Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pogrom w Chorzowie! Ruch zdemolowany po pięknych golach Kolejorza

włącz .

Długo trzeba było czekać na takiego Lecha. To prawda, że przeciwnik był słaby, że kontrowalo się go bezkarnie, ale podobnie było w poprzednich meczach, gdy dziwna niemoc nie pozwalała wygrywać. Pięć strzelonych w Chorzowie bramek rzuciło Ruch na kolana, pogrążyło ten upadający klub w rozpaczy. Wszystkie te gole były efektowne i co ciekawe, każdą zdobył inny piłkarz. Żal było, gdy mecz dobiegał końca. Jak na złość akurat teraz nastała przerwa w rozgrywkach.

Trener Bjelica docenił wzrost formy Dawida Kownackiego i słabszą ostatnio grę Marcina Robaka, dlatego w pierwszym składzie znalazł się młody zawodnik. Nie wierzy natomiast w możliwości Szymona Pawłowskiego. Skrzydłowy kończący akurat 30 lat został na ławce, a na boku boiska występował rozgrywający Jevtić. Na „dziesiątce” grał Radosław Majewski. Tam czuje się najlepiej, bo może oddawać strzał za strzałem. Dziś uderzał mniej, za to skuteczniej. Piłkarze linii środkowej Lecha nie trzymali się kurczowo swoich pozycji, starali się być ruchliwi, ale nie można mówić, że ta drużyna ma mocne skrzydła.

Pierwsze 10 minut to bardzo duża przewaga Lecha, który zamknął gospodarzy na ich połowie, rozgrywał piłkę dość swobodnie. Jedynym uzyskiem były dwa mało groźne strzały Gajosa. Szwankowało to, co zawsze – jakość gry. Mnożyły się niecelne podania i proste straty. Brakowało też pomysłu na sforsowanie obrony Ruchu, który szybko wracał na własną połowę i ryglował pole karne. Próbował też ataków, gdy przejmował piłkę po stratach gości, ale i jemu brakowało siły przebicia. Gra toczyła się więc głównie w środku pola, z niewielką, ale bezproduktywną przewagą Lecha.

O dziwo pierwszą groźną okazję bramkową stworzył Ruch. Przed idealną szansą stanął Visniakovs, nie trafił jednak w piłkę. Lech natomiast miał świetną okazję po dobrym podaniu Majewskiego z rzutu wolnego. Pech polegał na tym, że do piłki idealnie wyskoczyło aż dwóch piłkarzy Lecha – Bednarek i Arajuuri. Gdyby był tylko jeden, nikt by mu nie przeszkadzał i mógłby głową zdobyć gola. Braki w umiejętnościach piłkarze Ruchu próbowali nadrabiać większą ruchliwością i ambicją, grą skrzydłami, gdzie czuł się dobrze.

Lech w tym sezonie wyjątkowo rzadko zdobywa gole w pierwszych połowach.. Być może właśnie dlatego nie ma kontroli nad przebiegiem spotkań. W Chorzowie postanowił to nadrobić. Zaczął Jevtić, z niewielkim udziałem Kownackiego, który absorbował twardą walką obrońcę. Po złym wybiciu przez defensywę Ruchu piłka trafiła do Darko, który mocnym strzałem słabszą prawą nogą dał Lechowi prowadzenie. Niebawem piękną akcję przeprowadził „Kownaś”. Przejął piłkę na linii środkowej boiska, pobiegł z nią na bramkę mijając zwodami obrońców, aż pięknie i celnie uderzył słabszą lewą nogą z linii pola karnego. Pokazał dużą klasę, a przede wszystkim podtrzymał serię – co mecz bramka.

Dwubramkowe prowadzenie to jeszcze nie zwycięstwo, więc emocje w drugiej połowie były gwarantowane. Ruch rzeczywiście starał się grać dużo szybciej, stwarzać zagrożenie. Na nic się to nie zdało, nie pomogło nawet dokonywanie zmian w ofensywnych formacjach, bo Lech potrafił utrzymywać się przy piłce w środku boiska i wyprowadzać szybkie ataki. Ruchowi po 10 minutach udało się wreszcie zamknąć Kolejorza w polu karnym. Było groźnie, obrońcy ratowali się wybiciem piłki na róg, po nim jednak udało się skontrować miejscowych. Na bramkę Ruchu pobiegł Majewski i zdobył pierwszą swą ligową bramkę dla Lecha. Chorzów jest więc dla niego szczęśliwy, bo czymś podobnym popisał się tu w Pucharze Polski.

Ruch nie rezygnował ze strzelenia bramki, a dobrze ustawiony Lech dążył do przechwytów i wyprowadzania kontr. Kilka z nich zostało zepsutych przez brak precyzji, aż na boisko wszedł Marcin Robak, bo o zmianę poprosił „Kownaś”. Chwilę później samotnie szarżował na bramkę, a tuż przed oddaniem strzału został sfaulowany w polu karnym, po czym sam Ruchowi wymierzył sprawiedliwość z 11 metrów. Mimo wysokiego wyniku obraz meczu nie zmieniał się – Ruch starał się iść do przodu, a Lech próbował go kolejny raz skarcić.

Na boisko w końcówce wszedł Pawłowski, by powtórzyć wyczyn Robaka. Nie od razu mu się to udało, najpierw musiał zepsuć kilka akcji i nieudolnie dryblować. Po kolejnej kontrze znalazł się jednak dzięki kolegom w doskonałej sytuacji i tym razem nie zawiódł. Lech nie spoczął na laurach i w dalszym ciągu starał się być groźny, wykorzystywał każde przechwycenie piłki do wyprowadzenia ataku. Był też skoncentrowany, ani na moment  nie stracił kontroli nad przebiegiem wydarzeń. Odniósł najwyższe wyjazdowe zwycięstwo od złotych czasów, gdy miał w składzie takich strzelców, jak Lewandowski, czy Rudniew. Oby podobnie grał z solidniejszymi przeciwnikami.

Ruch Chorzów – Lech Poznań 0:5

Bramki: Jevtić (37), Kownacki (41), Majewski (59), Robak (67), Pawłowski (88)

Żółte kartki: Grodzicki – Bednarek

Ruch: Libor Hrdlicka - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Maciej Kowalczyk, Paweł leksy - Łukasz Surma (56. Patryk Lipski), Maciej Urbańczyk- Piotr Ćwielong (69. Kamil Mazek), Jarosław Niezgoda, Łukasz Moneta - Eduards Visnakovs (61. Jakub Arak).

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Łukasz Trałka, Maciej Gajos - Darko Jevtić (76. Kamil Jóźwiak), Radosław Majewski, Maciej Makuszewski (69. Szymon Pawłowski) - Dawid Kownacki (64. Marcin Robak).

Widzów: 7.629