Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Do pięciu razy sztuka. Lech wreszcie wygrał

włącz .

To jeszcze nie jest ta drużyna, na którą kibice czekają od wielu miesięcy. Lech grał słabo i niepewnie, szczególnie w pierwszej połowie, popełniał mnóstwo błędów. Nie ma teraz w składzie klasowych graczy, ale na Cracovię, gorszą niż w poprzednim sezonie i personalnie osłabioną jeszcze bardziej niż Lech, to wystarczyło. Dopisało też szczęście, przydało się przyspieszenie ataków w drugiej połowie, gdy na boisku było więcej miejsca.

Zniechęceni postawą Lecha kibice coraz mniej licznie przychodzą na stadion, ale według organizatorów było ich prawie tyle samo, co poprzednio. Wyświetlona na telebimie liczba ponad 10 tysięcy, powitana przez kibiców śmiechem, została zdecydowanie przesadzona. Trzeba przyznać, że widzowie potraktowali swoją drużynę, powszechnie krytykowaną i ośmieszaną, z dużą wyrozumiałością. Nie było gwizdów kwitujących złe zagrania, były za to okrzyki z żądaniem wzmocnienia drużyny.

Obie drużyny grały ostrożnie, mecz był nudny. Brakowało pomysłu na ofensywę, a przemyślanych akcji i celnych strzałów nie było wcale. Tylko potężne uderzenie Kadara z dystansu, po którym piłka minęła poprzeczkę w niewielkiej odległości, mogło się podobać. Węgier i Arajuuri to jedyni zawodnicy Lecha potrafiący grać na wysokim poziomie. Niedługo i ich zabraknie. Zawodził Nicki Bille mający niemałe problemy z przyjęciem i rozegraniem piłki. Pawłowskiemu dużo jeszcze brakuje do formy sprzed kontuzji, to samo można powiedzieć o Jevticiu, bezproduktywnie biegał po skrzydle Makuszewski. Cracovia dłużej potrafiła utrzymać się przy piłce, sprawniej nią operowała, ale też nie tworzyła zagrożenia pod bramką Pytnocky’ego. Słowak nie miał dużo pracy w tym meczu. Kilka razy nonszalanckimi zagraniami stwarzał gościom okazje bramkowe.

Przymusowy odpoczynek po czerwonej kartce Tetteha wymusił na trenerze Urbanie bardziej ofensywne ustawienie. Partnerem Trałki był Majewski, przed nimi operował Jevtić. Przydało się to po przerwie, gdy można już było przejść do szybszych ataków, bo Cracovia poluźniła szyki, zostawiła Lechowi więcej miejsca. Bułgarską odczarował młody obrońca Jan Bednarek kończąc strzałem dobrze rozegraną akcję po rzucie rożnym. Dopiero w trzecim meczu na własnym stadionie Lech zdobył gola. Cracovia nie miała niczego do stracenia i zaatakowała energiczniej popełniając jednak błędy na środku boiska, co Lech wykorzystał. Pawłowski przejął piłkę i popędził na bramkę. Podał do Robaka, który zastąpił Bille, a napastnik w sytuacji sam na sam mocno strzelił obok bramkarza i było już 2:0.

Cracovia dalej atakowała, Lech nieumiejętnie próbował ją kontrować. Dawny Kolejorz, dobrze zorganizowany i mający klasowych graczy w składzie, strzeliłby w tej sytuacji kilka jeszcze bramek. Obecny nie dość, że wyniku nie podwyższył, to stracił gola po strzale Covilo i wyrównanie wisiało na włosku. Cracovia dzielnie, do samego końca walczyła o drugiego gola, oddawała strzały, a Lech nastawił się na przeszkadzanie. Nie potrafił wyprowadzić jeszcze jednego szybkiego ataku. Szczęśliwie utrzymał prowadzenie odnosząc pierwsze zwycięstwo w sezonie, ale drużyna prosi się o nowych, klasowych, gwarantujących wysoką jakość piłkarzy i o zmianę archaicznego, chaotycznego sposobu gry. Korzystny wynik prawdopodobnie przekona zarząd klubu, że kryzys został opanowany, więc niczego robić nie trzeba. Taka krótkowzroczność kolejny raz może się zemścić.

Lech Poznań – Cracovia 2:1 (0:0)

Bramki: Bednarek (64), Robak (78) – Covilo (81)

Żółta kartka: Bednarek

Lech: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar (80. Robert Gumny) - Łukasz Trałka, Radosław Majewski - Maciej Makuszewski (84. Kamil Jóźwiak), Darko Jevtić, Szymon Pawłowski - Nicki Bille (67. Marcin Robak).

Cracovia: Grzegorz Sandomierski - Jakub Wójcicki, Piotr Polczak, Hubert Wołąkiewicz, Deleu (89. Sebastian Steblecki) - Miroslav Covilo, Marcin Budziński - Tomas Vestenicky (80. Mateusz Wdowiak), Mateusz Cetnarski (76. Milan Dimun), Erik Jendrisek - Mateusz Szczepaniak.