowało podanie do bramkarza, a ten „popisywał się” wybiciem na aut lub podaniem do przeciwnika. Niezależnie od tego, jak Burić często pokazuje się na boisku, na treningach musi ćwiczyć wyprowadzanie piłki spod własnej bramki. Putnocky jest w tym dużo lepszy, widać miał w przeszłości lepszych trenerów.

Do zdrowia wraca Pawłowski, od kilku lat czołowa postać ofensywy Lecha. Jak postąpi Bjelica? Od razu wpuści go na boisko kosztem któregoś z bardzo dobrze spisujących się ostatnio pomocników? Grając bez Szymona Lech pewnie wygrywa. Może więc powinien rozpocząć mecz na ławce? Wiele zależy od tego, czy inni gracze są zmęczeni. Ostatnio bije z nich pewność siebie i świeżość, rozegrali już jednak wiele spotkań. Szkoda byłoby stracić przede wszystkim Jevticia. Jak to możliwe, że piłkarz o takich możliwościach przesiadywał na ławce rezerwowych, a grę kreowali defensywni pomocnicy? Ciekawe, czy Jan Urban wciąż uważa swoje wybory za słuszne.

Atak Lecha to kolejna zagadka. Niezależnie od tego, czy mecz rozpoczyna Kownacki, czy Robak, padają bramki. Robak w dodatku potrafi wyczarowywać rzuty karne, który sam zamienia na gole. Trener Lecha ma komfort wyboru, ale wydaje się, że każda decyzja będzie dobra. Może rzuci monetę…