Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piękna seria trwa. Kolejorz znów zwycięski!

włącz .

Od dawna Lech nie miał tak wspaniałej passy. Wygrywa mecz za meczem, strzela mnóstwo bramek. Do Lubina pojechał, by serię zwycięstw przedłużyć i mu się to udało. W pierwszej połowie wręcz zdemolował Zagłębie, zdobył trzy gole, bliski był kolejnych. W drugiej grał na przetrwanie i pozwalał gospodarzom na wiele, trochę zatarł dobre wrażenie. Przyczyną takiej postawy nie była utrata sił lecz ich oszczędzanie przed dwoma kolejnymi, rozgrywanymi co kilka dni meczami wyjazdowymi.

No images found.

Skoro idzie dobrze, to nie ma co szukać nowych rozwiązań – z takiego założenia wyszedł trener Nenad Bjelica kolejny raz posyłając do boju tę samą, zwycięską jedenastkę. Już pierwsze minuty pokazały, że był to dobry wybór. Lech chwycił Zagłębie za gardło i nie puszczał, panował na boisku niepodzielnie. Już po czterech minutach przewaga ta zakończyła się bramką. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Jevticia odbita piłka wróciła do niego. Powstało ogromne zamieszanie, piłkarze Lecha strzelali, obrońcy odbijali, aż kropkę nad „i” uderzeniem pod porzeczkę postawił Arajuuri. Fin długo w tym meczu nie pograł. Złapał uraz, zastąpił go Nielsen.

Dopiero po kwadransie miejscowi otrząsnęli się z przewagi Kolejorza i spróbowali zaatakować. Rozegrali charakterystyczną dla siebie akcję, po mocnym dośrodkowaniu Todorovskiego najwyżej wyskoczył Nespor, strzelił jednak głową niecelnie. Kiedy Zagłębie łapało rytm gry, mecz został na kilka minut przerwany z powodu zadymienia stadionu. Po wznowieniu gry Lech znów rozkręcił się szybciej. To była bardzo podobna akcja. Rzut rożny, piłka wróciła do Jevticia, który wrzucił ją pod bramkę, ale ponieważ nikt nie zmienił jej kierunku i zmylony przez Kędziorę bramkarz dał się zaskoczyć, w 22 minucie Lech prowadził już dwoma bramkami.

Dopiero wtedy Zagłębie obudziło się i mocniej zaatakowało, próbowało zamykać Lecha w polu karnym. Defensywa Kolejorza radziła sobie dobrze, grając z poświęceniem odbierała rywalom piłkę, ale kontrataki długo gościom nie wychodziły. Szybki atak udało się wyprowadzić dopiero po pół godzinie, za to w sposób mistrzowski. Gajos podał na prawe skrzydło do Jevticia, ten zszedł do środka, dostrzegł wbiegającego lewą stroną w pole karne Kownackiego i obsłużył go z rzadko oglądaną na polskich boiskach precyzją. Młodemu napastnikowi wystarczyło dołożyć głowę i Lech prowadził już 3:0. Z takim wynikiem drużyny zeszły do szatni, choć niewiele brakowało, by padły kolejne bramki. Kownacki w sytuacji sam na sam przegrał z bramkarzem, a w ostatnich sekundach Jevticiowi nie udało się obsłużyć będącego w dobrej sytuacji młodego napastnika.

Druga połowa była zupełnie inna niż pierwsza. Zagłębie grało tak, jakby mecz dopiero się rozpoczynał, a Lech tak, jakby jedyną jego ambicją było dowieźć prowadzenie do końca. Dwukrotnie Makuszewski po szybkim biegu dośrodkowywał w kierunku Kownackiego, któremu nie udawało się oddać celnego strzału głową, a potem w szeregach gości powstał bałagan. Trudno było opanować sytuację, utrzymać się przy piłce, za to Zagłębie grało agresywnie, odbierało piłkę Lechitom, stwarzało zagrożenie pod bramką Putnocky’ego. Gospodarzom było łatwo, bo seryjnie błędy popełniał Kadar. Jego podania zamiast do kolegów trafiały do przeciwników i obrona Kolejorza raz po raz była w opałach.

Po kilkunastu minutach Nenad Bjelica zdjął z boiska Majewskiego, a misję zaprowadzenia porządku w środku pola powierzył Tettehowi. Właśnie wtedy Lech znów zagroził Zagłębiu. Minimalnie pomylił się Jevtić, a piękny i celny strzał z dystansu Gajosa z trudem sparował bramkarz miejscowych. To były tylko przebłyski Lecha, bo w drugiej połowie nie wysilał się. Za to Putnocky miał mnóstwo roboty. Na szczęście zawodnicy Zagłębia najczęściej trafiali wprost z niego, więc nie musiał demonstrować całego swego kunsztu.

Jak specjalnością Marcina Robaka, który zmienił Kownackiego na ostatni kwadrans, jest strzelanie rzutów karnych, tak w ich bronieniu mistrzem jest Matus Putnocky. Znów miał okazję pokazać klasę, gdy w polu karnym faul popełnił Bednarek i sędzia podyktował „jedenastkę”. Bramkarz Lecha rzucił się dokładnie tam, gdzie trafiła piłka i śrubuje swój rekord minut bez straty gola. To paradoks – Lech prowadził trzema golami, a w drugiej połowie najlepszym jego piłkarzem był bramkarz. Do ostatniej minuty dwoił się i troił, bo niezrażone Zagłębie wciąż nacierało, a piłkarzom Lecha zdarzały się błędy w defensywie, wybijali piłkę pod nogi przeciwnika. Nie potrafili wyprowadzić skutecznej kontry, choć aż się o to prosiło.

Zagłębie Lubin – Lech Poznań 0:3 (0:3)

Bramki: Arajuuri (5), Jevtić (22), Kownacki (32).

Żółte kartki: Kubicki, Cotra, Janoszka, Buksa – Bednarek

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri (46. Lasse Nielsen), Jan Bednarek, Tamas Kadar - Łukasz Trałka, Maciej Gajos - Maciej Makuszewski, Radosław Majewski (63. Abdul Aziz Tette), Darko Jevtić - Dawid Kownacki (77. Marcin Robak)

Zagłębie: Konrad Forenc - Aleksandar Todorovski, Lubomir Guldan, Jarosław Jach, Dorde Cotra - Łukasz Janoszka, Jarosław Kubicki, Łukasz Piątek, Arkadiusz Woźniak (74. Krzysztof Janus) - Martin Nespor (69. Filip Jagiełło), Michal Papadopulus (63. Adam Buksa)

Widzów: 8.819.