Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech w rozsypce. Gra w pucharach oddala się

włącz .

Oglądanie występów piłkarzy Lecha staje się coraz większym wyrzeczeniem. Nie dość, że drużyna jest mocno osłabiona i na jaw wychodzi nieudolność w jej budowaniu, to zawodnicy wychodzący na boisko sprawiają wrażenie, że znajdują się na nim za karę. Nie podejmują walki z przeciwnikiem, nie radzą sobie z pressingiem, nie rozumieją się. W rundzie dodatkowej rozegrają tylko trzy mecze na własnym stadionie. Może to i lepiej…

W najważniejszej części sezonu, gdy wszystko się decyduje, trener Lecha nie może korzystać z podstawowych zawodników. W piątkowy wieczór był już tak zdesperowany, że wpuścił na boisko Dariusza Dudkę nie bojąc się posądzenia o sabotaż. Na ławce rezerwowych nie miał ani jednego ofensywnego zawodnika. To efekt kontuzji i przemęczenia występami w młodzieżowej reprezentacji. Absencje absencjami, ale po piłkarzach ubierających koszulkę Lecha można się spodziewać, że przynajmniej spróbują pokazać klasę. Mecz ze Śląskiem Lech rozpoczął niestety tak, jakby głównym jego celem było wyciągnąć pomocną dłoń znajdującemu się w trudnej sytuacji przeciwnikowi.

Już w pierwszych minutach było widać, że przedostatnia drużyna w tabeli przyjechała do Poznania po zwycięstwo. Zastosowała pressing, każdy zawodnik Lecha był agresywnie atakowany natychmiast po przejęciu piłki. Nie od dziś wiadomo, że Kolejorz z pressingiem rywala sobie nie radzi. Ostatnio zniszczyła go w ten sposób Legia, teraz nie sprostał zespołowi o wiele słabszemu od niej, ale bojowo nastawionemu i mającemu pomysł na grę. Na samym początku niemrawa obrona mistrza Polski obserwowała, jak gracze Śląska wymieniają podania w polu karnym, piłka trafia do Morioki stojącego tyłem do bramki, ten odwraca się z nią i pokonuje zaskoczonego Buricia.

Od tego momentu było jeszcze gorzej. Drużyna z wysokimi aspiracjami wpadła w psychiczny dół i do przerwy nie mogła się z niego wydostać. Niewiele brakowało do straty dalszych bramek, mimo iż Śląsk nie pokazywał niczego nadzwyczajnego, był po prostu mocniejszy mentalnie i lepiej zorganizowany. Nie miał w swoich szeregach tak słabych zawodników, jak faulujący i kopiący piłkę byle gdzie, wygwizdywany przez kibiców Dudka. Po przerwie Śląsk zagrał jeszcze lepiej i gdyby nie fenomenalne parady Buricia, zdobyłby dalsze gole. Lech nie miał tak dobrych okazji, a kiedy pod koniec spotkania zamknął rywali w polu karnym, nic z tego nie wynikało. Jedynym piłkarzem nie kompromitującym się był oddający wiele strzałów Jevtić.

Pod koniec spotkania Śląsk grał coraz bardziej na czas, symulował kontuzje, bramkarz w nieskończoność celebrował wybicie piłki. Sędzia Kwiatkowski zareagował na to właściwie i doliczył do regulaminowego czasu gry całe dwie minuty. Mecz potrwał jednak o wiele dłużej, bo kilka minut zabrały zmiany dokonywane w doliczonym czasie. Niewiele brakowało, by tuż przed końcowym gwizdkiem Śląsk dobił Lecha po kontrze. Znów nieszczęściu zapobiegł Burić. Gospodarze w tym okresie zmienili taktykę i grali trzema obrońcami, co niczego w ich postawie nie zmieniło. Z taką organizacją gry i taką formą, nie wspominając już o osłabieniach, Lech niczego już nie zdziała. Ostatnią nadzieją na uratowanie sezonu jest Puchar Polski.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław – 0:1 (0:1)

Bramka: Morioka (9)

Kartki: Dudka, Trałka – Dankowski

Widzów 17,5 tysiąca

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Maciej Wilusz, Vladimir Volkov (63. Tamas Kadar) - Łukasz Trałka, Dariusz Dudka (63. Paulus Arajuuri)- Gergo Lovrencsics, Maciej Gajos, Darko Jevtić - Nicki Bille.

Śląsk: Mateusz Abramowicz - Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Lasza Dvali, Dudu Paraiba - Tomasz Hołota, Tom Heteley - Kamil Dankowski (58. Peter Grajciar), Ryota Morioka (90. Adam Kokoszka) Robert Pich (90. Krzysztof Ostrowski) - Bence Mervo.