Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Popis nieudolności. Sezon prawie stracony

włącz .

Właśnie przez taką postawę drużyny coraz mniejsza liczba widzów przychodzi na Bułgarską. W meczu z Piastem piłkarze Lecha zagrali na nosie tym, co jeszcze chcą ich oglądać. Mieli mecz pod kontrolą, prowadzili dwoma bramkami, ale odpuścili, przestali walczyć, jakby udzieliła im się mentalność charakterystyczna od kilku lat dla tego klubu. Mimo wszystko warto było pojawić się na trybunach – by zobaczyć, jak potrafi grać drużyna zbudowana umiejętnie, choć za niewielkie pieniądze i dobrze prowadzona. Piast jest aktualnie od Lecha dużo lepszy.

Goście od samego początku grali dobrze. Nie popełniali błędów, piłki adresowane były w miejsce, gdzie znajduje się kolega z drużyny, a nie przeciwnik. Jakby na przekór temu, co było widać na boisku, Lech najpierw objął prowadzenie, a potem je podwyższył. Ma bowiem w składzie Karola Linettego, czyli piłkarza walczącego jak za ojczyznę i stale poprawiającego umiejętności. Pierwsza bramka padła już po 5 minutach, a zdobył ją właśnie Karol wykorzystując niepewną postawę obrony Piasta. Goście dążyli do wyrównania i byli tego blisko, zamknęli Lecha na jego połowie, Buriciowi jednak dopisywało szczęście.

Drugi gol także był dziełem Linettego, ale nie on był strzelcem. Bramkarz nie utrzymał piłki w rękach po jego mocnym uderzeniu, na szczęście na miejscu był Bille i z dużym trudem zdołał piłkę przepchnąć przez linię końcową. To nie był jeszcze koniec szans dla Lecha. Bronił się, chwilami dawał się stłamsić, ale kilka raz stworzył zagrożenie pod bramką rywala, a Linetty pięknym strzałem uderzył w spojenie słupka z poprzeczką. Kiedy Piast atakował całą prawie drużyną, Lech nie potrafił wyprowadzić kontry. Beznadziejnie grający Jevtić gubił piłkę w starciach z przeciwnikiem, nie potrafił wygrać ani jednego pojedynku.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy powinien trafić do klubowych kronik jako jeden z największych w historii opisów nieudolności i przestroga dla przyszłych pokoleń. Dzieci i wnukowie obecnych kibiców nie uwierzą, że można tak frajersko poddać mecz, stracić niezwykle ważne, przeliczalne na duże pieniądze punkty. Mecz toczył się w wolnym tempie, szczególnie w wykonaniu Lecha, którego piłkarze byli przekonani, że prędzej podwyższą prowadzenie niż stracą choćby jedną bramkę. Piast ma jednak mądrego trenera i dobrych piłkarzy. Zmienił taktykę wycofując rozgrywającego Murawskiego do obrony. Był trzecim stoperem, a boczni obrońcy ruszyli do przodu stwarzając przewagę na skrzydłach.

Zrobiła się z tego duża przewaga Piasta, a Lech nie utrudniał mu zadania. Wprost przeciwnie, zachęcał gości do atakowania, odpuścił środek boiska. Trudno było zrozumieć, czemu służy ta samobójcza taktyka. Być może piłkarze Kolejorza, zniechęceni po meczu w Warszawie, odpuścili już sobie ligę, a może po prostu nie mają sił. Efekty przyszły szybko. Piłkarze Piasta z dużą łatwością wchodzili w pole karne gospodarzy, ogrywali nieruchawych obrońców i już po 5 minutach złapali kontakt. Po dalszych 10 minutach był już remis i nic nie zapowiadało, że Lech zechce odzyskać prowadzenie. Inna drużyna, z szybkimi i ambitnymi piłkarzami, wyprowadziłaby choć jedną skuteczną kontrę wykorzystując frontalny atak Piasta, ale nie Lech. Nieudolne próby ataku w wykonaniu Bille, Jevticia, czy potem Kownackiego kończyły się na pierwszym przeciwniku.

Piast nie powiedział ostatniego słowa. Wydawało się, że wykorzysta słabość rywala i wygra ten mecz, jednak na przeszkodzie temu stanęła nieodpowiedzialność czeskiego internacjonała Vacka. Przerwał szybką kontrę Lecha zatrzymując brutalnie Kownackiego, kopiąc go z tyłu mocno w nogę i dziwiąc się potem, że sędzia nie potraktował tego jako zwykłego faulu taktycznego lecz jako przejaw chamstwa i pokazał mu czerwoną kartkę. Dopiero wtedy mecz się wyrównał. Lech miał nawet chwilami przewagę, atakował jednak nieudolnie, jednym tempem, a zdenerwowani jak juniorzy zawodnicy łatwo tracili piłkę, oddawali niegroźne strzały. Po każdej kontrze Piasta, wyprowadzanej dla odmiany sprawnie i z pomysłem, można było się bać, że Lech nie ugra nawet remisu.

Lech Poznań – Piast Gliwice 2:2 (2:0)

Bramki: Linetty (6), Bille (39) – Zivec (51), Mraz (61)

Żółte kartki: Tetteh, Kadar, Arajuuri.

Czerwona kartka: Vacek

Wodzów: 10,2 tys.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tamas Kadar - Łukasz Trałka (68. Dawid Kownacki), Abdul Aziz Tetteh - Darko Jevtić (81. Maciej Gajos), Karol Linetty, Szymon Pawłowski - Nicki Bille.

Piast: Jakub Szmatuła - Patryk Mraz, Uros Korun, Hebert, Tomasz Mokwa - Bartosz Szeliga (46. Martin Nespor), Radosław Murawski, Kamil Vacek, Martin Bukata - Sasa Zivec (82. Mateusz Mak) - Josip Barisić (74. Maciej Jankowski).