Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pech Lecha. Pan Lasyk znów poprowadzi jego mecz

włącz .

Piotr Lasyk z Bytomia został wyznaczony na arbitra piątkowego spotkania między Górnikiem Łęczna a Lechem. Dla drużyny z Poznania i jej kibiców jest to wiadomość fatalna. 37-letni sędzia, debiutujący w ekstraklasie w tym sezonie, mówiąc delikatnie – nie przynosi Lechowi szczęścia.  Podejmuje kontrowersyjne decyzje. Tak się składa, że myli się głównie na niekorzyść Kolejorza.

Pierwszy raz pan Lasyk dał się we znaki juniorom starszym Lecha. We Wronkach sędziował im półfinałowy mecz Centralnej Ligi Juniorów przeciwko Legii. Gdyby działo się to kilkanaście lat wcześniej, nikt nie miałby wątpliwości, jakim wartościom hołduje arbiter. Czasy są inne, więc widzowie zachodzili w głowę, co nim kieruje? W decydujących momentach meczu podjął decyzje niesprawiedliwe. Podyktował kontrowersyjny rzut karny dla warszawiaków. Wyrzucił Lechitę z boiska. Gdy potem w polu karnym warszawiak łapał wpół wychodzącego sam na sam poznaniaka, reakcją był… rzut wolny i żółta kartka dla legionisty. Po meczu rozżaleni juniorzy mieli do pana Lasyka pretensje. Trenerzy wykazali mu niekonsekwencję.

Ten sam arbiter sędziował ostatni mecz Lecha w Kielcach, przegrany 1:4. Nie można powiedzieć, że pan Lasyk odebrał Kolejorzowi punkty. Dołożył jednak cegiełkę do jego klęski. Całkiem słusznie wyrzucił z boiska, za brutalny faul, Tetteha. Znów jednak wykazał się niekonsekwencją, bo na jeszcze gorsze faule znanych z twardej gry zawodników Korony patrzył przez palce. Podyktował rzut karny przeciwko Lechowi, ale nie zareagował, gdy Możdżeń ręką w polu karnym obronił strzał Pawłowskiego. Robakowi żółtą kartkę pokazał za nic, natomiast godził się na to, że piłkarze z Kielc powstrzymują faulami niemal wszystkie ataki Lecha. Jedyną karą były seryjnie przyznawane rzuty wolne. Na początku meczu wysoko powiesił sobie poprzeczkę, był bardzo surowy, ale potem, gdy faulowała niemal wyłącznie Korona, w zadziwiający sposób złagodniał.

Oglądając piątkowy mecz Lecha w Lublinie, warto przyglądać się zachowaniu pana Lasyka. Jeżeli będzie się mylił na niekorzyść jednej z drużyn, wykazywał się niekonsekwencją różnie interpretując podobne zdarzenia, zyskamy pewność, że to nie przypadek. Poprzednie dwa mecze dają powody do podejrzeń, że arbiter z Bytomia nie tylko przynosi Lechowi pecha, ale go nie lubi.