Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Szanse na puchary? Iluzoryczne

włącz .

Trener Jan Urban wierzy, że zwycięstwo w trzech ostatnich meczach da Lechowi prawo gry w europejskich pucharach. Problem w tym, że pokonanie na wyjeździe Cracovii może być dla kompletnie nieskutecznej, chaotycznie grającej drużyny zadaniem niewykonalnym. Znów nie ma ani jednego zdrowego napastnika. Nikt nie wie, czy piłkarzom, kończącym latem przygodę z Lechem, zniechęconym brakiem zwycięstw i atmosferą wokół klubu, będzie się chciało wysilić.

Do Krakowa nie jedzie kontuzjowany Nicki Bille. Chory Dawid Kownacki nie trenuje ostatnio z drużyną. Nie wiadomo, czy leczący mocne stłuczenia Arajuuri i Tetteh w najbliższym czasie dojdą do siebie. Jest jeszcze jedna wiadomość, ale traktowanie jej jako dobrą może być ryzykowne: w składzie ekipy wsiadającej do klubowego autokaru znajdzie się Marcin Robak. Trener nie zdradził, czy zabiera go jako kibica, czy jako piłkarza, z którego będzie mógł skorzystać. Gdyby nawet zagrał, z pewnością ofensywy Lecha nie zbawi. Leczył się przecież dłużej niż pół roku, a i wcześniej wzmocnieniem drużyny nie został.

– Skoro nie mamy napastników, to odpowiedzialność za strzelanie bramek muszą na siebie wziąć pozostali. Wykonujemy dużo stałych fragmentów gry, to dobra okazja do zdobycia goli – mówi Jan Urban. Tyle tylko, że trenowani przez niego gracze ostatni raz rzut rożny wykorzystali w półfinale Pucharu Polski, gdy u siebie mierzyli się z Zagłębiem Sosnowiec. Do bramki trafił wówczas Volkov. Trener Lecha zapewnia, że drużyna ćwiczy stałe fragmenty przed każdym meczem. Nauka, jak widać, idzie w las. Lech traci bramki po rzutach rożnych, jak w finale Pucharu Polski, a wykonując nawet kilkanaście kornerów w meczu nie potrafi przeciwnikowi zagrozić.

– Sam chciałbym wiedzieć, skąd bierze się nasza nieskuteczność – mówi Szymon Pawłowski, skrzydłowy Lecha. – Dobrze, że chociaż dochodzimy do dobrych sytuacji. Ostatnio kilka razy zamiast do bramki trafiłem w słupek i w poprzeczkę. Wyraźnie brakuje nam szczęścia. Skoro jednak jest jeszcze światełko w tunelu, to trzeba grać. Jesteśmy w dołku, ale kiedyś złe czasy muszą się skończyć i wreszcie zaczniemy wygrywać.

Rok temu złość piłkarzy po przegranym finale Pucharu Polski przełożyła się na skuteczny finisz w rozgrywkach ligowych. Czy znów na to ich stać? Tamta drużyna grała zdecydowanie lepiej. Trener przyznaje, że największym dla niego problemem jest mentalne przygotowanie piłkarzy do następnych spotkań. To będą trzy finały. Najpierw trzeba wygrać ten pierwszy. Jeśli się to nie uda, pozostałe mecze nie będą miały żadnego znaczenia. Lech jest drużyną po ciężkich przejściach, czekają ją gruntowne zmiany. Kibice marzą, by były one gruntowne i nie ograniczyły się do wymiany kilku piłkarzy.