Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Puchar Polski oddala się od Lecha. Nie potrafił pokonać Wisły

włącz .

To był upiorny mecz. Nie dość, że stał na niskim poziomie i bezradności więcej było niż emocji, to toczył się przy pustych trybunach. Lech jeszcze raz pokazał swoją słabość w ofensywie. Wisła wiedziała, jak go unieszkodliwić. Wystarczy dobrze się ustawić, zaryglować przedpole bramki, a Lech traci koncept. Nieskoordynowane ataki były wodą na młyn dla gości. Gdyby nie popełnili jednego błędu, wróciliby do Krakowa ze zwycięstwem.

Pierwsza połowa tego spotkania była widowiskiem smutnym i śmiertelnie nudnym. Obie drużyny miały problemy ze skonstruowaniem akcji, która byłaby groźna dla przeciwnika. Trener Wisły wystawił prawie taki sam skład, jak w niedawnym meczu ligowym, natomiast trener Lecha, mający większe możliwości, dokonał kilku istotnych zmian. Poza kadrą znaleźli się Pawłowski i Kadar, Tetteh zasiadł na ławce rezerwowych. Szczególnie słabo grali Formella, raz po raz tracący piłkę i Robak wdający się w dryblingi, z reguły przegrywane. Mnożyły się niecelne podania, które od pewnego czasu są znakiem firmowym Kolejorza. Żadna drużyna nie ma w tym aspekcie równie beznadziejnych statystyk.

Zapowiadało się na nędzne 0:0, ale tuż po przerwie Wisła przeprowadziła akcję schematyczną, po której obrona Lecha dała się ograć. Podanie z prawej strony trafiło do Brożka, a ten posłał piłkę do bramki pod brzuchem Buricia. Założeniem Lecha było nie stracić w Poznaniu bramki, wygrać do zera. Wydawało się, że nawet nie zremisuje, a jeżli nadal będzie równie beztroski w obronie, straci następną bramkę.

Gdyby Wisła zagrała z Lechem tak, jak w lidze, wygrałaby ten mecz. Cofnęła się jednak i broniła się bardzo skutecznie ryglując boki boiska, skazując Lecha na bezproduktywne podania w środku pola. Kownacki, który wszedł na boisko sytuacji nie odmienił, nie było z niego wielkiego pożytku, ale jego koledzy zaczęli grać nieco szybciej i stworzyli kilka okazji bramkowych. W decydujących momentach zawodzili, aż po błędzie przeciwnika piłka trafiła do bezproduktywnego dotychczas Robaka. Tym razem zdecydował się na strzał. Bramkarz interweniował, ale na posterunku był Kownacki strzelając identyczną bramkę, jak Hamalainen w ostatnich minutach meczu w Warszawie. Spalonego jednak nie było i Lech odrobił straty.

Próbował jeszcze coś zdziałać, wciąż był jednak bezradny, grał słabo. Na domiar złego nie sprzyjało mu boisko. Z upływem czasu było w coraz gorszym stanie utrudniając rozgrywanie piłki. Rewanż dopiero za miesiąc, jest więc nadzieja, że Wisła straci formę, a Lech ją odzyska. Jeżeli nic się nie zmieni, awans do półfinału Pucharu Polski będzie dla Kolejorza zadaniem niewykonalnym. Ostatnio przestał robić postępy, każdy mecz to kolejne rozczarowanie.