Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech nie dał rady wygrać z Arką. Tylko bezbramkowy remis

włącz .

Przyciągnięcie na stadion 18 tysięcy uczniów i kilkunastu tysięcy płacących za bilety kibiców było sukcesem klubu. Ten numer chyba więcej nie przejdzie. Ludzie opuszczali stadion rozczarowani ofensywną nieporadnością Lecha i bezbramkowym remisem, a droga do domów, w związku ze sparaliżowaniem całego Grunwaldu przez pół tysiąca autobusów, zajęła im godzinę dłużej niż zwykle. Tylko kibice świętujący 20-lecie przyjaźni z Arką świetnie się bawili.

Trener Lecha ustawił swój zespół ofensywnie, z jednym defensywnym pomocnikiem, ale i jednym skrzydłowym, Pawłowskim. Makuszewski, jak się okazało, miał siły tylko na część meczu z Lechią, kiedy zagrał na miarę oczekiwań. Arka to beniaminek, ale groźny dla najlepszych, dobrze zorganizowany. Jak po meczu przyznał trener Grzegorz Niciński, jego drużyna miała przede wszystkim przeszkodzić kreatywnym piłkarzom Lecha w odniesieniu zwycięstwa. Ten plan udało się zrealizować.

Goście cechowali się nieustępliwością, ambicją, ruchliwością. Przez cały mecz, aż do ostatniej minuty, biegali z wielką ochotą do walki, starali się odbierać piłkę przeciwnikom i rozpoczynać ataki. Rzadko zapuszczali się pod bramkę Lecha liczniej niż we trzech, ale i tak kilka razy, a zwłaszcza pod koniec pierwszej połowy, mogli Kolejorza zaskoczyć. Przewaga Lecha była widoczna. Starał się atakować z rozmachem, szybko, dużą liczbą piłkarzy, ale niestety schematycznie, bez wyobraźni, a przede wszystkim mało dokładnie.

Dobrze wszedł w mecz Pawłowski, był aktywny na skrzydle, mijał po kilku rywali, ale zbyt często rezygnował z podania do kolegów. Był aktywny, ale mało efektywny. Jeżeli jednak ktokolwiek mógł w tym meczu zdobyć bramkę, to tylko on. Kilka razy był tego bliski, piłka po jego pięknym uderzeniu odbiła się od poprzeczki, w innych przypadkach Arkę ratował bramkarz. W drugiej połowie grał gorzej. Słabiej zagrał Jevtić, znów ustawiony na boku, a fatalnie Majewski. Trudno zliczyć wszystkie zmarnowane przez niego akcje. Strzelał często, ale katastrofalnie. Gubił piłkę, niecelnie podawał.

W drugiej połowie wydawało się, że zmęczona Arka odpuści, ale nic z tego. Wciąż była skoncentrowana, a sił i dyscypliny wystarczyło jej na cały mecz, więc próby przyspieszenia przez Lecha gry zdały się na nic. Był to dziwny mecz, bo piłkarze Lecha byli aktywni, dużo biegali, starali się grać ofensywnie, ale okazji bramkowych nie tworzyli. Brakowało dokładnych podań w polu karnym i pomysłów. Robak znów brał się za rozgrywanie i kiwanie na skrzydłach, brakowało go w polu karnym.

Trener Bjelica skarżył się po meczu, że jego drużyna zbyt często atakowała środkiem, a zbyt rzadko skrzydłami. Być może w Lechu znajdzie się zimą skrzydłowy z prawdziwego zdarzenia. Lech bardzo chciał ten mecz wygrać, ale nie dał rady. Nowy trener zdaje sobie sprawę, jak wiele pracy go czeka i jak duże ma braki w składzie. Narzekał też na stan boiska, które utrudnia Lechowi prowadzenie takiej gry, jaką lubi.

Lech Poznań – Arka Gdynia 0:0

Żółte kartki: Pawłowski – Abbott, Warcholak

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Jan Bednarek, Tamas Kadar - Abdul Aziz Tetteh, Radosław Majewski, Darko Jevtić (63. Maciej Makuszewski), Maciej Gajos, Szymon Pawłowski (79. Dariusz Formella) - Marcin Robak (75. Dawid Kownacki).

Arka: Konrad Jałocha - Damian Zbozień, Michał Marcjanik, Dawid Sołdecki, Marcin Warcholak - Antoni Łukasiewicz, Adam Marciniak - Marcus da Silva (59. Rashid Yussuff), Mateusz Szwoch, Miroslaw Bożok (84. Dominik Hofbauer) - Paweł Abbott (88. Rafał Siemaszko).