Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Powrót do Poznania po ośmiu latach

włącz .

Mecz Lecha z Austrią Wiedeń o awans do fazy grupowej Pucharu UEFA, zakończony sukcesem po golu w ostatnich sekundach dogrywki, to jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach klubu. W niedzielę przy Bułgarskiej spotkały się dwie osoby, które w nim uczestniczyły. To Rafał Murawski, strzelec tego historycznego gola, obecnie zawodnik Pogoni Szczecin, oraz dr Martin Mayer (na zdjęciu), dziś trener przygotowania fizycznego w Lechu, wówczas członek sztabu szkoleniowego drużyny z Wiednia.

– Oczywiście, że doskonale to pamiętam, zresztą wiele osób w Poznaniu już mnie o to pytało – mówi austriacki trener. – Trudno byłoby coś takiego zapomnieć, to było dla całej naszej ekipy wydarzenie traumatyczne, szczególnie dla trenera Karla Daxbachera i dla Hattenbergera, po którego kiksie piłka w samej końcówce trafiła do piłkarza Lecha i padł gol. Daxbacher przyszedł do klubu osiem miesięcy wcześniej i był bliski pierwszego wielkiego sukcesu, czyli awansu do fazy grupowej Pucharu UEFA. A ja tam pracowałem jeszcze krócej, bo drugi miesiąc.

Na początku października minie osiem lat od tamtego meczu. Dochodziło wówczas raz po raz do spięć między osobami zasiadającymi na ławkach rezerwowych, szczególnie ekspresyjnie zachowywali się trener Kolejorza Franciszek Smuda i asystent austriackiego trenera. Gdy Austria zdobyła w dogrywce bramkę przesądzającą, wydawało się, jej awans, Austriak triumfował, kpił w nieładny sposób ze Smudy. Po golu „Murasia” Franz się zrewanżował – podbiegł do ławki przeciwników i odpowiedział podobnym zachowaniem. Mało kto zwrócił na to uwagę, bo poznańska publiczność szalała z radości, a ekipa gości nie wierzyła w to, co się stało, ale dr Martin Mayer pamięta, że rzeczywiście na obu ławkach iskrzyło.

Na pomeczową konferencję prasową austriacki trener przyszedł mocno spóźniony. Jak tłumaczył – musiał po meczu wziąć kąpiel, taki ma zwyczaj. Trzeba było też trochę poczekać na Franciszka Smudę. Przyczyna była inna – dzwonił do niego z gratulacjami prezydent Lech Kaczyński. Niesamowity mecz Lecha odbił się w Polsce szerokim echem…

Obecny stadion Lecha w niczym nie przypomina tamtego starego, zresztą w 2008 roku trwała rozbudowa, gotowa była czwarta trybuna, powstawała nowa „dwójka”, która też zostałaby zbudowana, gdyby nie trzeba jej było powiększać o trzeci poziom. Dr Martin Mayer zauważył, że trafił w to samo, ale kompletnie inne miejsce, a polskie stadiony to teraz inny świat. Poznański był pierwszym, który zyskiwał nowy kształt, teraz tylko w Szczecinie i Chorzowie wstydzą się za swoje obiekty. A poziom futbolu? Która liga jest mocniejsza – polska czy austriacka?

– Bezpośrednio nie można tego porównywać, Austriaków jest tylko 8 milionów, nie ma u nas wielkich miast, więc i liga musi być mniejsza. Składa się z dziesięciu drużyn. Te z czołówki, czyli Red Bull Salzburg, Rapid i Austria Wiedeń, a ostatnio także Sturm Graz nie są gorsze od topowych polskich klubów. Pozostałe prezentują niższy poziom – uważa trener Mayer.

Nie jest pierwszym Austriakiem, który pracuje w Poznaniu. – Wiem, że przed laty Lecha trenował Adi Pinter, który zmarł w maju tego roku. To była w Austrii znana postać, piłkarski obieżyświat, pracował z sukcesami w kilku europejskich klubach. Z wykształcenia był psychologiem – wspomina dr Martin Mayer.