Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kolejorz znów wykolejony

włącz .

Lech kontynuuje fatalną passę z wiosny. Nie zmieniło się nic, odchodzą tylko kolejni wyrastający ponad przeciętność zawodnicy. Nie dość, że drużyna nie wygrywa, to nie zdobywa bramek. Ogrywa ją każdy, kto ma pomysł na mecz. Trzeba być nie byle jakim marzycielem, by jeszcze wierzyć, że obecny trener opanuje narastający kryzys, a Marcin Robak, mający za sobą roczną przerwę w grze, zamieni się super strzelca. Nic dziwnego, że na stadionie nieliczna, ale oburzona publiczność żąda prowadzenia awanturniczej polityki transferowej.

Wszyscy wiedzieli, jak Jagiellonia zagra w Poznaniu. Wzmocniona, doskonale zorganizowana, twarda i konsekwentna obrona, próby przechwytów, wyprowadzanie kontrataków z udziałem czterech-pięciu piłkarzy – tak Jagiellonia Michała Probierza „od zawsze” gra na wyjazdach, w taki sposób wygrała cztery ostatnie mecze z Lechem. A jednak Lech znów dał się pokonać w taki sam sposób. Brakuje mu trenera, który potrafiłby zaskoczyć przeciwnika, wprowadzić sensowny system gry.

Tym razem nie było dwóch napastników na boisku. Był sam Marcin Robak. Znów dowiódł, że nie tylko jest bez formy strzeleckiej. Po prostu nie jest dobrym piłkarzem. Może kiedyś nim był. Teraz nic mu nie wychodzi – ani strzelanie, ani rozgrywanie, za które czasami się niestety bierze. W decydujących momentach wstrzymuje akcje, nie ma pojęcia, co zrobić z piłką. Nie ma go tam, gdzie być powinien, czyli w polu karnym. Nowego napastnika w klubie jednak nie będzie. Robak odpali, i już. Tak chce zarząd Lecha, więc tak musi być.

Zarząd klubu, w którym liczy się głównie wynik sportowy, wysoka frekwencja i dobra atmosfera na stadionie, wypożyczyłby Robaka lub sprzedał, choćby i z pozorną stratą. Zastąpiłby go napastnikiem z prawdziwego zdarzenia, strzelającym bramki. Zarząd klubu, w którym zdają sobie sprawę, że prosperity zależy od zwycięstw, po katastrofalnej rundzie wiosennej zmieniłby trenera. W Lechu jest na opak. Tu ceni się święty spokój. I za to się płaci, bo koszty wyrzucania trenera w trakcie rozgrywek i szukania nowego nigdy nie są niskie. Wszystko dziś wskazuje, że kolejny sezon idzie na marne. Tylko naiwni wierzą, że tak słaba drużyna zakwalifikuje się do pucharów, a mocniejsza przecież nie będzie. Ciekawe, czy można już obstawić u bukmachera, po której kolejce klub ogłosi kryzys i zwolni trenera.

Pierwsza połowa była w wykonaniu Lecha wręcz katastrofalna. Ani jednej przemyślanej akcji, ani jednego celnego strzału. Mnóstwo niecelnych podań, brak pomysłu na ofensywę. Boczni obrońcy, grający jako skrzydłowi, nie zapewniali Lechowi przewagi. Dwaj defensywni pomocnicy miotali się po boisku. Nie utrudnili Jagielloni zdobycia bramki w drugiej połowie, gdy samotnie stojący 30 metrów od bramki Vassiljev zdecydował się na uderzenie po ziemi. Przymierzył idealnie, poza zasięgiem Buricia. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki.

Dopiero wtedy Lech przyspieszył, choć nie od razu, musiał najpierw przyjść do siebie. Zaczął tworzyć sytuacje bramkowe i oddawać strzały. Kilka razy gości ratował bramkarz Kelemen, który w jednej akcji potrafił sparować dwa dobre i mocne uderzenia Kędziory. Z piłką mijał się Robak. Strzały próbował oddawać wprowadzony na boisko Bille, gdy trener poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że dwaj defensywni pomocnicy to o jednego za dużo. Wszystko to na nic, a na domiar złego Lasse Nielsen zagrał w polu karnym ręką i Vassiljev zamienił rzut karny na drugą bramkę. Mogła paść i trzecia, piłka odbiła się jednak od spojenia słupka i poprzeczki, gdy swobodnie grająca Jagiellonia nękała bezładnie atakującego Lecha kontrami.

Nie wszyscy w Lechu zawiedli. Złego słowa nie można powiedzieć o młodym Gumnym. Jest coraz lepszy, przerywa ataki rywali, potrafi świetnie podać kolegom. Musiał zejść z boiska z powodu urazów, zastąpił go Kadar. Majewski bardzo dobrze wrzucał piłkę z rzutów rożnych i wolnych, po jego podaniach prawie zawsze było groźnie. Brakuje tylko strzelców potrafiących to wykorzystać. Kompletnie natomiast zawiódł Gajos, który w żółto-czerwonych barwach rozgrywał przy Bułgarskiej świetne mecze, a teraz nie daje niebiesko-białym kompletnie nic. Obronę Lech ma słabszą od Jagiellonii, bo brakuje mu trenera potrafiącego ją zorganizować. W ofensywie jest równie słaby, jak wiosną. Nic dziwnego, że publiczność skandowała: „Gdzie te wzmocnienia, Rutkowski gdzie te wzmocnienia?”.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 0:2

Bramki: Vassiljev 61 i 71

Żółte kartki: Tetteh, Nielsen – Cernych

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Maciej Wilusz, Lasse Nielsen, Robert Gumny (64. Robert Gumny) - Łukasz Trałka (75. Nicki Bille), Abdul Aziz Tetteh - Maciej Makuszewski (62. Dariusz Formella), Maciej Gajos, Radosław Majewski - Marcin Robak.

Jagiellonia: Martin Kelemen - Łukasz Burliga, Guti, Ivan Runje (42. Marek Wasiluk), Piotr Tomasik - Taras Romanchuk, Rafał Grzyb - Przemysław Frankowski (89. Karol Świderski), Konstantin Vassiljev, Fiodor Cernych - Maciej Górski (56. Karol Mackiewicz).