Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Za słabi by pokonać Wisłę

włącz .

Kilku minut brakowało Lechowi do odniesienia zwycięstwa na własnym boisku. Stracił bramkę w doliczonym czasie. Nawet trener Nenad Bjelica przyznał, że jego drużyna na zwycięstwo nie zasłużyła, więc sprawiedliwości stało się zadość. Pięciu piłkarzy – jego zdaniem – zagrało zaskakująco słabo, a cały zespół pokazał się najgorzej od czasu zmiany trenera. Szczególnie źle Lech grał w ofensywie. Jak zwykle reprezentacyjna przerwa została zmarnowana.

Tylko pierwszy kwadrans meczu należał do Kolejorza. Najpierw akcję prawym skrzydłem rozprowadził Robak, włączył się Jevtić, Formella znalazł się sam na sam z bramkarzem leżącym na trawie. Zamiast przerzucić nad nim piłkę, uderzył wprost w niego. Kilka minut później piłkę pięknym lobem w stronę bramki posłał Jevtić. Miał pecha, nie wpadła on bramkarzowi za kołnierz lecz odbiła się od poprzeczki. To było wszystko, co Lech mógł pokazać w pierwszej połowie. Do głosu doszła Wisła i bliska była wyjścia na prowadzenie.

Wiadomo było, że mecz rozstrzygnie się w środku pola, ale Lech jak na złość właśnie tu tracił piłkę najczęściej. Dawał się ogrywać, piłkarze w niebieskich strojach zawsze byli spóźnieni albo nie trafiali piłkę. Ta trafiała pod nogi gości i była kierowana pod bramkę Putnocky’ego. Lechowi brakowało determinacji, zaangażowania, nawet nie próbował zakładać pressingu. Beznadziejnie i po prostu głupio grał Pawłowski. Wdawał się w dryblingi, w których zawsze dawał się ogrywać, nie miał okazji do oddawania strzałów. Znów trzeba było grać bez napastnika, bo Robak tej funkcji nie pełnił. Żal było na to patrzeć, z każdą minutą na stadionie robiło się coraz bardziej smutno.

Kto miał nadzieję, że po przerwie z szatni wyjdzie odmieniony Lech, szybko się rozczarował. Wisła wciąż miała więcej z gry, była lepiej zorganizowana i bardziej zdeterminowana. Wydawało się, że jeżeli ktokolwiek w tym meczu zdobędzie bramkę, dokonają tego goście. Futbol jest jednak nieprzewidywalny, a  Lech ma w składzie Jevticia potrafiącego więcej niż pozostali uczestnicy tego spotkania. Poszedł na przebój, stracił piłkę, ale nie rezygnował, ambitnie ją odzyskał, pobiegł w kierunku bramki i świetnym strzałem po ziemi posłał piłkę do siatki obok obrońcy i bramkarza, przy samym słupku. Kilka minut później mogło być 2:0, gdyby sędzia podyktował karnego za faul na Majewskim. Pan Przybył mylił się w dwie strony, bo wcześniej karny należał się Wiśle.

Prowadził Lech, ale wszystko mogło się jeszcze zdarzyć – zarówno podwyższenie wyniku po kontrze, jak wyrównanie. Wisła mocno nacisnęła, zamykała Lecha w polu karnym, niezrażona kolejnymi niepowodzeniami próbowała do samego końca. W doliczonym czasie dopięła swego – opanowała środek boiska, dobrze rozgrywała, rozklepała obronę i Brożek po raz jedenasty w swej karierze pokonał bramkarza Kolejorza.  Gospodarze jeszcze raz spróbowali zaatakować, lecz pozbawieni siły ofensywnej, nic nie mogli zrobić. Wynik jest sprawiedliwy, gdyby jednak Lech zagrał mądrzej w końcówce, nie tylko dowiózłby zwycięstwo, ale i skarcił zapamiętale atakującą Wisłę. Brakowało mu dokładności, celności, szybkości, zdecydowania. Przede wszystkim – brakowało napastnika.

Lech Poznań – Wisła Kraków 1:1 (0:0)

Bramki: Jevtić (70) – Brożek (91).

Żółte kartki: Kędziora – Mączyński, Głowacki, Ondrasek

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Jan Bednarek, Tamas Kadar - Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos (88. Łukasz Trałka) - Dariusz Formella, Darko Jevtić, Szymon Pawłowski (63. Radosław Majewski) - Marcin Robak (75. Dawid Kownacki).

Wisła: Łukasz Załuska - Boban Jović, Arkadiusz Głowacki, Richard Guzmics, Maciej Sadlok - Rafał Boguski (80. Petar Brlek), Krzysztof Mączyński, Denis Popović (88. Tomasz Cywka), Patryk Małecki - Mateusz Zachara (67. Paweł Brożek), Zdenek Ondrasek

Widzów: 20.158.