Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Putnocky wygryzł Buricia. Na długo?

włącz .

Nowy bramkarz Lecha pierwszy raz pokazał się na boisku w meczu Pucharu Polski w Bielsku-Białej. Ponownie zagrał po kilku dniach w lidze przeciwko Cracovii. Wszystko wskazuje, że teraz on będzie bramkarzem nr 1. To, że przy wyprowadzaniu piłki popełnił błędy narażające drużynę na stratę bramki, nie ma znaczenia. Liczy się fakt, że unika bezładnych wykopów, skazujących kolegów na ponowną walkę o piłkę.

Lech nie potrafi stosować ataku pozycyjnego, to nie jest żadna tajemnica. Gra bojaźliwie, nie rozgrywa piłki pod presją przeciwnika, woli bezpiecznie wycofać ją do obrońców lub nawet do bramkarza, a ten wykopuje ją na ślepo. Nawet jeżeli piłka nie wyląduje na ucie, zwykle jest stracona, bo przejmuje ją przeciwnik i znów trzeba o nią walczyć. Tak „nowoczesna” taktyka praktykowana jest w Lechu od lat, nikomu to nie przeszkadza. Wiedzą o tym wszyscy ligowi trenerzy.

Matus Putnocky, nowy bramkarz Kolejorza próbuje to zmienić. Koledzy podają mu równie chętnie, jak Buriciowi, on jednak nie stosuje wykopów. Stara się, by piłka pozostała w posiadaniu jego drużyny. Jednak w meczu z Cracovią dwukrotnie, kierując się taką właśnie zasadą, sprawił poważne problemy niedoświadczonemu Janowi Bednarkowi zmuszając go do walki o źle podaną piłkę. Niewiele brakowało do straty bramki. Takie zachowanie może się zemścić w następnych meczach.

– Dzisiejszy futbol wymaga, by trzymać piłkę w posiadaniu. Bramkarz ma ułamki sekund na zdiagnozowanie sytuacji i podjęcie decyzji. Po analizie meczu z Cracovią Matus będzie jeszcze bardziej pewny w wyborze najlepszego rozwiązania. Jeżeli bramkarz, grając na dużym ryzyku, popełnia błąd przy wyprowadzaniu piłki, to nie jest duży problem. Wolę, by ryzykował niż wprowadzał piłkę do gry zbyt wolno dając przeciwnikowi szanse na odbudowanie ustawienia. Popełnił błędy, ale gdyby mu się powiodło, drużyna odniosłaby dużą korzyść – ocenia Andrzej Dawidziuk, trener bramkarzy w Lechu.

Postawę Słowaka w obu meczach ocenia pozytywnie. – Dobrze spisał się w Pucharze Polski, potem potwierdził formę w pierwszym swoim spotkaniu na naszym stadionie. Nie zawiódł moich oczekiwań. Właśnie tego się po nim spodziewałem, gdy tu przychodził. Broni pewnie i spokojnie, to jest bardzo ważne. Wytrzymanie presji to sprawa kluczowa. Zdarza się, że nawet doświadczeni bramkarze nie potrafią się odnaleźć po zmianie klubów. Wiedziałem od początku, że dostanie swoje szanse. Przyszedł taki moment i teraz nadszedł czas Matusa. Zapracował na treningach, by być naszym bramkarzem numer 1 – mówi Andrzej Dawidziuk.