Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piękne widowisko przy Bułgarskiej. Zwycięstwo Lecha

włącz .

Piłka nożna potrafi być okrutna. Przekonali się o tym piłkarze Cracovii. Prowadzili grę, byli lepsi piłkarsko, dominowali nad Lechitami technicznie, czasami klepiąc piłkę wręcz ich ośmieszali. Nie wygrali jednak tego meczu. Mistrz Polski podszedł do gości z wielkim respektem. Grając u siebie bronił się, próbował kontratakować. Udało mu się stworzyć kilka dobrych okazji i dwie z nich wykorzystać niespodziewanie zwyciężając i zbliżając się do ligowej czołówki.

Już pierwsze minuty pokazały, kto ma obecnie lepszą drużynę. Cracovia od początku traktowała Lecha jak uczniów, którym trzeba udzielić lekcji futbolu. Piłka płynnie krążyła między graczami w koszulkach w pasy, zawodnicy Lecha starali się grać blisko siebie i przerywać ofensywne zapędy gości. Sprawiali wrażenie ciężko przestraszonych, bo i kto lubi być ogrywany, ganiać bezproduktywnie. Niemal każdy gracz Cracovii technicznie dominował nad tymi, których Lechowy komitet transferowy zakupił za duże pieniądze. Już po kilku minutach gracze Kolejorza przegrywali. Nie wiedzieli, co się dzieje, gdy zawodnicy z Krakowa płynnie weszli w pole karne, wymienili kilka podań, aż piłka trafiła do Kapustki, a ten zdobył łatwego gola.

Można się było obawiać wysokiej porażki Lecha, bo rzadko udaje mu się odrabiać straty. Gdy szybko traci gola, często pozwala sobie strzelać kolejne. W pierwszych meczach gubił koncentrację po wyjściu na prowadzenie. Teraz sytuacja się odwróciła – już po dwóch minutach wyrównał, po szybkim ataku i przytomnym strzale Jevticia. Dobrze się stało dla jakości widowiska, a zwłaszcza dla ponad 10 tysięcy uczniów, którzy przyjechali na Kolejorza z całej Wielkopolski. Oglądali boiskowe wydarzenia z wypiekami na twarzach. Mecz był atrakcyjnym widowiskiem. W pierwszej połowie Lech nie szarżował, zachowywał asekurację, formacje poruszały się blisko siebie, bo zostawienie wolnej przestrzeni potrafiącej grać w piłkę Cracovii to samobójstwo.

Cracovia miała dużo więcej z gry, operowała piłką na luzie, jakby cieszyła się tym meczem. To paradoks, że mimo tego groźniejsze akcje stwarzał Lech i nikt by się zanadto nie zdziwił, gdyby w pierwszej połowie zdobył kilka bramek. Po wyjściu z szybkimi kontrami idealne okazje mieli Lovrencsics, Jevtić i Kownacki. Duży żal można było mieć do Szwajcara. Biegł sam na sam z bramkarzem i zamiast użyć głowy i techniki, uderzył z całej siły, wysoko nad bramką, jak nie on. To nie był jego, mimo zdobycia bramki, dobry mecz. Zmarnował mnóstwo akcji, podawał do przeciwników, był zagubiony i rozkojarzony. Żaden zawodnik Cracovii nie zanotował tylu strat, co on.

Druga połowa nie była już taką partią szachów, szczególnie gdy piłkarze poczuli w nogach zmęczenie. Obie drużyny nie grały już tak zdyscyplinowanie, co było szansą dla wyprowadzającego szybkie akcje Lecha. Mecz stał się jeszcze ciekawszym widowiskiem, bo Cracovia nie rezygnowała z ataków, chcąc koniecznie wywieźć z Poznania zwycięstwo, ale i Lech nie rezygnował ze zdobycia bramek. Dużo mu dali zawodnicy, którzy weszli na boisko – Jóźwiak, który odważnie brał grę na siebie, Tetteh, dzięki któremu Linetty mógł pójść do przodu, i Gajos, który wykorzystał rajd i celne dośrodkowanie Lovrencsicsa strzelając mocno z pierwszej piłki. To była dynamiczna akcja i filmowa bramka. Cracovia nie potrafiła już się podnieść. Przegrała, bo zlekceważyła ofensywne możliwości Lecha. Mogła paść jeszcze jedna, bliźniacza bramka. Tym razem Gajos wycofał piłkę do Tetteha, a ten uderzył sprzed pola karnego potężnie, ale niecelnie.

Lech Poznań – Cracovia 2:1 (1:1)

Bramki: Jevtić 9, Gajos 87 – Kapustka 7.

Widzów 25 tysięcy

Żółta kartka: Lovrencsics.

Lech: Jasmin Burić - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tamas Kadar - Łukasz Trałka, Karol Linetty - Gergo Lovrencsics, Darko Jevtić (70. Abdul Aziz Tetteh), Sisi (70. Kamil Jóźwiak)  - Dawid Kownacki (82. Maciej Gajos).

Cracovia: Grzegorz Sandomierski - Deleu, Hubert Wołąkiewicz, Piotr Polczak, Jakub Wójcicki (90. Hubert Adamczyk) - Bartosz Kapustka, Damian Dąbrowski, Marcin Budziński, Mateusz Cetnarski, Boubacar Diabang (74. Tomas Vestenicky) - Erik Jendrisek.