Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Po co komu Amisco? Nowoczesność nie dla Lecha

włącz .

Jedną z pierwszych inwestycji „nowego” Lecha, po wejściu na Bułgarską inwestora z Wronek, było zapewnienie sobie możliwości korzystania z systemu Amisco. Służy on do mierzenia wszelkich możliwych parametrów gry, analizy zachowania wszystkich uczestniczących w meczu piłkarzy i jest dla trenerów narzędziem niezastąpionym. Tylko Lecha i Legię było na to stać. Potem już tylko Legię. Lech zrezygnował, w ramach oszczędności.

O systemie Amisco i klubowych oszczędnościach prawdopodobnie zrobi się głośno, mimo iż nie jest to sprawa nowa. Zainteresowali się tym dziennikarze, zadali stosowne pytania Janowi Urbanowi podczas konferencji prasowej przed meczem z Koroną. Trener przyznał, że w poprzednich miejscach pracy korzystał z tego narzędzia, a teraz nie ma takiej możliwości. Mówiąc o tym nie sprawiał wrażenia szczęśliwego, wprost przeciwnie. I nic dziwnego, bo który trener, który analityk nie chciałby mieć do dyspozycji urządzenia zapewniającego dostęp do danych, jakich nie zapewni najbystrzejsze ludzkie oko, najsprawniejszy umysł?

System Amisco zapewnia ogromną liczbę informacji na temat piłkarzy znajdujących się na boisku, w różnych aspektach, np. motorycznym, technicznym, taktycznym. Jego działanie opiera się na ośmiu sensorach zainstalowanych na stadionie, pokrywających poszczególne części boiska i kontrolujących przemieszczanie się każdego zawodnika i obu drużyn, przesyłających dane do centrali. Ta w okresie, gdy Lech miał do Amisco dostęp, znajdowała się we francuskiej Nicei. Stamtąd każdy zainteresowany klub otrzymywał dokładną analizę meczu. Bez cienia przesady można powiedzieć, że wszelkie aspekty gry poszczególnych zawodników i całej drużyny zostają w ten sposób rozebrane na najdrobniejsze części. Wiadomo, ile każdy z nich przebiegł z piłką i bez piłki, z jaką przemieszczał się prędkością, ile wykonał sprintów (co najmniej 24 kilometry na godzinę), jak daleko przebywał od piłki.

Ludzkie oko nie zarejestruje, a tym bardziej nie zmierzy odległości dzielącej np. pary stoperów, pary pomocników, czy jakichkolwiek innych zawodników, w dowolnych konfiguracjach. „Gołym” okiem widać, czy piłkarze stosują pressing, ale szczegółowych informacji, w przeliczeniu na poszczególne fragmenty meczu, dostarczy tylko komputer. Analityk wie, jakie były przedmeczowe założenia i jednym kliknięciem wyłowi wszystkie niedoskonałości, z dokładnością do jednej sekundy, jednego centymetra. Może to połączyć z innymi danymi, np. dotyczącymi podań do przodu lub do tyłu. Informacji, które w różanych aspektach można zamówić, jest ogromna liczba. Każdy trener przyznaje, że to narzędzie nie do zastąpienia, ułatwiające pracę, mające bezpośrednie przełożenie na uzyskiwane wyniki. Niezwykły efekt daje jednoczesne oglądanie na monitorze transmisji meczu, a w sąsiednim, zsynchronizmowanym okienku przemieszczających się po prostokącie boiska punktów z numerami, czyli piłkarzy.

Uzyskiwanych w ten sposób danych jest tak wiele, że nie ma możliwości, by ktokolwiek potrafił skorzystać z pełnej ich gamy. Wielu trenerów uznaje jednak brak dostępu do tego narzędzia za powrót do czasów zamierzchłych. Obsługą systemu Amisco zajmował się w Lechu Hubert Małowiejski, dziś bliski współpracownik Adama Nawałki, analityk prowadzący obserwację gry przeciwników, gromadzący informacje na ich temat. Po jego odejściu z klubu system przejął nowy analityk, Jacek Terpiłowski. Jesienią 2009 roku proces budowy stadionowego dachu wygonił piłkarzy i kibiców na jedną rundę do Wronek. Na Bułgarskiej zostały też sensory, więc przez całą rundę nie można było korzystać z systemu do analizy meczów.

Potem władze klubu stwierdziły, że nie stać ich na Amisco. System rzeczywiście kosztuje duże pieniądze. Podczas ostatniej konferencji prasowej Jan Urban nie odpowiedział na pytanie dziennikarza chcącego się dowiedzieć, czy wolałby mieć do dyspozycji system Amisco, czy nowego napastnika. Prawdopodobnie wiedział, że w obu przypadkach obejdzie się smakiem.