Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech bez pomysłu i skuteczności. Tylko bezbramkowy remis

włącz .

Można wpuścić na boisko nawet kilku napastników, ale jeżeli drużynie brakuje kreatywności i charakteru, goli zdobyć się nie uda. Lech, choć osłabiony personalnie, był we Wrocławiu lepszą drużyną niż walczący z własnymi słabościami Śląsk, ale ofensywna bezradność nie pozwoliła mu wygrać. Pokazał to, z czego słynął wiosną: podania do najbliższego partnera, notorycznie wycofywanie piłki do bramkarza. Dopiero w ostatnich minutach, gdy nic się nie mogło zmienić, trener na nieudolność podopiecznych zareagował zmianami.

Latem Lecha zasiliło czterech piłkarzy, ale żaden z nich nie znalazł się w podstawowym składzie, mimo iż do Wrocławia nie mogło pojechać aż siedmiu zawodników. Jan Urban próbował zaskoczyć Mariusza Rumaka ustawieniem. Przed meczem można się było zastanawiać, czy trener Lecha postawi na Robaka czy Bille w ataku, a na boisku pokazali się obaj. Inna niespodzianka to występ Arajuuriego, który jedną nogą jest w Kopenhadze i wiele wskazuje, że przeniesie się tam jeszcze latem. Szkoda, bo był pewnym punktem drużyny.

Lech rozpoczął mecz ze środka i długo nie oddawał piłki Śląskowi. Prowadził grę, stwarzał okazje bramkowe, pierwszą już po minucie, gdy Pawełek po strzale Robaka zatrzymał piłkę na samej linii. Gdyby padł gol, asystę zaliczyłby Bille. Obaj napastnicy tylko na początku potrafili dobrze współpracować. 10 minut później z dystansu strzelał Kędziora, Pawełek piłki nie utrzymał, dobitka Bille była niecelna. Śląsk próbował zagęścić środek pola. Grał zresztą bez napastnika, więc teoretycznie było mu łatwiej, ale i tak przewaga należała do gości. Lech rozgrywał swoje akcje ślamazarnie, z namaszczeniem, wykorzystując środkowych obrońców, ale i tak był groźniejszy niż Śląsk.

Do końca pierwszej połowy brakowało kilku minut, gdy wydawało się, że bramka dla Lecha musi wreszcie paść. Bille przejął prostopadłe podanie Wilusza, z ostrego kąta oddał dobry strzał trafiając niestety tylko w słupek. Potem okazje mieli Robak i ofensywnie grający Formella, który zresztą popełniał wiele błędów, a niektóre z nich mogły być brzemienne w skutki, bo narażały Lecha na kontrataki. Słabiutko spisywał się Gajos. Mylił się, dreptał po boisku, a gdy otrzymał dokładne podanie, nie potrafił z niego zrobić użytku.

Piłka jest okrutna i Lech mógł się o tym przekonać tuż przed przerwą, gdy w dobrej sytuacji znalazł się Łukasz Madej. Po zwodzie strzelił celnie zza pleców Macieja Wilusza, piłka znalazłaby się w bramce gdyby nie fantastyczna parada Buricia. Bramkarz Lecha wyciągnął się, wykorzystał swój wzrost. Wszystko to w sytuacji, gdy przed przerwą Lech miał kilka świetnych okazji bramkowych, a Śląsk oddawał tylko niegroźne lub niecelne strzały. Potwierdziło się, że Lech ma napastników, brakuje mu jednak piłkarzy potrafiących strzelać bramki. Jeżeli takich nie sprowadzi, kolejny sezon spisze na straty. O mankamentach drużyny przekonaliśmy się już w pierwszym meczu.

O ile przed przerwą Lech próbował zdobyć bramkę, to potem nie oddał ani jednego celnego strzału. Mecz stał się bardziej wyrównany, gra najczęściej toczyła się w środkowej strefie. Piłkarze Śląska stworzyli zaporę, której nie można było przekroczyć podając piłkę po obwodzie, wycofując ją bojaźliwie, gdy zbliży się rywal. Próby oddawania strzałów z dystansu kończyły się fiaskiem. Uderzenia Kędziory i Gajosa były po prostu kompromitujące. Nie można było mieć pretensji do postawy Gumnego, Arajuuriego, Wilusza, Buricia. Kompletny brak formy uwidocznił się u Gajosa. Formella grał jak za „najlepszych” czasów, sprzed wypożyczenia. Trener Urban zaczął robić zmiany tuż przed końcem, gdy nie mogło to przynieść rezultatów. Po tym meczu pozostaje duży niedosyt i jeszcze większy niepokój. Nie widać, by Lech grał lepiej niż wiosną.

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 0:0

Żółta kartka: Alvarinho

Śląsk: Mariusz Pawełek - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Lasha Dvali, Augusto - Filipe Goncalves (72. Ostoja Stjepanović), Adam Kokoszka, Alvarinho (89. Kamil Dankowski), Łukasz Madej - Ryota Morioka - Peter Grajciar (77. Mariusz Idzik)

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Maciej Wilusz, Robert Gumny - Dariusz Formella (89. Kamil Jóźwiak), Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh, Maciej Gajos (84. Dawid Kownacki) - Marcin Robak, Nicki Bille (74. Radosław Majewski).