Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie wszystko dobrze zagrało. Szczególnie Lech

włącz .

Mecz z Arką pokazał, jak wielkim potencjałem dysponuje Lech i jak bardzo był on trwoniony. Na pierwszych meczach sezonu ludzie, zniechęceni przedłużeniem umowy z przegrywającym trenerem, czyli zagraniem im na nosie, omijali stadion Kolejorza, krytyka sypała się z wszystkich stron. Wystarczyło naprawić błąd, by wszystko zmieniło się natychmiast. Wyposzczeni kibice wrócili na Bułgarską. Oczekiwania są ogromne. Zlekceważenie ich nie będzie błędem. Będzie zbrodnią.

Akcja „Kibicuj z klasą” była świetnym pomysłem promocyjnym. Kilkanaście tysięcy dzieciaków z całego regionu dostało możliwość zarażenia się Kolejorzem. W świat poszedł jasny przekaz, czym Lech jest dla Wielkopolski. Na stadion przybyło też mnóstwo kibiców płacących za bilety, zwabionych ogromnym zainteresowaniem, atmosferą czegoś niezwykłego. Na stadionie zasiadło ponad 30 tysięcy osób. Liczba wolnych krzeseł przekonuje, że do 40 tysięcy trochę zabrakło, mino iż sprzedaż biletów trwała do ostatnich minut.

Niestety, na wysokości zadania nie stanęli organizatorzy spoza klubu. Mnóstwo kibiców, przez komunikacyjne zatory, zjawiło się na trybunach w ostatniej chwili, wielu się spóźniło. Wpuszczenie setek autobusów prawie na sam stadion było pomysłem chorym. Boleśnie to odczuli ludzie opuszczający po meczu te okolice. Czekali, aż policjanci przepuszczą pół tysiąca autokarów. Lepiej nie cytować „pozdrowień” dla pań i panów kierujących ruchem. Dantejskie sceny działy się na wszystkich skrzyżowaniach na Grunwaldzie, szczególnie na tych, gdzie pozostawiono funkcjonującą, paraliżującą ruch sygnalizację. Jeżeli Lech jest dla mieszkańców Poznania i regionu tak ważny, miejskie służby muszą stanąć na wysokości zadania. Brakuje nam ojca miasta, gospodarza koncentrującego się na tym, co jest jego obowiązkiem, zatrudniającego ludzi kompetentnych, a nie działaczy osiedlowych.

Na spisali się też piłkarze, więc pod względem sportowym akcja promocyjna nie spełniła zadania. Trener Lecha wie, jak wielkie braki ma jego drużyna, ile jakości jej potrzeba, ile popełnia błędów. Wciąż jest słabiutka w ofensywie. Nie radzi sobie, gdy przeciwnik koncentruje się na przeszkadzaniu, nie odsłania się ani na chwilę, atakuje najwyżej dwoma-trzema zawodnikami. Ruchliwa i zadziorna Arka sparaliżowała Lechitów. Gdyby trener jeszcze raz ustalał skład i taktykę na ten mecz, prawdopodobnie kilka swych decyzji by zweryfikował. Wypuścił do boju najlepszych ofensywnych zawodników, ale nie byli dobrze ustawieni, a niektórzy z nich zawiedli.

Radosław Majewski ma duże możliwości, potrafi zagrać niekonwencjonalnie, z dużą precyzją posłać piłkę tam, gdzie chce. Tym razem zepsuł nieprawdopodobną liczbę akcji. Tracił piłkę raz po raz. Niecelnie strzelał. Podawał do nikogo. Już w przerwie powinien był opuścić boisko. Niewiele było korzyści z grającego z boku boiska Jevticia. Najgroźniejszy dla przeciwnika jest wtedy, gry operuje  tuż za napastnikiem. Natomiast napastnik musi czekać w polu karnym na podania lub odbite piłki, bo niczego innego nie potrafi. Próby rozgrywania, dryblowania, dośrodkowywania były w wykonaniu Robaka żałosne. To nie jego rola. W wieku 34 lat już się tego nie nauczy. Dużo zamieszania robił Pawłowski, szczególnie na początku meczu. Oddał strzał w poprzeczkę, często zatrudniał bramkarza. Zapominał jednak, że nie jest sam na boisku, rolą skrzydłowego jest też podawanie, a nie tylko szukanie sobie miejsca do strzału.

Obrona stanęła na wysokości zadania, nie pozwoliła Arce na tworzenie zagrożenia. Tym razem nie można mieć zastrzeżeń do Kadara, dobrze spisywał się w defensywie, pożyteczny był w grze ofensywnej. Szwankowało natomiast wyprowadzanie piłki spod własnej bramki. Szczególnie słabo wychodzi to Nielsenowi. Najlepszym piłkarzem na boisku był jedyny w tym meczu defensywny pomocnik Lecha. Pan profesor Abdul Aziz Tetteh wyrasta już ponad poziom nie tylko swego klubu, ale całej ligi. Wydaje się, że długo w Polsce nie pogra. Prędzej lub później zainteresuje się nim klub z mocnej ligi.

Józef Djaczenko