Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Osiem ciężkich meczów w miesiąc. Najpierw Łazienkowska

włącz .

Nie wszystko jest jasne. Po odwołaniu złożonym przez Lechię Gdańsk do Trybunału Arbitrażowego od kary odebrania jednego punktu i zawieszeniu tej kary, zapanował wielki bałagan. Prawdopodobnie dopiero w poniedziałek poznamy ostateczny kształt czołowej ligowej ósemki. Lech swój los i terminarz już zna. W ciągu miesiąca musi rozegrać aż osiem ważnych i ciężkich meczów. Pierwszy, najtrudniejszy, już w piątek o 20.30.

Po podziale punktów Lechowi brakuje punktu do miejsca dającego prawo gry w europejskich pucharach. Po każdej kolejce sytuacja w tabeli, na miejscach od trzeciego do ósmego, może się zmieniać. W futbolu cuda się zdarzają, więc mający 22 punkty Lech może jeszcze dogonić Legię, której zapisano 30 punkty, czy Piasta biedniejszego od niej o 1 punkt, ale w rzeczywistości będzie to niedo zrealizowania nawet gdyby Kolejorz w cudowny sposób odzyskał mistrzowską formę i miał samych zdrowych zawodników. Pozostaje bić się o miejsca 3-4, co także nie jest łatwe, ale przynajmniej osiągalne.

Niczego się nie zdziała bez wyrównanego składu i solidnej ławki rezerwowych. Osłabiony kontuzjami Lech ostatnio ledwo zipał, wszyscy piłkarze nie mogli wyjść z fizycznego i psychicznego dołka. Sobotnie spotkanie w Łęcznej, a szczególnie pierwsza jego faza dała nam na szczęście inny już obraz drużyny. Wciąż musi obywać się bez Pawłowskiego, Kownackiego i innych zawodników, ale widzieliśmy już momenty gry bardzo dobrej. Może być to mylące, bo Kolejorz walczył ze słabym rywalem i miał trochę szczęścia, ale w tym sezonie radzili z nim sobie nawet najsłabsi.

Teraz można przez kilka dni odpocząć, spokojnie potrenować, by już w najbliższy piątek, jako szósta drużyna w tabeli, zmierzyć się na Łazienkowskiej z Legią. Gdyby forma Lecha była taka sama, jak w ostatnim meczu tych drużyn w Poznaniu, trudno byłoby marzyć choćby o punkcie. Legia ciągle jest faworytem, ale tym razem może jej tak łatwo nie pójść. Fatalne porażki pod koniec zasadniczej fazy rozgrywek spowodowały, że Lech tylko trzy mecze rozegra u siebie. Pierwszy już we wtorek, 19 kwietnia, z Piastem Gliwice. Kiedyś był to wymarzony, zawsze wysoko pokonywany rywal, w tym sezonie wszystko się zmieniło. Po kilku dniach, czyli w weekend trzeba będzie pojechać do Szczecina, by na obiekcie z przymrużeniem oka nazywanym stadionem zmierzyć się z Pogonią.

Po tych meczach będziemy wiedzieć, na co stać Lecha. Być może ostatnią możliwością załapania się do pucharów pozostanie zdobycie Pucharu Polski. Najpierw jednak trzeba się zmierzyć na własnym stadionie z Lechią Gdańsk. To będzie prawdziwe wyzwanie dla trenera i drużyny, oby jak najliczniejszej. Prawdopodobnie w czwartek (28 kwietnia) odbędzie się mecz ligowy, a już w poniedziałek (2 maja) należy być w pełni sił na najważniejsze spotkanie w sezonie. Najważniejsze, bo to jedyna szansa na zdobycie jakiegokolwiek trofeum.

To jeszcze nie będzie koniec sezonu. W weekend Lech pojedzie do Krakowa, by w niedzielne popołudnie rozegrać mecz z Cracovią. Przyjaźń przyjaźnią, ale być może trzeba będzie walczyć na całego o miejsce w pierwszej czwórce. W środę 11 maja Lecha czeka wyjazd do Lubina, a już w niedzielę15 maja, rozegra ostatnie spotkanie sezonu. Na własnym stadionie zmierzy się z… tego akurat nie wiadomo. Może z Podbeskidziem, a może z Ruchem. Decyzja nie zapadła na boisku. Jak mówi prezes PZPN, Zbigniew Boniek, wygra polityka. Warto więc postawić na to, że Lechia punktu nie straci, co będzie oznaczać, że do czołowej ósemki trafi drużyna z Bielska-Białej.