Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech wreszcie zwycięski. Pokonał Górnika Łęczna

włącz .

Ten mecz był w wykonaniu Kolejorza lepszy niż kilka ostatnich. Mimo osłabionego kontuzjami składu nie markował gry, nie unikał walki, nie udawał, że zależy mu na zwycięstwie. Od pierwszych minut meczu w Łęcznej wziął sprawy w swoje ręce i gdyby nie fatalne pudła Bille, szybko zapewniłby sobie 3 punkty. Kontrolę nad przebiegiem wydarzeń stracił w końcówce, dał się zepchnąć do obrony, ratować drużynę musiał Burić. Teraz można złapać oddech i przygotować się do wyjazdu na Łazienkowską. To już za tydzień.

Pierwsze 5 minut meczu należało do Lecha, który opanował boisko, konstruował akcje, trzymał piłkę daleko od własnej bramki. Było więc inaczej niż można się było spodziewać. Wyglądało na to, że Górnik, który ratuje się przed degradacją, przestraszył się mistrza Polski. Szybko mogła paść bramka, gdy po fatalnym błędzie defensywy sam na sam z bramkarzem Łęcznej znalazł się Bille. Strzelił tak fatalnie, że Sergiusz Prusak, prywatnie kibic Kolejorza, zdołał wybić piłkę. Gospodarze potem opanowali sytuację, starali się po swojemu wyprowadzać szybkie ataki, niebezpiecznie było po dośrodkowaniach Leandro.

Mecz nie był już jednostronny, ale i tak Lech był lepszy, miał więcej okazji, a sam Bille mógł strzelić kilka bramek. Kiedy miał posłać piłkę do bramki opuszczonej przez Prusaka, uderzał bezmyślnie – z całej siły, niecelnie. W innej sytuacji, po kapitalnym podaniu Jevticia dał się ubiec rozpaczliwie interweniującemu obrońcy. Częściowo zrehabilitował się kilka minut przed końcem pierwszej połowy. Po akcji Kamińskiego otrzymał świetne podanie od Linettego i z ostrego kąta oddał tym razem dobry strzał wyprowadzając Lecha na prowadzenie. Z pewnością poczuł ulgę, choć gdyby w innych sytuacjach zachował się lepiej, wynik meczu w tym momencie byłby już rozstrzygnięty.

W pierwszej połowie Lech dużo sprawniej operował piłką. Widać było, że ma lepszych piłkarzy, którzy jednak potrafili też zawodzić w decydujących momentach. Dobrze interweniujący Tetteh popełnił kilka błędów umożliwiając Górnikowi wyprowadzanie kontr. Jevtić popisywał się filmowymi akcjami, by po chwili dziecinnie łatwo trafić piłkę po interwencjach obrońców. Jeszcze więcej strat notował Gajos. W drugiej połowie sytuacja o tyle się zmieniła, że groźne sytuacje tworzył właściwie już tylko Górnik. Trzykrotnie Lecha z wielkiej opresji ratował Burić, po strzałach Bonina i Świerczoka.

Im bliżej końcowego gwizdka, tym mniej pewne były 3 punkty (po podziale 2) dla Lecha. Nie ulegało wątpliwości, że chcąc opanować sytuację, trzeba strzelić jeszcze jedną bramkę. Lech jednak tego zrobić nie potrafił. Znów zawiódł Bille, który mógł podawać do stojącego samotnie w polu karnym Jevticia, ale zdecydował się na strzał, celny wprawdzie, lecz kompletnie niegroźny. Po każdej takiej nieudanej akcji do głosu dochodził Górnik, kierował piłkę na skrzydło przemieszczając się pod bramkę Biricia. Pod koniec spotkania mistrz Polski już tylko się bronił, nie stać go było nawet na zalążek kontry. Szczęście mu dopisało. Przetrwał do końca z wynikiem z pierwszej połowy.

Górnik Łęczna – Lech Poznań 0:1 (0:1)

Bramka: Nicki Bille (41).

Żółte kartki: Tymiński, Pruchnik

Górnik: Sergiusz Prusak - Łukasz Mierzejewski, Radosław Pruchnik, Tomislav Bozić, Leandro - Tomasz Nowak (65. Łukasz Bogusławski), Łukasz Tymiński - Grzegorz Bonin, Przemysław Pitry (65. Jakub Świerczok), Grzegorz Piesio - Bartosz Śpiączka (72. Paweł Sasin).

Łęczna: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh - Darko Jevtić (90. Vladimir Volkov), Karol Linetty (90. Piotr Kurbiel), Maciej Gajos - Nicki Bille (80. Kamil Jóźwiak).