Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Remis był blisko. Sędzia załatwił Lecha w Warszawie

włącz .

Lech przegrał z Legią, ale wstydu nie przyniósł. Nie był gorszą drużyną. Miał pomysł na ten mecz, realizował swój plan. Brakowało mu jakości w ataku, by strzelić kilka bramek. Porażkę zawdzięcza sędziemu, który w doliczonym czasie gry uznał nieprawidłowo przez Legię zdobytego gola. Co gorsze, strzelcem był niejaki Kasper Hamalainen, najdroższy rezerwowy w Polsce.

Można się było spodziewać, że trener Lecha spróbuje przeciwstawić się ofensywnej sile Legii wystawieniem Łukasza Trałki jako drugiego, obok Aziza Tetteha, defensywnego pomocnika. Natomiast pozostawienie w rezerwie Marcina Robaka to już taktyczna niespodzianka. Jako nominalny środkowy napastnik wystawiony został Maciej Gajos, nikt jednak nie miał wątpliwości, że ten piłkarz będzie próbował atakować z głębi pola. Porównywanie składów obu drużyn to nietakt. Wiadomo, że trener Legii ma dużo większy wybór, nawet gdy zostanie zmuszony do przemeblowania defensywy.

Od pierwszych minut było widać, że Lech ma plan na ten mecz. Grał kompaktowo, zawężając pole gry, atakując agresywnie prowadzących swoje akcje gospodarzy, starając się przechwytywać piłkę i kierować ją do ataku. Taki sposób może przynieść dobre skutki tylko wtedy, gdy podania takie są celne. Tego właśnie Lechowi brakowało. Trałka, czy Kędziora podawali do graczy Legii. Do składu wrócił Maciej Makuszewski, klasyczny skrzydłowy. Właśnie on stworzył pierwsze trochę groźniejsze akcje, lecz je zmarnował. Kiedy wreszcie trafiło do niego dalekie podanie Kędziory, nie szukał kolegów lecz kopnął wysoko nad bramkę i szansa uciekła.

Wydawało się, że Legia będzie panować na boisku, zamykać Lecha na jego połowie, ale długimi momentami to Lech utrzymywał się przy piłce, rozgrywał ją w szerz, starał się przemieszczać pod bramkę Malarza. Nic z tego nie wychodziło, bo prędzej lub później zdarzało się niecelne podanie lub inna strata. Wtedy to Legia brała się za szybki atak. Celnych strzałów nie oddawała. Dobrą okazję miał Nikolić, który strzelił obok słupka. Gra była agresywna, obie drużyny wkładały w nią dużo energii. Nie wynikało z tego jednak zagrożenie dla żadnego z bramkarzy. Lech był dobrze zorganizowany, ale bardzo niedokładny, brakowało mu piłkarskiej jakości.

Nic nie dało wykonywanie wielu stałych fragmentów gry. Dawał się odczuć brak napastnika. Niewidoczny był Pawłowski, a Jevtić wikłał się w indywidualne akcje. Niewiele brakowało, by dobra taktyka poszła na marne, gdy po serii przypadkowych odbić piłki w polu karnym w idealnej sytuacji znalazł się Nikolić. Na szczęście dla Lecha fatalnie spudłował. W odpowiedzi Lech zamknął Legię w jej polu karnym. Zagrożenia stworzyć nie potrafił, dośrodkowania trafiały do nikogo.

Nie tylko Lech był zawiedziony po pierwszej połowie. Legia jeszcze bardziej, bo grała u siebie i koniecznie musiała zdobyć punkty. Wiadomo było, że po przerwie zagra szybciej, agresywniej – tym bardziej, że trener zdjął z boiska obrońcę Dąbrowskiego wprowadzając do gry skrzydłowego Kucharczyka. Mogła zdobyć bramkę już w pierwszej akcji w drugiej połowie, gdy pierwszy raz w tym meczu wykonała rzut rożny. Putnocky intuicyjnie odbił uderzoną z bliska piłkę, potem głową poza boisko wybił ją Tetteh. Lech odpowiedział i teraz on miał dobrą okazję bramkową. Zmarnował ją Pawłowski wikłając się w swoim stylu w pojedynki z obrońcami. Minutę później miał piłkę na nodze po pomysłowo przez Jevticia wykonanym rzucie rożnym. Uderzył niecelnie.

W drugiej połowie mecz był intensywny, wiele się działo. Lechowi brakowało napastnika albo kogokolwiek, kto spróbowały strzelać w kierunku bramki. Legia była bliżej wyjścia na prowadzenie, bo strzały oddawała. Nikolić partaczył okazję za okazją, aż dopiął swego. Po dalekim wybiciu piłki spod bramki Legii błąd popełnił Nielsen podając do Kucharczyka. Ten uruchomił napastnika, który strzelił obok Putnocky’ego. Dopiero wtedy wszedł na boisko Robak zmieniając Jevticia. Lechowi nadal brakowało dokładności, by zagrozić Legii, na nic zdały się seryjnie bite rzuty rożne. W dodatku międzynarodowy arbiter pan Szymon Marciniak nie reagował na ewidentne faule na piłkarzach Lecha.

Nenad Bjelica na ostatnie 10 minut meczu wprowadził na boisko Kownackiego i Majewskiego. O dziwo nie zdjął z boiska źle dysponowanego, nieprzydatnego Pawłowskiego. Ofensywna gra Lecha ciągle kulała, ciągle za sprawą niedokładnych podań i głupich strat. Wciąż brakowało celnych strzałów. Obecność na boisku Robaka i Kownackiego nie zmieniła niczego. Ciekawe, czy trener Lecha nadal uważa, że jego drużynie wzmocnienia nie są potrzebne. Lech nie zdobyłby gola, gdyby nie fatalny błąd młodego Kopczyńskiego, którego trener Legii wpuściła na boisko po to tylko, by sfaulował w polu karnym Makuszewskiego. Rzut karny w ostatniej minucie z trudem wykorzystał Robak. Lech wyrównał, ale tylko na chwilę.

W polu karnym Legii doszło do zamieszania, prawdopodobnie sprowokowanego przez Kownackiego, do przepychanek włączył się Jasmin Burić, który pofatygował się na boisko z ławki rezerwowych, sędzia Marciniak pokazał kilka żółtych kartek. Legia potem zaatakowała. Putnocky popełnił błąd „wypluwając” piłkę poi strzale Nikolicia pod nogi Hamalainena, który chwilę wcześniej zameldował się na boisku. Były piłkarz Lecha strzelił gola będąc na pozycji spalonej, ale sędziowie uznali bramkę wypaczając wynik meczu.

Legia Warszawa – Lech Poznań 2:1 (0:0)

Bramki: Nikolić (64), Hamalainen (95) - Robak (90 k.).

Żółte kartki: Makuszewski - Rzeźniczak, Nikolić, Malarz.

Legia: Arkadiusz Malarz - Łukasz Broź, Maciej Dąbrowski (46. Michał Kucharczyk), Jakub Czerwiński, Jakub Rzeźniczak - Vadis Odjidja Ofoe, Tomasz Jodłowiec, Thibault Moulin (90. Kasper Hamalainen) - Guilherme, Nemanja Nikolić, Miroslav Radović (84. Michał Kopczyński).

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Lasse Nielsen, Tamas Kadar - Łukasz Trałka (81. Radosław Majewski), Abdul Aziz Tetteh - Maciej Makuszewski, Darko Jevtić (64. Marcin Robak), Szymon Pawłowski - Maciej Gajos (81. Dawid Kownacki).

Widzów: 28.842