Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W Chorzowie będzie trudno

włącz .

Strata Tetteha to duże osłabienie Lecha. Ghańczyk naderwał mięsień w sobotnim meczu i przez kilka tygodni będzie się leczył. Trzeba mieć nadzieję, że wróci do drużyny na pierwsze spotkanie po przerwie reprezentacyjnej, a Lechowi, którego opuszcza wielu piłkarzy, bardzo rzadko zdarzają się w takich okolicznościach dobre i zwycięskie występy. Na Bułgarską przyjedzie nieźle spisujący się poza własnym stadionem Śląsk Wrocław.

Najpierw jednak, bez Tetteha, trzeba się zmierzyć w Chorzowie z Ruchem Chorzów. Mecz ten odbędzie się już w piątek. Na pozycji defensywnego pomocnika z całą pewnością zagra Łukasz Trałka. Będzie okazja porównać go do Tetteha, który jest solidnym punktem drużyny, rozgrywa bardzo dobre spotkania, zbiera pozytywne oceny. Zobaczymy też, jak Lechowi się gra na wyjeździe bez „żelaznej” pary defensywnych pomocników. U boku Trałki prawdopodobnie pojawi się Maciej Gajos.

Ruch nigdy nie był dla Lecha wygodnym przeciwnikiem. Poznaniakom zdarzały bardzo długie przerwy między nielicznymi zwycięstwami odnoszonymi przy ulicy Cichej. Stary, paskudny stadion jest specyficzny, gościom rzadko dobrze się tam gra. Mówi się, że panuje tam wyjątkowa, rodzinna, śląska atmosfera. Kto się z nią zetknął chętniej mówi o szowinizmie. Ostatnio Lech wygrał tam 3:0, był to mecz Pucharu Polski. Ruch był osłabiony, łatwo dawał sobie strzelać bramki, ale kiedy ambitnie dążył do strzelenia choćby jednego gola defensywa Kolejorza była w dużych opałach, wielokrotnie wykazywać się musiał Jasmin Burić. Teraz w bramce stanie Matus Putnocky, co będzie smaczkiem dodatkowym, bo przyszedł on do Lecha właśnie z Ruchu, gdzie nie przedłużył kontraktu, za co zresztą w Chorzowie do dziś mają do niego duże pretensje.

Mecz z Ruchem zakończy nominalną rundę jesienną rozgrywek ekstraklasy. Kolejne spotkanie toczyć się już będzie w ramach rundy rewanżowej. Niezależnie od wyniku uzyskanego w Chorzowie Lecha ciągle trzeba traktować jako drużynę po przejściach, mającą wielkie problemy z ustabilizowaniem formy. Ledwo nowy sezon się zaczął, a już było wiadomo, że sytuacja sprzed roku się powtórzy i długo trzeba będzie czekać na powrót drużyny, jaką chce się oglądać. Nie doczekaliśmy się tego do dziś.

Zmiana trenera spowodowała lepszą, ciekawszą grę, ale nie pociągnęła za sobą samych zwycięstw. Kierowana przez Nenada Bjelicę drużyna dwa mecze przegrała i dwa zremisowała, a trzy zakończyła zwycięstwami. Największą jej bolączką jest brak skuteczności. Tylko raz w jednym meczu strzeliła trzy gole – przeciwko Pogoni. Tylko raz zagrała tak, jak wszyscy tego oczekują – przeciwko Lechii, ale wtedy akurat przegrała. Nie spełniają się słowa trenera zapowiadającego ofensywną taktykę. W Warszawie, gdy zmęczonej pucharami Legii daleko było do wysokiej formy, zrezygnował z napastnika. Szkoda, bo aż się prosiło, by wykorzystać problemy przeciwnika. Kunktatorstwo nie popłaciło.

Możemy narzekać nie tylko na brak siły ofensywnej. Dużo do życzenia pozostawia jakość gry całego zespołu. Znakiem firmowym Lecha stały się niewymuszone błędy, straty piłek, serie niecelnych podań. Tomasz Kędziora słynął niegdyś z dobrych dośrodkowań. Teraz najczęściej trafia w najbliższego przeciwnika. Radosław Majewski potrafi dobrze podać, ale uparł się, by z każdej pozycji oddawać strzały. Wykonuje ich mnóstwo, ale tylko raz trafił do siatki – akurat w Chorzowie, w Pucharze Polski. Marcin Robak, najlepszy strzelec Lecha, zawodzi w większości spotkań. Lepiej od niego gra ostatnio Dawid Kownacki. Bardzo słabe są skrzydła. Szymon Pawłowski właściwie nie istnieje. Maciej Makuszewski tylko raz zagrał na wysokim poziomie – gdy chciał się dobrze zaprezentować w Gdańsku.

Trener nie ma ostatnio zastrzeżeń do gry obrony. Jest to zasługa… Jana Urbana. Gdyby poprzedni trener nie dał szansy Janowi Bednarkowi, oglądalibyśmy popisy Macieja Wilusza i Lasse Nielsena. Młody defensor potrafił wykorzystać szansę, jaka się przed nim stworzyła i czyni zadziwiające postępy. Ma cechy klasowego środkowego defensora. Nenad Bjelica nie lubi wprowadzać na boisko młodych ludzi. Gdy nie grał Tamas Kadar, postawił nie na Roberta Gumnego lecz na Wilusza. Kamil Jóźwiak siedział na ławce, gdy w kolejnych meczach nie popisywali się Pawłowski, Formella, Makuszewski. Jest więc pewne, że i Bendarek do dziś czekałby na swoją szansę.