Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Juniorzy Lecha przegrali na Łazienkowskiej. Na własne życzenie

włącz .

W pierwszej połowie półfinałowego meczu w Centralnej Lidze Juniorów wszystko dla Lecha układało się bardzo dobrze. Prowadził, mógł nawet wynik podwyższyć, na wiele grającej u siebie i dopingowanej przez kibiców Legii nie pozwalał. W drugiej połowie wszystko zmarnował w dwie minuty, po katastrofalnych błędach w obronie. Przegrał 1:2, ale to wynik do przerwy. W niedzielę rewanż.

Początek meczu to bardzo ostrożna gra obu drużyn. Żadna nie poważyła się na frontalny atak, piłka rozgrywana była głównie w środku boiska. Młodzi piłkarze Legii starali się utrudniać Lechowi wyprowadzanie piłki z własnej połowy. Pressingu nie było, ale wystarczyła obecność gracza w białym stroju, by piłka krążyła między środkowymi obrońcami. Do złudzenia przypominało to taktykę „dorosłego” Lecha, gdy Kamiński i Arajuuri zagrywają tylko do siebie lub do bramkarza.

Pierwszą groźną akcję przeprowadził Lech. Właściwie nie była to akcja, lecz groźny strzał z ponad 30 metrów. Zdecydował się na niego Jakub Moder i niewiele brakowało do zdobycia bramki. Prawdziwą akcję, rozpoczętą dokładnym wybiciem bramkarza, zobaczyliśmy w 32 minucie. Piłkę otrzymał Kaczmarek, podał do Modera, a ten wrzucił ją w pole karne, gdzie Dawid Kurminowski zachował się jak rutyniarz i z dużym spokojem pokonał bramkarza. Tuż przed końcem pierwszej połowy mógł wynik podwyższyć wykorzystując błąd defensywy gospodarzy, ale jego strzał w kierunku opuszczonej bramki był zbyt słaby, obrońcy zdążyli z interwencją.

Jak było do przewidzenia, po przerwie Legia mocno zaatakowała chcąc szybko wyrównać. Lech przetrwał groźne momenty, gra się wyrównała, ale po 10 minutach, w ciągu dwóch minut, stracił dwa gole. Oba na własne życzenie, po głupich stratach piłki i zwykłym gapiostwie w obronie. Jeden błąd można popełnić, ale defensorom Lecha zdarzyły się one seryjnie. Legia nabrała wiatru w żagle, była coraz groźniejsza, udawało się jej wywalczać stałe fragmenty gry. Reakcją trenera Tomaszewskiego była zmiana – jednego napastnika, Dawida Kurminowskiego, zastąpił drugi – Paweł Tomczyk. Ta roszada była planowana, Tomczyk to gracz niezwykle szybki, przydałby się przy kontrach. Tych jednak nie było, bo Legia nie musiała już gonić wyniku, nie odsłaniała się.

Kiedy patrzyło się na poczynania młodej drużyny Lecha, nasuwały się skojarzenia z pierwszym zespołem. Straciła koncept, przestała grać, łatwo traciła piłkę. Nie ulega wątpliwości, że w Lechu szwankuje szkolenie mentalne. Młodzi piłkarze zwyczajnie nie mogli się pozbierać. Skąd my to znamy? Goście wreszcie otrząsnęli się i spróbowali dotrzymywać kroku Legii. Atakowali jednak niemrawo, bez przekonania i bez pomysłu. Stosowali krótkie, bezproduktywne podania w stylu „ja do ciebie, ty do mnie”. Wyglądało to tak, jakby młodzi gracze Kolejorza wciąż pamiętali o kontrach, jakimi Legia pokonała ich w finale rok temu. I rzeczywiście, szybkie, choć sporadycznie wyprowadzane akcje gospodarzy były groźniejsze niż nieśmiałe ataki Lecha.

W ostatniej minucie spotkania Lech przeprowadził wreszcie groźną akcję. Tomczyk podał do Chodyny, ten jednak minimalnie spudłował. Pozwala to mieć nadzieję, że młodzi Lechici otrząsną się, wypoczną, zresetują umysły i ze świeżymi siłami przystąpią do rewanżu. Rozegrany zostanie w niedzielę (godzina 13) we Wronkach, boisko przy Bułgarskiej znajduje się bowiem w remoncie.

Legia Warszawa – Lech Poznań 2:1

Bramki: Szczepański (55.,56.) – Kurminowski (33.).

Kartki: Moder, Mróz, Spychała.

Legia: Radosław Majecki – Bartosz Skowron (81. Mateusz Bondarenko), Mateusz Wieteska, Mateusz Żyro, Mateusz Hołownia, Adrian Małachowski, Aleksander Waniek, Sebastian Szymański (46. Miłosz Szczepański), Tomasz Nawotka (46. Konrad Michalak), Mateusz Heleno, Eryk Więdłocha (62. Adam Ryczkowski).

Lech: Miłosz Mleczko – Jan Andrzejewski, Kacper Wojdak, Filip Nawrocki, Jakub Zagórski, Maciej Spychała, Jakub Moder (80. Kacper Friska), Marek Mróz (46. Jakub Pawlicki), Tomasz Kaczmarek (81. Kacper Chodyna), Kamil Szubertowski, Dawid Kurminowski (59. Paweł Tomczyk).