Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Na jakiego Lecha możemy liczyć?

włącz .

Z sentymentem wspominamy czasy, gdy na wyjazdowe mecze Lecha czekaliśmy z przekonaniem, że do Poznania wróci z trzema punktami, zdominuje rywala, bo ma w składzie graczy klasowych, a do tego głodnych sukcesu. Od tamtego czasu, pod „światłymi” rządami wysokiej klasy speców od futbolu, wiele się w klubie zmieniło. Niestety, na niekorzyść. Nie ma mowy o dominacji nad jakimkolwiek rywalem, z Lechem potrafi wygrać każdy, a wyspecjalizowały się w tym drużyny zajmujące ostatnie miejsca w tabeli.

Do Łęcznej Lech nie jedzie jako faworyt. Daje się mu mniej szans na zwycięstwo niż gospodarzom. Nie może korzystać z kilku dobrych piłkarzy, a do tego ogarnęła go dziwna, trudno wytłumaczalna słabość. Gra apatycznie i asekuracyjnie, jakby piłkarze wychodzili na boisko za karę i panicznie bali się jeszcze jednej wpadki. Trudno ocenić, jakie są przyczyny tego zniechęcenia i czy Lech w tym sezonie potrafi się jeszcze obudzić. Potrzeba impulsu w postaci dobrej gry któregoś z czołowych piłkarzy albo przekonującego zwycięstwa w trudnym pojedynku (jak jesienią we Florencji).

Jak więc zagra w Łęcznej? Z pewnością nie rzuci się na rywala od pierwszych minut, by dowieść swojej wyższości. Przede wszystkim dlatego, że wyższość Lecha nad kimkolwiek jest teraz iluzją, poza tym piłkarzy zwyczajnie nie stać na grę radosną, ofensywną. Sam trener przyznał, że nie ma co liczyć na futbol widowiskowy, ofensywny. Może kiedyś, ale z pewnością nie na obecnym etapie „rozwoju” drużyny. Wydaje się, że gdyby nawet Lech był w szczytowej formie, to i tak nie próbowałby zdominować drużyny z Łęcznej. Jak mało kto w lidze potrafi ona przechodzić do błyskawicznych ataków. Pokazała to też w Poznaniu, gdzie wprawdzie z rozpędzonym wtedy Lechem przegrała z kretesem, ale zaimponowała takim właśnie stylem gry. Górnik broni się, ale w kilka sekund, po dwóch-trzech podaniach tworzy groźną sytuację pod bramką przeciwnika.

Należy więc spodziewać się kolejnego brzydkiego meczu w wykonaniu Lecha. Piłka będzie krążyć między obrońcami i defensywnymi pomocnikami, a jeżeli trafi na skrzydło, nie ma co spodziewać się natychmiastowej szarży. Lech przyspieszy grę tylko wtedy, gdy pojawi się szansa na kontrę, albo gdy Karol Linetty wypatrzy wychodzącego na dobrą pozycję kolegę. Nie wiemy, czy Maciej Gajos (na zdjęciu) pokaże się równie słabo, jak w Sosnowcu, czy też stać go będzie na taką grę i takie strzały z dystansu, jakimi imponował jako zawodnik Jagiellonii. Z pewnością z daleka strzelać spróbuje Jevtić. Oby celnie. I oby nie wdawał się w dryblingi. Ostatnio udawał mu się co czwarty, notował najwięcej strat w drużynie.

Obie drużyny chcą ten mecz wygrać, ale dziś wydaje się, że Łęczna jest głodniejsza sukcesu. Lech potrzebuje punktów, by awansować przed końcem rozgrywek o dwie pozycje i zapewnić sobie grę w pucharach. Natomiast Górnik walczy o ligowy byt i jest w wysokiej formie, czego dowiódł ostatnio, gdy niewiele brakowało mu do pokonania na wyjeździe Cracovii. Nie ma więc co liczyć na wielki mecz w wykonaniu Kolejorza, a powrót do Poznania z punktami byłby wielkim sukcesem. Nadzieje na to może storpedować strata bramki, bo Lechowi trudno będzie się wtedy pozbierać. Trzeba przetrwać jak najdłużej z czystym kontem i spróbować zadać decydujący cios.