Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jeszcze jedna klęska Lecha

włącz .

Nie mają litości dla swych kibiców piłkarze Lecha. Znów rozegrali beznadziejny mecz, znów kompletnie przespali pierwszą połowę, a w drugiej byli zbyt słabi, by nadrobić straty. Lech nie dysponuje teraz żadną siłą w ofensywie, a grająca co mecz w innym składzie, nieruchawa obrona popełnia błędy, daje się uprzedzać bardziej zdecydowanym przeciwnikom. Jagiellonia wygrała w Poznaniu łatwo, bo miała sposób na Lecha, a sędzia Złotek podarował jej rzut karny.

Przez pierwsze 10 minut Lech jakoś sobie radził. Próbował nacierać, swobodnie rozgrywał piłkę, ale tylko w środku boiska. Kiedy powinien zaatakować tak, by zdobyć bramkę okazywało się, że nie ma kto tego robić. Napastnikiem był Kownacki, piłkarz kompletnie osamotniony, bo nie miał kto go wspierać. Aż się prosiło, by wpuścić na boisko Jevticia, piłkarza kreatywnego, potrafiącego zmienić oblicze meczu jednym zagraniem. Karol Linetty walczył jak lew, ale tylko w środkowej strefie boiska. Bartłomiej Drągowski, utalentowany bramkarz Jagiellonii nie miał więc okazji, by się wykazać. Interweniował tylko przy rzutach rożnych tak egzekwowanych, że nie miał problemów ze złapaniem piłki.

Dla odmiany rzuty rożne Jagiellonii były groźne. Po każdym podaniu Vassiljeva kotłowało się przed bramką Buricia. Jedna taka sytuacja kosztowała Lecha stratę bramki. Nie pierwszy raz do górnej piłki wyskoczyli tylko gracze Jagiellonii, Lechici natomiast przykleili się do murawy. Tarasovs głową zdobył bramkę, która kompromituje cały blok ofensywny mistrza Polski. Wnioski wyciągnięte nie zostały, sytuacje takie mnożyły się, ni z tego, ni z owego przed Burciciem wyrastało po kilku zawodników w czerwono-żółtych koszulkach, a ci w niebieskich zostawali w blokach startowych i bezradnie się przyglądali.

Wyprzedzanie Lechitów, odbieranie im piłki, waleczność, nieustępliwość, ciągły pressing i natychmiastowe wyprowadzanie szybkiego ataku było sposobem gości na pokonanie Kolejorza. Ten prosty plan powiódł się w stu procentach. Ułatwili to piłkarze Lecha, a także pan Złotek ze Stalowej Woli, który dostrzegł faul Linettego w polu karnym w sytuacji, gdy gracz Jagiellonii nie miał szans dojść do piłki, w dodatku sam się przewrócił. Takie decyzje to wielki skandal. Arbiter był źle ustawiony, nie nadążył za akcją, to nie był zresztą jedyny jego błąd w tym spotkaniu. Szczęście, że wyniku meczu nie wypaczył. Lech nie był tego dnia drużyną potrafiącą wygrać z kimkolwiek.

W drugiej połowie Jan Urban zdjął z boiska bocznego obrońcę Ceesaya, a wprowadził 17-latka Kamila Jóźwiak. Młody skrzydłowy spisał się bez zarzutu, walczył dzielnie, imponował szybkością. Lech będzie miał z niego pożytek. Gra gospodarzy w drugiej połowie ożywiła się, nacierali na bramkę. Dobrze grał Sisi, akcje inicjował Linetty. Kiedy pod koniec meczu z boiska zszedł Kownacki, rolę napastnika przejął Pawłowski, z miernym niestety skutkiem. Lech grał ambitnie w środku boiska, ale nic z tego nie wynikało. Jagiellonia w obronie była równie skuteczna jak w ataku. Wstyd to powiedzieć, ale pierwszy i zarazem ostatni celny strzał Lech oddał tuż przed końcem spotkania. Uderzył Jevtić – piłkarz, który zagrał tylko 20 minut, a zrobił przez ten czas więcej dobrego niż Trałka, czy Tetteh.

Lech – Jagiellonia 0:2 (0:2).

Bramki Tarasovs (26), Tomasik (40, k.).

Żółte karki: Kadar, Linetty - Tarasovs, Drągowski, Świderski, Burliga.

Widzów: 14,4 tys.

Lech: Jasmin Burić - Kebba Ceesay (46. Kamil Jóźwiak), Marcin Kamiński, Dariusz Dudka, Tamas Kadar - Łukasz Trałka (73. Darko Jevtić), Abdul Aziz Tetteh - Sisi, Karol Linetty, Szymon Pawłowski - Dawid Kownacki (78. Gergo Lovrencsics).

Jagiellonia: Bartołomiej Drągowski - Łukasz Burliga, Sebastian Madera, Igors Tarasovs, Piotr Tomasik - Rafał Grzyb, Jacek Góralski - Przemysław Frankowski (79. Alvarinho, Konstantin Vassiljev (90. Dawid Szymonowicz), Piotr Grzelczak (68. Karol Świderski) - Fedor Cernych.