Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trzy bramki Lecha na otarcie łez

włącz .

Rok temu fetowaliśmy mistrzostwo Polski przy pełnym stadionie, w euforii i pełni wiary, że najbliższe sezony będą należeć do Lecha. To, co się stało w ciągu roku, można określić jako wielki skandal. Na ostatni mecz przyszła garstka widzów pełnych żalu do piłkarzy i właściciela klubu trwoniącego własny majątek. Po meczu, w którym dojrzałego futbolu nie było, biznesowo zarządzanemu Lechowi udało się pokonać Ruch, który żyje z dnia na dzień, ma słabiutki skład, liczy na przetrwanie dzięki pieniądzom od samorządu.

Najważniejszym wydarzeniem tego meczu było pożegnanie kończącego karierę Krzysztofa Kotorowskiego. Kibice liczyli, że zobaczą go w bramce od początku spotkania, wszedł jednak na boisko na ostatnie minuty. Jak wyjaśnił trener, takie było życzenie bramkarza. Przed meczem, gdy był bohaterem ważnych wydarzeń, trudno mu było o koncentrację. Przy Bułgarskiej z odejściem „Kotora” kończy się ważna epoka, a przyszłość jest wielką niewiadomą. Odchodzi wielu piłkarzy, nie wiadomo, kto ich zastąpi. Przyszły sezon może być równie nieudany, a wytłumaczeniem na użytek zawiedzionych kibiców z pewnością będzie konieczność zgrywania nowej drużyny. Lechowi, w najlepszym wypadku, przypadnie rola ligowego średniaka.

Mecz z Ruchem był wyrównany, co szokuje biorąc pod uwagę możliwości obu klubów. Lech wygrał wyraźnie, mimo iż nie potrafił wykorzystać wielu dogodnych okazji bramkowych, nie brakowało ich także równie nieskutecznemu Ruchowi. Pod koniec pierwszej połowy goście byli o krok od wyrównania. Przegrywali po bramce Kamila Jóźwiaka, pierwszej w jego zaczynającej się przygodzie z piłką. Pełna entuzjazmu gra tego zawodnika, a także Roberta Gumnego to jedyny pozytyw tego meczu. Mogli sobie na to pozwolić, stawki nie było. Na boisku zobaczyliśmy także trzech innych wychowanków: Kownackiego, Linettego i w ostatnich minutach Kurbiela.

Oby kariera młodzieży potoczyła się lepiej niż „Kownasia”, który jest teraz gorszym piłkarzem niż w momencie debiutu. Żal było patrzeć, jak marnuje okazje, nie potrafi rozegrać piłki, gubi się pod bramką. Wspólnie z Marcinem Kamińskim dał prawdziwy popis nieudolności, gdy obaj znaleźli się sami przed Skabą i nie potrafili go pokonać. Na szczęście Lechowi udało się zdobyć drugą bramkę. Strzelec pierwszej, czyli Jóźwiak popisał się asystą, a Linetty zakończył akcję celnym, plasowanym strzałem. Karol w tym meczu nie błyszczał, ale swoje zrobił. To samo można powiedzieć o Gajosie. Potrafił wykorzystać prostopadłe podanie, minąć bramkarza, strzelić do pustej bramki.

Kibicom daleko było do pomeczowej radości. Porozumieli się jednak z Łukaszem Trałką, którego najpierw wywołali z szatni okrzykami „Gdzie jest pała?”. Wydaje się, że nie ma już nieporozumień między kapitanem Lecha a fanami. Zastanawia, dlaczego nie usłyszeli oni ani słowa od ludzi, którym Lech „zawdzięcza” brak rozwoju, stagnację, coraz niższy poziom sportowy. Klub znalazł się w krytycznej sytuacji, czego wynik ostatniego meczu nie zmienia. Strach pomyśleć, co się stanie, gdy transfery, na które się latem zapowiada, znów okażą się niewypałami.

Lech Poznań – Ruch Chorzów 3:0

Bramki: Jóźwiak (25), Linetty (82), Gajos (86).

Żółta kartka: Jóźwiak.

Lech: Jasmin Burić (78. Krzysztof Kotorowski) - Robert Gumny, Paulus Arajuuri (86. Maciej Wilusz), Marcin Kamiński, Tamas Kadar - Abdul Aziz Tetteh, Karol Linetty - Kamil Jóźwiak, Maciej Gajos, Szymon Pawłowski - Dawid Kownacki (87. Piotr Kurbiel).

Ruch: Wojciech Skaba - Martin Konczkowski, Rafał Grodzicki, Mateusz Cichocki, Marek Zieńczuk - Łukasz Surma, Artur Lenartowski (77. Tomasz Podgórski) - Łukasz Hanzel, Patryk Lipski (57. Przemysław Bargiel), Łukasz Moneta - Mariusz Stępiński(82. Łukasz Siedlik).